-
Spytko z Mstyczowa
Ha! Opiję twe zwycięstwo lub pomszczę upadek bracie! Wykrzyknął Gwidon wyciągając miecz i unosząc go do góry po tym znów krzycząc - Bóg tak chce! Bóg tak chce! To samo poczynili wszyscy zebrani. Po chwili Wielki Mistrz rzekł - a więc chodźmy przed oblicze króla! Na te słowa rycerze Grobu Bożego ruszyli do królewskiego pałacu, w który przemieniony został meczet al-Aksa. Masz waleczne serce młodzieńcze, oby także nie zabrakło ci biegłości i sprytu - dodał jeszcze Gwidon.
Katarina Kilian
Zgadłaś, pochodzę z Francji, jestem córką zamożnego kupca. Gdybym chciala wyżyłabym z majątku swego ojca... Ale, cóż to za żywot by był. O spójrz! Dotarłyśmy! Istotnie, widzisz spory budynek z szyldem - znakiem że to karczma. Do niej przylega stajnia. Podszedł do was stajenny i spytał po łacinie - życzą sobie panie, by zająć się ich wierzchowcami? Opłata u karczmarza, w środku.
-
Spytko
Tylko dla takich jest miejsce w naszym zakonie. Nie tylko tutaj, ale także na dalekiej północy, skąd pochodzę odparł Gwidonowi w łacinie.
-
Katarina
Zadbaj jak o swojego... podła stajennemu lejce i jedną złotą monetę.
No cóż, ja miałam mniej szczęścia niż TY. Nie pochodzę z zamożnej rodziny.... Ale w zasadzie nie ma dużo do opowiadania. Najważniejsze że dotarłam tu wraz z Baśką cała i szczęśliwa.
-
Surija
Panie skłoniła się lekko konstablowi przekaże Twą wolę, a co do trosk które mnie trapią poleciłam już żywot i duszę Allahowi, by zachował je w opiece
-
2 załącznik(ów)
Bertrand, Robert, Filip, Adriano, Gunter i Mitrydates:
Wyruszyliście w nieznane, poobijani i na zmęczonych koniach. Słońce we znaki się daje, choć Ormianin całkiem nieźle je znosi, wie, że na pustyni jest o wiele gorzej. Mimo to jasnozielona trawa pokrzepia wasze serca i przecie naprzód odważnie. Gdy minęło kilka chwil (nie wiecie dokładnie jaka jest pora dnia, choć zapewne przed południem), usłyszeliście tętent kopyt bardzo szybko galopującego konia. Obejrzeliście się i ujrzeliście po swej prawicy pędzącą w półsiadzie kobietę, pochyloną nad szyją swego, co dziwne - destriera zacnej urody. Owa kobieta niczym strzała przemknęła przed Bertrandem, a jego wierzchowiec spłoszył się i dęba stając, zrzucił swego jeźdźca. Słysząc głośne grzmotnięcie wstrzymała swego destriera i spojrzała na was. Chyba bardzo ją to rozweseliło, bowiem poczęła się śmiać.
Załącznik 1110
Wygląda na kobietę z bogatego rodu, ale do myślenia daje wam jej koń bojowy i miecz przytroczony do siodła.
Surija al-Samanid
Twój Allah jak dotąd wiele dobrego ci w żywocie nie dał - zaśmiał się delikatnie Boemund. Jednak zanim udasz się do kuchni, chodź najpierw za mną, pomożesz mi konia do jazdy wyprawić. Nie czekając na Twą odpowiedź, ruszył majestatycznym krokiem w stronę stajni.
Tomasz Awdaniec, Sir George Srogi, Charles de Tournemire i Surija al-Samanid
Polski rycerz poprowadził joannitów ku komnacie konstabla. Spotkaliście go jednakoż wychodzącego na dziedziniec leprozorium. Przy jego boku jest piękna kobieta, ale przypomina swą urodą prędzej saracenkę aniżeli chrześcijankę. Boemund de Moulins rzekł kolejno - przyjmij me pozdrowienia panie Tomaszu, i ty panie - spoglądając na Sir George'a. A ty klecho, czego tu szukasz? Śmierci? Spojrzał ze złością w oczach na Charlesa.
Katarina Kilian
Tak pani - odparł stajenny kłaniając się i odprowadzając wasze konie. Weszłyście z Charlotte do karczmy, waszym oczom ukazała się dość zadbana i duża izba z porozstawianymi stołami. Z dala za ladą, dostrzegacie tłustego i łysego karczmarza.
Spytko z Mstyczowa
Przybyłeś w końcu ze swym zakonem do pałacu królewskiego, z Tobą jest około 20 innych Bożogrobców. Olśnił Cię widok wnętrza budynku, piękne, pozłacane zdobienia na ścianach, porozwieszane zdobne miecze i czerwono złoty tron na końcu tej głównej sali. Na tymże tronie siedzi król Baldwin IV, spoglądający z uniesioną głową na przybyłych.
