Falmir:
Dobra, tylko uważajmy na wszelakie niebezpieczeństwa. Swoją drogą jak Ci na imię?
Wolałbym znać imię towarzysza przed wejściem do tej niebezpiecznej jaskini.
Wersja do druku
Falmir:
Dobra, tylko uważajmy na wszelakie niebezpieczeństwa. Swoją drogą jak Ci na imię?
Wolałbym znać imię towarzysza przed wejściem do tej niebezpiecznej jaskini.
Dan
Trzymaj się Vito - Całkiem w porządku ten strażnik.... - ukłonił się przed Vatrasem i powiedział - Jak sobie życzysz o wielebny - tylko gdzie ja do cholery będę dziś spał?!
Vatras:
W sumie jeśli już ten strażnik sobie poszedł to możemy porozmawiać o szczegółach. Mam tu pewien list dla maga Isgarotha. Pilnuje on kaplicy przy drodze do klasztoru. Wiesz gdzie to jest, prawda?
Dan
Tak wielebny,wiem,byłem w tej okolicy wiele razy - no i to chyba jedyny mag ognia który nie jest dupkiem.....
Chcesz teraz wyruszyć, czy wolisz zrobić to rano? Isgaroth nie śpi w klasztorze zapewne i tak teraz, ale burza panuje na zewnątrz.
Dan
Wyruszę teraz,kaplica nie jest aż tak daleko stąd a list dobrze schowam by nie zamoknął....
Dobrze, trzymaj - odparł i wyjął z szaty pergamin, zapieczętowany pieczęcią i wręczył Ci go - tylko nie czytaj go. Mag bez pieczęci nie przyjmie go, tym bardziej ze złamaną. Nagrodę on ci jakąś da.
Dan
Oczywiście wielebny,nawet przez myśl mi to nie przeszło - powiedział zdecydowanym głosem jedną ręką odbierając list drugą zaś wykonując gest jak gdyby chciał uciąć wszelkie podejrzenia na ten temat, w końcu tu chodziło o jego reputację a ta dla najemnika była wszystkim.... - list doręczę dziś ale dopiero jutro znów zajrzę żeby poinformować o wykonaniu zadania,do zobaczenia o wielebny
Dan:
Biegnąc truchtem zauważyłeś, że Vito rozpoczął wartę na rynku. Chyba sobie jeszcze trochę postoi... Gdy wyszedłes za bramę miasta zaczepił Cię Mika. Znasz go dosyć dobrze, ponieważ często pomagał Twojej rodzinie, gdy mieli kłopoty - Hej! A ty gdzie tak lecisz? - powiedział wesołym tonem
Dan
Hej,mam dostarczyć pewien list a leje jak z cebra to i spieszno mi, a i do rodziców chcę zajrzeć,sam rozumiesz..... - powiedział równie przyjaźnie
Dan:
Ah, rozumiem. No dobra, nie zatrzymuje Cię. Żegnaj - odparł ci i wrócił do warty.
Pobiegłeś dalej. Jakieś ok. 15 minut później Biegnąc truchtem trafiłeś w pobliże farmy Akila.
Falmir:
Nicolai, a tobie?
Dan
Żegnaj,spokojnej warty - powiedział mu na odchodne myśląc - Lepiej przejść mostem niż pod nim,nadłożę nieco drogi ale minimalizacja ryzyka to podstawa w tym zawodzie a ta mała jaskinia koło drogi już nie raz przyciągała różne bestyjki....., no i tak odwiedzę dom,pogadam z rodzicami,przenocuję u nich,może też potrzebują w czymś pomocy?
Edward:
Próbujesz płynąć, lecz co chwilę fale zalewają Ciebie. Z trudem w ogóle płyniesz na przód i łapiesz oddech... Po kilkunastu chwilach słyszysz głośny trzask drewna o skały. Piękny to widok, ale i smutny, bo z tego co wiesz to kapitan trzymał całkiem sporo zapasów rumu i wódki w swojej kajucie... Tak na czarną godzinę. Ale przynajmniej żyjesz.
