-
Gdy zaspokajaliście swój apetyt i pragnienie, w pewnym momencie awantura dwóch rycerzy skończyła się czymś zapewne przez was przewidywanym. Jeden drugiemu wymierzył cios pięścią w głowę, co stało się początkiem walki. Zaczęli tłuc się nawzajem najmocniej jak tylko potrafili, nie ustając w swych zmaganiach, nie bacząc na ból...
Agnes widząc to zaśmiała się i wstała ze słowami - naprzód rycerzerze hyk... W imię Boże, szarża hahaha! W tym samym momencie potknęła się upadając i tłukąc głową w kant stołu... Chyba za szybko wypiła zbyt wiele wina... Wygląda na nieprzytomną.
Tymczasem Filip z Oswaldem dotarli do karczmy...
-
Robert
Westchnął ciężko,wstał od stołu przerywając posiłek i podniósł Agnes niczym lalkę oglądając jak mocno się uderzyła
-
Bertrand
Nie wstając od stołu krzyknął do Roberta bez żadnego przejęcia sprawą Nie żyje?
-
Agnes jest nieprzytomna, spod jej czarnych włosów leci krew, Robert czuje od niej silną woń wina. Nie wygląda już tak dumnie i szlachetnie jak przedtem...
Bijący się rycerze zaczęli się szarpać, aż w końcu w nawale ciosów głowami i nogami polecieli prosto na zajadającego obiad Guntera, lądując na podłodze wraz z Niemcem. Z drogi murwi synu! Jak rycerstwo jerozolimskie swe spory załatwia to reszta ma się rozchodzić i miejsce robić! Wykrzyczał do Guntera po łacinie jeden z rycerzy, leżący na nim i usiłujący zabawnie wstać.
-
Robert
Karczmarzu zimnej wody i przynieś no jakiś materiał do zabandażowania rany - krzyknął głośno do oberżysty by zamęt przekrzyczeć po czym delikatnie ułożył Agnes na ławie,gdy to zrobił warknął na Bertranda - Żyje tylko ma paskudną ranę na głowie, a co z Ciebie za rycerz że jej na pomoc nie ruszyłeś?! Zwłaszcza że bez niej byśmy Bóg jeden wie gdzie właśnie byli a nie ciepły posiłek w karczmie zajadali,wstydziłbyś się swoim zachowaniem.
-
Gunter
Niemiec wstał i krzyknął po łacinie Chędoż się warchole! Sprawy takie na zewnątrz załatwiać a nie innym przeszkadzać!
-
Bertrand
Jakżeś Ty Robercie ruszył, to po co ja tam jeszcze, żeby dodatkowe zamieszanie robić? Zresztą nie znam się na opatrywaniu ran, no ale jeśli zachcesz to mi rzeknij, a ja Ci z panią pomogę.
-
Robert
Teraz już nie oczekuję od Ciebie pomocy,zbeształem za obojętność wobec damy w potrzebie, tym bardziej że bez Pani Agnes byśmy mogli już nie żyć bądź błąkać się po tym kraju drogi nie znając,tak prawemu rycerzowi postępować nie wypada - rzekł nieco bardziej spokojnym głosem ale dalej aż się w nim gotowało
-
Boemund...? Wyjąkała Agnes z zamkniętymi oczami. Karczmarz pobiegł chyżo na zaplecze po wodę i opatrunek. Tymczasem rycerz, któren upadł na Guntera odkrzyknął również wstając - jak chcesz, to zaraz załatwimy sprawy między sobą!
-
Robert
Nie Boemund tylko Robert - odparł patrząc na nią z politowaniem - leż spokojnie Pani,zaraz weźmiemy się za Twoją ranę
-
Gunter
No chodź. Ale coś zdaje mi się, że nietkóryś spraw to jeszcześ nie dokończył.
-
Bertrand
No trudno wstał, wziął ze sobą ceramiczny kufel po piwie i podszedł od tyłu do awanturującego się, który wpadł na Guntera i rozbił mu naczynie na głowie Awantur się zachciało? Mym kompanom posiłek zakłócać? A masz!
-
Jaki Robert? Boemundzie, ozdrowiałeś? Agnes mamrocze chyba podświadomie, w międzyczasie karczmarz przyniósł bandaż i zimną wodę.
Gunter nie zdążył pojedynkować się z rycerzem jerozolimskim, bowiem ten padł od zadanego ciosu w głowę kuflem Bertranda, któren zakradł się do niego od tyłu niczym wąż. Zewsząd usłyszeliście głośny śmiech, to rycerze wielce się rozbawili całą sytuacją, w większości już podchmieleni. Tęgi cios, choć uderzyłeś go panie niczym tchórzliwa gnida, ha! Rzekł rycerz który bił się przedtem z upadłym, podając rękę Bertrandowi.
-
Gunter
Zaskoczony spojrzał się na Bertranda Ładnie hahaha. Choć bym sobie z nim poradził, ale dziękuję za pomoc. Rzekł po czym głośno się roześmiał.
-
Bertrand
Odwzajemnia uścisk Pan Bóg daje ludziom możliwość posilenia się po długiej podróży, a ten tutaj wbrew Jego woli ją odbiera? Toż to świętokradztwo, i w takim przypadku nawet taktyka tchórzliwej gnidy jest honorowa.
-
Robert
Dziękuję,poradzę już sobie,możesz odejść - powiedział do karczmarza po czym wyjął sztylet,odciął część bandaża,namoczył go wodą,delikatnie przemył ranę a z pozostałej części zrobił prowizoryczny opatrunek. Gdy skończył zapytał - Lepiej już się czujesz Pani?