Załącznik 1111
Wygląda dostojnie, jego twarz zaś nosi niewiele skaz trądu, mimo to ma obwiązane bandażem czoło. Lewa dłonią gładzi sobie podbródek, prawa ręka zaś chyba jest niesprawna, bo opada bezwiednie na tron. Zajęliście miejsca po jednej stronie sali, na drugą chwilę później przybyli templariusze, rzucający wam złowrogie spojrzenia. Wtem jeden z nich wystąpił wprost przed oblicze króla ze słowami - ja, Eudes de Saint-Amand, Wielki Mistrz Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona, proszę cię panie Jerozolimy, o przekazanie nam pieczy nad Grobem Pański, nam to bowiem ten zaszczyt się należy za wierną służbę, wielkie zwycięstwa odniesione w całym Outremer i strzeżenie pielgrzymów, zmierzających by tu się modlić. Król Baldwin powstał i rzekł głośno - co odpowiedzą dotychczasowi stróże Grobu Bożego?
Techniczny
Araven prosił bym przejął jego postać w razie gdyby stopował akcję, ale w każdej chwili może nią grać dalej. :)
-
Robert
Również się roześmiał po czym podjechał do Bertranda schylając się w siodle i podając mu dłoń aby pomóc wstać nieszczęśnikowi.
-
Sir George Srogi
Witajcie Panie, przynosimy wiadomość...a w zasadzie ten tutaj, jak raczyłeś go nazwać, klecha. Czyś zapomniał iż sam jesteś zakonnikiem? - mówił bardzo spokojnie z uśmiechem na twarzy.
-
Filip
Po łacinie
A cóż to za cudna kobieta przed nami przemknęła? Pędziła jakby sami Saraceni za nią gnali.
-
Bertrand
Przyjmuje dłoń Roberta, podnosi się i otrzepuje z kurzu. Rzecze po łacinie spokojnym głosem A cóż to za niewiasta, co mi Guillaume'a wystraszyła?
-
Boemund de Moulins w odpowiedzi do Sir George'a
Zaśmiał się - w istocie jam jest zakonnikiem. I innych zakonnych rycerzy szacunkiem darzę, ale zgadnij panie, za czyją sprawą głowę mi ziemią posypali i mariaż unieważnili gdym zachorował! Przeklęci... Dajcie tą wiadomość.
-
Robert
Uważaj mości Bertrandzie na przyszłość - rzekł opanowując się,po czym zwrócił się w stronę damy i wykonując dworny ukłon w siodle powiedział - Jam jest Robert de Modica moja Pani, a Ci tutaj to moi towarzysze,razem oprócz tego fircyka - tu wzkazał na Mitrydatesa - przetrwaliśmy rozbicie statku.
Techniczny
Robert zawsze mówi łaciną chyba że zaznaczę wyraźnie że jest inaczej.
-
Sir George Srogi
Skłonił się i rzekł do swego brata: Podajcie list konstablowi bracie.
-
Bertrand, Robert, Filip, Adriano, Gunter i Mitrydates:
Kobieta odparła po łacinie nie mogąc wstrzymać uśmiechu patrząc na Bertranda - rozbicie statku powiadacie. A odpowiadając na twe pytanie - spojrzała znów na Bertranda - jam tylko wdową z Francji, co podróżuje po Ziemi Świętej szukając... Łaski Bożej. Czemuż zmierzacie wprost na ziemie saracenów? Wojnę chcecie wywołać? Dodała po tym po arabsku - a ty saracenie, co robisz w tej kompanii?
-
Bertrand po francusku
Nie Saracen to, a Ormianin podobno. Po arabsku jeno mówi i po armeńsku.
Techniczny
To ja też wprowadzam, że jak nie precyzuję języka to Bertrand mówi po łacinie :P
-
Robert
Ziemie Saracenów?! Jak żeś nas prowadził ? - syknął w stronę Mitrydatesa.
-
Filip
Pięknie, pięknie. Dobrze, że jeszcze na Saracenów nie wpadliśmy...
Techniczny
Jakby co Filip gada do swoich towarzyszy po łacinie.
-
Mitrydates
Po arabsku:
Witaj damo ! Jam nie jest Saracen tylko Ormianin,Chrystusa wyznaję ,a sługów Mahometa krwawo tępię ! Winą podstępnych kupców wracających z Ziemi Świętej ,a nie moją ,że mnie na manowce zwiedli przed tym jak napotkałem całe tu obecne rycerstwo ! Bogu dzięki,żeś się panno zjawiła,prowadź nas teraz !
-
Bertrand, Robert, Filip, Adriano, Gunter i Mitrydates:
Widzę prawdę w twych oczach Ormianinie, niech więc będzie. Po tym ozwała się po łacinie do rycerzy - mówi, że kupcy złą drogę mu wskazali do Jerozolimy, a ja mu daję wiarę. Ach... Wy naprawdę chcecie dotrzeć do Jerozolimy w tym stanie? To kilka dni drogi stąd, zaś 2 godziny kłusa i ujrzycie mury Trypolisu, gdzie jutro ma odbyć się turniej. Hrabia Rajmund lubi patrzeć na walki rycerzy, sam też jest biegły w ostrzu jak mało kto.
-
Filip
To kto za tym, by ruszyć do Trypolisu? Może być ciekawie, przy okazji więcej prowiantu weźmiemy.