Rhen:
Wpadłeś do pomieszczenia, gdzie zazwyczaj przebywa Wulfgar, po drodze natomiast niczego podejrzanego nie zauważyłeś - Co jest? - spytał się widząc Ciebie wpadającego do jego komnaty. On jak zwykle stoi zaś za pulpitem i wertuje jakieś papiery.
Rhen
Rhen stanął na baczność po czym przemówił - Kapitanie, melduję iż podczas warty na placu wisielców słyszałem wystrzały, jakby z armat. Uznałem to za niecodzienne zjawisko i postanowiłem panu o tym zameldować panie kapitanie.
Edward
Okręt przepadł, rum przepadł... A tak niewiele brakło bym kapitanem został, teraz nawet nie mam co pić! Arghhh, cholerny żywot. Edward mimo przeciwności wiedząc że nic mu nie pozostało, dalej zmierza ku lądowi...
Falmir:
Falmir. Wchodźmy więc do tej jaskini.
Edward:
Próbując płynąć do Khorinis Edward został trafiony w tył głowy łódką, którą poniosły fale. Było to na tyle silne, iż Edward stracił przytomność, a jego ciało zostało pozostawione na łaskę natury...
Falmir:
Wchodzicie do jaskini. Pierwsza jej część jest dosyć duża, porośnięta jakimiś podziemnymi grzybami i korzeniami, których nie znacie. Jest ich całkiem sporo. Tunel prowadzi gdzieś dalej, nie widzicie tylko gdzie... - Dobra, tylko ostrożnie. Wole wrócić w całym kawałku - odparł ci po cichu.
Rhen:
Co? Armaty? Jesteś tego pewien? - odparł zaskoczony, po czym stanął przed Tobą i powiedział - Ruszaj sprawdzić co się dzieje w porcie, byle szybko! Żołnierze pewnie już się szykują do walki.
Falmir:
Zgoda, Nicolaiu. Mnie również nie uśmiechałaby się śmierć w tak ponurym miejscu. Szepnął, zarazem cicho stąpając po jaskini.
Dan:
Wchodząc po schodkach widzisz swój rodzinny dom - farma Akila. Spędziłeś tu wiele szczęśliwych dni wraz ze swymi rodzicami, pomagając im na farmie czy bawiąc się wśród kłosów pszenicy i drzew. Nic się nie zmieniło od czasu, gdy opuściłeś swój dom. Nie widzisz też nikogo na zewnątrz. Najwyraźniej wszyscy się pochowali z powodu deszczu.
Vito:
Widzisz jak Rhen biegnie do koszar, jakby goniło go jakieś stado demonów... Chyba w końcu coś zaczyna się ciekawego dziać.
Falmir:
Stąpacie powoli idąc dalej przez jaskinię. Nie widzicie co jest przed wami, a ciarki przechodzą wam po plecach na myśl, że może tam mieszkać jakaś bestia. Widzicie z dala, że jest tam jakieś większe pomieszczenie. Coś Ci tu jednak nie pasuje... Słyszysz jakieś dziwne odgłosy nie mogąc rozpoznać co to jest. Nie brzmi ci przynajmniej jak jakieś zwyczajne zwierze. Twój towarzysz chyba nie jest już taki przekonany, że coś tam może być i kroczy dalej.
Falmir:
Cichym tonem wypowiada słowa do towarzysza:
Nicolaiu, coś mi tu nie gra - słyszysz ten dziwny głos? To nie wydaje mi się być głos jakiegoś zwierzęcia. Stąpajmy ostrożnie, bądź wróćmy się do miejsca spotkania z sierżantem.
Dan
Zajrzę najpierw na chwilę do stodoły do chłopaków,potem pogadam trochę z rodzicami a potem zaniosę ten cholerny list do Esgarotha,tak to niezły plan....
Vito
Nie zwraca uwagi na Rhena, czeka jedynie na nadejście końca swojej warty.
Dan:
Gdy wchodzisz do domu Akila widzisz chłopaków z farmy rozmawiających z sobą, bądź odpoczywających. Widząc Cię powstają i witają się z Tobą, wymieniając przyjacielskie uśmiechy i uściski dłoni.
