-
Maikh
Skinął głową kupcowi. Odszedł kawałek na bok i oparłszy ciężar ciała na piętach zaczął kiwać się rytmicznie w przód i w tył przymykając oczy. Odmówił trzynastą modlitwę, kendet'h oweyreth. Pani na Niebie. Ja, Maikh h'Keaz, dopiero niedawno opuściłem ojczyznę udając się na pielgrzymkę. Czy słusznie obrałem okrężną drogę do Kan'nolet? Czasami modlitwa o zrozumienie miast odpowiedzi niosła tylko kolejne pytania... Rozmyślając nad nimi udał się na spoczynek.
-
Regina
Spojrzała trochę z zaciekawieniem na Borha... Czyżby Ojczulek coś Ci już nagadał?.... Poprawiła rozwichrzone rdzawe włosy. Nie dbała o to czy starannie czy nie, ważne by ojciec widział, ze dba o swój wygląd.... Podeszła do Ojca... Panie, Twój zwiadowca a zarazem i najbardziej oddany żołnierz melduje posłusznie gotowość do wymarszu na patrol. Zażartowała.... Jej głos był przy tym rytmiczny i prężny....Po chwili uśmiechnęła się czule jak córka do ukochanego Tatulki....
Zaspałam trochę, ale znasz mnie.... mina i oczy cocer spaniela mówiły więcej niż jakieś słowa.
-
Dagoth:
Cóż... A nie słyszałeś o tym, iż podobno tam coś masakruje w nocy wieśniaków? Po to tam zmierzam właśnie.
-
Rehlynn
Spojrzał się chłopakowi w oczy i spokojnie powiedział Wiesz kim jestem? Słyszałeś o magach? A wiesz jak można się sparzyć ogniem? Nic ci nie zrobię, ale ukradzione oddaj i lepiej dobieraj sobie ofiary jeśli chcesz przeżyć.
-
Morghar
Od niechcenia można i tego się napić. Odparł pociągając łyk. A nie słyszałeś jakichś wieści o tym kiedy stąd wyruszamy?
-
Aurelia
Wyszeptała swej klaczy do ucha - Miej oczy dookoła głowy kochana..... - a sama poczęła jechać w tamtym kierunku jednak jadąc nie na wprost a podjeżdżając okrężnie w dłoni cały czas mając łuk gotowy do strzału.....
-
Alda
Widocznie Twoje manewry i to, że nie podałaś się tylko przyjęłaś walkę zniechęciły napastników, no i fakt mają gorsze konie niż Twój, powoli zwalniają, tym razem to Ty jesteś góra, ale pytanie czy szczęście Cię nie opuści lub czy to nie jest tylko jakaś sztuczka, powoli napastnicy zostają z tyłu, jest późne popołudnie pora pomyśleć o obozie
Maikh
Zasnąłeś spokojnie, nic Ci się nie przyśniło, żadne znaki od Pani, więc widocznie podążasz ścieżka jaką Ci wyznaczyła, teraz czujesz lekkie potrząsanie, to pierwszy syn kupca Panie obudź się Twa kolej wartować
Regina
Gdy podeszłaś do dowódcy ten tylko wzdychnął choć w oczach tańczą mu ogniki rozbawienia Wiem, że pewnie już byś chciała wysforować się na przód, ale przy twierdzy to niekonieczne, jutro dopiero zaczniemy wkraczać na "wrogi" teren, tak więc nie oddalaj się za daleko bo wiem jak lubisz kłopoty a na razie one nam nie potrzebne
Dagoth
Ano ktoś tam zginął podobno, ale to pewno jakiś wygłodniały lew śnieżny albo niedźwiedź kogoś zaatakował, kto by się przejmował bredzeniem głupich wieśniaków
Rehlynn
Chłopak oddał ci sakiewkę, po czym wybuchł płaczem Panie choć parę miedziaków, proszę na jedzenie, nie chciałem Panie was okradać, ale głód zmusza do wielu rzeczy
Morghar
Już Andrun chciał Ci odrzec gdy rozległ się alarm, kompan popatrzył na Ciebie kwaśno jakbyś to Ty swoimi pytaniami wywołał ów alarm
Aurelia
Podjechałaś bliżej, na ziemi leży obdarte ze skóry truchło lisa, widocznie Lisica poczuła krew i to dlatego się boczyła, przypatrując się znalezisku usłyszałaś tętent konia, to patrol z jednego z fortów nadgranicznych, chyba już spotkałaś gdzieś jego dowódcę bo twarz wydaje się znajoma, konni unieśli dłonie w salucie i skręcili w twą stronę
-
Maikh
Poderwał się gwałtownie na równe nogi. Już nie śpię, połóż się z bronią pod ręką. Może nie będzie potrzebna tej nocy, ale ostrożności nigdy dosyć. Na początku warty wykonał kilka ćwiczeń oddechowych by przywołać sani. Następnie Lot Czapli walcząc yphirami ze swym cieniem. Po wszystkim zgasił ognisko, lepiej nie być widocznym z zewnątrz podczas czuwania nad bezpieczeństwem karawany.
-
Dagoth:
Taka praca... Może wyruszymy tam razem? Tobie panie i mnie się śpieszy tam tak czy inaczej, a w nocy razem zawsze bezpieczniej.
-
Morghar
Ujrzawszy twarz towarzysza No cóż... Może wyruszenie to nie jest ale przynajmniej się nie zanudzimy na śmierć. Dopił szybko piwo i wyszedł na zewnątrz zobaczyć co się dzieje.