-
Robert
Dobrze Pani,prowadź zatem,pojedziemy za Tobą - rzekł z szacunkiem pochylając lekko głowę w siodle.
-
Bertrand
On jedzie z nami? pokazuje głową Ormianina
-
Gunter
Turniej, Trypolis hmm to nie Jerozolima, ale przyda się wizyta u kupca. Rycerz także wykonał dworny ukłon w siodle i rzekł Jeszcze się nie przedstawiłem. Jam jest Gunter von Evelntropp.
Techniczny
Jeśli nie deklaruję innego języka to Gunter mówi po łacinie.
-
Robert
Jak Pani mu ufa to niech jedzie ale trzeba go mieć na oku - odparł Bertrandowi łypiąc spode łba na Mitrydatesa.
-
Bertrand
No niech będzie, więc ruszajmy do Trypolisu.
-
Bertrand, Robert, Filip, Adriano, Gunter i Mitrydates:
A czy ja rzekłam, że was tam poprowadzę? Chyba zbyt dobrze mi z oczu patrzy - kobieta zaśmiała się delikatnie i ruszyła powoli mijając was. Macie szczeście, że akurat jadę do Trypolisu - stwierdziła nie odwracając się.
-
Robert
Nic już nie odpowiedział tylko ruszył za nią co jakiś czas zerkając na boki i Mitrydatesa.
-
Bertrand
Cóż... także podążył za nieznajomą.
-
Filip
Ruszył w stronę Trypolisu za piękną nieznajomą. Postanowił się jej zapytać o imię.
Mógłbym poznać Twe imię?
-
-
Mitrydates
Zawiedziony swą łatwowiernością ruszył za kobietą.
-
Charles de Tournemire
Pokiwał głową do rycerza i podał list konstablowi. Nie spodziewał się takiej reakcji po nim co skutkowało po części wewnętrznym oburzeniem kapłana do takiego stosunku do niego, lecz z drugiej strony po części rozumiał gniew konstabla. Postanowił jednak tego nie komentować by jeszcze bardziej go nie rozłościć i oddał mu od razu list.
-
Adriano - po łacinie zawsze oprócz deklaracji innego
Przy okazji jestem Adriano de Silan i także pragnę poznać twoje imię pani.
-
Kobieta:
Mógłbyś... Jam jest Agnes de... Nieważne, po prostu Agnes - odparla a jej oblicze spochmurniało, pognała rumaka z okrzykiem do galopu.
Póki co akcja stop dla tej grupy.
Tomasz Awdaniec, Sir George Srogi, Charles de Tournemire i Surija al-Samanid
Boemund wziął list wciąż rzucając złowrogie spojrzenia Charlesowi co chwila i zaczął czytać wiadomość. Zaczytany, poczynał się powoli rozchmurzać po czym rzekł - garstka saraceńskich rycerzy... Nic godnego uwagi, większe problemy czekają nas tutaj. A wy przydacie mi się bardzo, ty klecho też, jeśli pisać umiesz. Jesteście gotowi zaryzykować życie w imię Boga, króla Jerozolimy i Ziemi Świętej?
-
Robert
Ale narwana ta kobieta - szepnął przyjacielowi po włosku do ucha, po czym ruszył nieco szybciej za niejaką Agnes ale utrzymując ją jedynie w zasięgu wzroku a nie starając się dogonić bądź przegonić.
-
Charles de Tournemire
Tak, umiem - odparł mu lakonicznie nie reagując dalej na jego spojrzenia i nazywanie go "klerą".
-
Bertrand
Dziwna ta dziewka. Boi się przyznać skąd jest?
-
Sir George Srogi
Oddać życie za Pana to ogromny zaszczyt i chwała, jednak nasz Wielki Mistrz nie dał nam instrukcji co do przejścia pod twe rozkazy panie. Jeżeli jednak list zawiera taką wolę to masz mój miecz, oprócz tego dobrzr mówię po arabsku - tu zwrócił się po arabsku do kobiety - Sala Alejkum.
-
Sir George Srogi
Boemund odrzekł - w istocie zawiera taką wolę, a konkretniej napisał, iż do pomocy każdego rycerza jego zakonu obrać mogę. Musisz się jednak panie zdać na me słowo, bo list zawiera też treść... Która winna pozostać między mną a panem Gilbertem - twym Wielkim Mistrzem.
-
Charles de Tournemire
Po odpowiedzi George'a kapłan odpowiedział - Po to żyję... aby służyć Panu... Poza czytaniem i pisaniem znam łacinę oraz francuski. Potrafię też leczyć rany oraz zajmować się chorymi, lecz głównie specjalizuje się w medycynie pola walki. Znam też przeróżne chorały gregoriańskie i inne śpiewy...
-
Surija
Wa ʿalaikum s-salām wa raḥmatuʾllāhi wa barakātuh (i z wami pokój i łaska i błogosławieństwo boże) odpowiedziała nieznajomemu rycerzowi i czekała na to co ma nastąpić
Techniczny
Lwie jakby Surija blokowała akcję też przejmuj Ją jako NCP'a