Dan! Dawno żeśmy Cię chłopie nie widzieli na farmie. Co słychać? - rzucił do Ciebie Randolph
Falmir:
Mówisz? - stanął w bezruchu i zaczął się przysłuchiwać, po kilku sekundach odpowiedział - Cholera, niech będzie. Wracajmy się po resztę chłopaków.
Vito:
Zostało ledwie kilka minut do końca warty, więc postanowiłeś już zmywać się do domu. Idąc przez główną uliczkę widzisz jak żołnierze biegają jak poparzeni. Chyba coś się stało. To by wyjaśniało czemu Rhen też gnał do koszarów...
Vito
Kurna no to sobie skończyłem wartę. Zatrzymał jednego żołnierza Co tu się dzieje? Jakie są rozkazy?
Dan
Dobrze Was widzieć - powiedział szczerze się ucieszywszy na ich widok, gdy z każdym wymienił serdeczne powitanie odparł - A wszystko w porządku,właśnie niosę list do Isgarotha i zajrzę do rodziców...., a u Was? Wszystko dobrze? Bandyci ani bestie nie doskwierają?
Rhen
Tak jest kapitanie - Ruszył szybko do portu najkrótszą drogą przez koszary by przypatrzeć się morzu.
Falmir:
Ruszajmy więc. Skierował się po cichu w stronę wyjścia z jaskini.
Vito:
Zatrzymałeś jakiegoś knechta, ten ci szybko i zwięźle śpiesząc się - Słyszeliśmy strzał z armat na morzu. Mamy się wstawić w porcie i oczekiwać na wroga. Nic więcej nie wiem - po czym pośpiesznie pobiegł w kierunku rozstawionych dział koło portowego składowiska. Widzisz, jak żołnierze pośpiesznie rozstawiają się na pozycjach i szykują amunicję i inne rzeczy do walki. Wielu z nich to zwykli żołnierze, ale widzisz i paru królewskich rycerzy, chyba jacyś wysoką rangą sądząc po ich uzbrojeniu. Powoli też mieszkańcy miasta wychodzą z karczm i domów zobaczyć co się dzieje.
Rhen:
Również widzisz wielkie zamieszanie w porcie. W miejscu, w którym niedawno stałeś i patrolowałeś pojawiło się kilku żołnierzy stojących przy pobliskiej armacie. Zaczyna się mobilizacja...
Dan:
Wszystko dobrze, tylko ręce pełne roboty jak zwykle. Odkąd pojawili się ci żołnierze zrobiło się tu wyjątkowo spokojnie. Zabijają dzikie zwierzęta od czasu do czasu i pozbyli się bandytów z lasów. Kate i Akil pewnie się stęsknili za Tobą. Leć zobaczyć się z nimi.
Falmir:
Wróciliście po kilkunastu minutach na miejsce, z którego przyszliście. Jak na razie ani żywej duszy - Chyba jeszcze nie wrócili. Zaczekajmy pod jakimś drzewem...
Vito
Nie chcąc zrzucić na siebie gniewu Wulfgara ustawił się w szeregu razem z wojskiem, oczekując ewentualnych najeźdźców.
Rhen
Do pierwszego lepszego żołnierza - Wiesz co się tu dokładnie dzieje? Mam zdać raport kapitanowi Straży.
Dan
Oho ho,nareszcie robią coś po za zdzieraniem podatków i przymuszaniem młodych chłopaków do służby - powiedział ironicznie,po chwili ponownie uściskując wszystkich i dodając - Tak zrobię,bądźcie zdrowi
Arto
Obudził się... Nie wie jak długo spał, ale był wypoczęty.... Wstał i zaczął rozglądać się za jakimś jadłem...
Dan:
No kiedyś musieli w końcu zacząć hehe - odparł żartobliwie. Wszedłeś do pokoju, w którym przebywają Akil i Kate. Spożywali akurat kolację, gdy nagle ty wszedłeś. Obejrzeli się za siebie, po czym powstali od stołu i choć zaskoczeni to przywitali Cię serdecznymi uściskami.