-
Mitrydates
Spróbował zamówić kufel piwa.
-
Robert:
Boemundzie, weź mnie mój mężu! Wydarła się półprzytomna Agnes.
Bertrand:
Nieznajomy rycerz się zaśmiał po Twych słowach - bywaj zatem panie, na mnie już czas. Co rzekłszy odwrócił się na pięcie i wyszedł z karczmy szybkim krokiem, co wydało się nieco podejrzane...
Mitrydates:
Okazało się, że karczmarz zna arabski, podał Ci piwo za 5 miedziaków.
-
Robert
Nie pleć głupstw Pani - mówiąc to lekko spoliczkował nieprzytomną kobietę
-
Mitrydates
Po wzięciu piwa i wypiciu dwóch łyków zapytał się karczmarza Kim są Ci dwaj zwaśnieni rycerze i jak się zwią ?
-
Betrand
Wybacz za zamieszanie szynkarzu, ilem za kubek winien?
-
Filip
Poszukuje Agnes w tawernie.
-
Robert:
Po spoliczkowaniu kobiety, ta wreszcie się zbudziła i wystraszona a także zadziwiona spojrzała na Ciebie. Robercie? Co się... Co się stało?
Mitrydates, Bertrand:
Ten z nich co leży na ziemi to Baldwin de Ibelin, jeden z braci, drugiego co wyszedł nie znam - odparł karczmarz po arabsku. Za kubek się panie nie kłopocz, większym twym zmartwieniem jest to, że właśnie uderzyłeś jednego z najpotężniejszych możnowładców Jerozolimy, pana Baldwina z Ibelinu hehe - dodał do Bertranda po łacinie.
Filip:
Znalazłeś Agnes, leży na ziemi z głową obwiązaną bandażem a nad nią klęczy Robert.
-
Bertrand
Kimkolwiek by nie był, ja i moi towarzysze nie mogliśmy przez niego zjeść.
-
Filip
Docierając na miejsce zwraca się do Roberta Co tu się do cholery działo? Jakaś bójka czy co?
-
Robert
Wypiłaś nieco za dużo wina i uderzyłaś się w głowę,już Ci ją opatrzyłem,obejmij mnie za ramię Pani,pomogę Ci wstać - rzekł nie zwracając uwagi na Filipa
-
Agnes przytrzymując się na ramieniu Roberta powstała, jednakoż zaraz spojrzała na niego i jakby chce coś rzec, ale cała zzieleniała i zrobiła wielkie oczy...
-
Robert
Na Boga nie na mnie - krzyknął i natychmiast spróbował ją odwrócić jednocześnie próbując zejść z linii ognia
-
Robert:
Udało ci się odwrócić Agnes w samą porę, bowiem po chwili zaczęła obficie womitować... Problem tylko, że wprost na dopiero co przybyłego Filipa.
-
Robert
Wyraźnie zniesmaczony na twarzy zaczesał Agnes włosy do tyłu tak by i ich sobie nie ubrudziła,wciąż ją podtrzymując.
-
Filip
Wściekły na Agnes krzyczy ze wściekłości Cholera jasna! Do stu tysięcy chędożonych kurtyzan, coś Ty zrobiła?! Po czym ze wściekłości zdjął hełm
-
Agnes spojrzała zdezorientowana na Filipa, obserwowała go tak przez chwilę usiłując zorientować się co się dzieje. Jednak pod wpływem wina i wielkich mdłości, znów zwomitowała się na nieszczęsnego rycerza... O Boże - powiedziała smutnym głosem.
-
Filip
Co wyście pili? Wściekły poszedł zapytać się karczmarza o nocleg.
-
Robert
Szacunku trochę - powiedział gniewnie - wiem że źli jesteście mości Filipie ale nie przystoi tak się do damy zwracać - po czym dodał do Agnes nieco zażenowanym głosem - Lepiej się czujesz Pani?
-
Robert:
Co weszło to i wyszło, już lepiej - odparła Agnes. Ale głowa strasznie boli... A... Zamyśliła się na chwilę i rzuciła szybko - dziękuję. Odwróciła się zaraz i wyszła szybkim krokiem z karczmy.
Filip:
Złota moneta za noc - rzekł karczmarz.
-
Mitrydates
Lekko zirytowany otrzymaniem połowicznej odpowiedzi zwrócił się do karczmarza raz jeszcze Mości panie,ostatni raz pytam z dobrocią w sercu -Czy leżący na podłodze rycerz piastuje jakąś godność ? A jeśli tak to czy byłby pan uprzejmy powiedzieć jaką ?Po za tym chciałbym wynająć pokój na noc,ile to będzie kosztować ?
-
Filip
Przed podaniem monety zapytał się A czy jest jakaś możliwość odświeżenia się? Straszny ten dzisiejszy dzień.
-
Robert
Jak gdyby nigdy nic wrócił do posiłku i ponownie napełnił prawie już pusty kielich.
-
Bertrand
Czy dostanę w końcu zamówioną strawę?
-
Mitrydates:
Owszem, leżący na podłodze rycerz jest panem Ibelinu, ale o jego tytuły pytaj już jego, nie mnie. Jam tylko prostym karczmarzem. Za pokój 1 złota moneta.
Filip:
Za kąpiel półtorej złotej monety, panie - odparł karczmarz.
Bertrand:
Chwila, zacny panie, widzisz wszak żem zajęty był a przygotowanie strawy nieco zajmuje.
Wszyscy:
Do karczmy wróciła Agnes i ujrzała leżącego rycerza, którym najwyraźniej reszta bywalców karczmy niezbyt się zainteresowała. Baldwinie! Krzyknęła klękając przy nim i klepiąc po policzkach.