Synu, dawno Cię nie widzieliśmy u nas... Usiądź i mów, co tam u Ciebie słychać? - wskazał ci na krzesło przy stole, Kate zaś dodała - Pewnie jesteś głodny. Zaraz Ci coś dam do jedzenia - po czym odszedła do kuchni. Chętnie byś coś zjadł, ponieważ nie jadłeś niczego przez cały dzień, a zapachy unoszące się w kuchni po dzisiejszej kolacji zaostrzają twój apetyt. Czujesz woń gotowanych warzyw i mięsa, chyba dzisiaj był gulasz na obiad w jakimś sosie myśliwskim.
Rhen:
Strzały z armat usłyszeliśmy, więc podnieśliśmy alarm. Nie mamy pojęcia co się dzieje na wodach - odparł ci jeden. Po kilku chwilach usłyszeliście krzyk - "Jakiś okręt zmierza w stronę Khorinis! Wygląda jak jeden z ludzkich!"
Vito:
Usłyszałeś to samo co Rhen stojący po drugiej stronie portu. Jeden z rycerzy podszedł i spojrzał przez lunetę chcąc zobaczyć statek, po czym krzyknął swym potężnym głosem, drugi zaś udał się na drugą stronę portu, a jeszcze jeden w kierunku dzielnicy mistrzów - Zachować ostrożność! Broń w gotowości!
Arto:
Nie spałeś zbyt długo. Może z godzinę. W gildii nic się nie zmieniło - wszyscy zajęci dalej swoimi sprawami. Pamiętasz, że w swoim kufrze przy swoim łóżku trzymałeś swoje małe zapasy jedzenia. Otwierając go widzisz, że masz tam trzy wędzone kiełbasy, trzy butelki wody oraz bochenek chleba. Chyba jeszcze w miarę świeży. Dodatkowo leży tam ekstrakt leczniczy na czarną godzinę, gdyby coś poszło nie tak podczas misji.
Arto
Nadjadł kawałek kiełbasy, ale głód nie był jednak jakiś wielki. A może nie miał apetytu. Moze podświadomie jednak denerwował się swym zadanie. Co by jednak nie było postanowił wyjść z kanałów. Ni cholery nie wysiedzę tu dłużej, muszę się przewietrzyć i pomyszkować na zewnątrz... powiedział bez większych emocji.. Ubrał się i wyszedł na zewnątrz.
Dan
"Matkę" przytulił szczególnie mocno a na dodatek czule pocałował ją w policzek, Ojca także kochał ale to Kati szczególnie silnie go wspierała i rozpieszczała, sądził że kochają go tak bardzo dlatego że bogowie nigdy nie obdarzyli ich własnym dzieckiem ale nie przeszkadzało mu to wręcz przeciwnie,tym bardziej cieszył się że dane mu było wychowywać się pod ich okiem. Gdy wymienili uprzejmości z radością usiadł za stołem mówiąc szczerze i wyraźnie się odprężając - Dziękuję,stęskniłem się za Wami......- po czym dodał z uśmiechem czując zapach pysznego jedzenia - zwłaszcza za Twoją kuchnią mamo......- rozkoszował się tym aromatem po chwili odwracając głowę do ojca - a ja właśnie zmierzam do wielebnego Isgarotha,mam mu wręczyć pewien list,pomyślałem że wracając znów zajrzę,pomogę w obejściu,może coś upoluję.....
Arto:
Kiełbasa była całkiem smaczna. Głodny nie jesteś, więc i nie potrzebujesz więcej zjeść niż ten kawałek. Idąc przez schody ku górze, aby dostać się do gospody w Khorinis wpadasz na Rengaru. Chyba się nieco śpieszył do was - O, to ty Arto. Na górze zrobiło się gorąco. Straż biega po mieście wraz z żołnierzami. Coś się szykuje chyba grubego w porcie.
Dan:
Też się stęskniliśmy. Lepiej nie poluj, zwłaszcza w nocy. Patrole żołnierzy dzisiaj zmierzały ku lasom, jeszcze oskarżą Cię o kłusownictwo jakieś, a i deszcz leje. Nic nie zobaczysz w tej ciemnicy. A tak poza tym? Jak Ci się żyje?
Arto
Port powiadasz? trzeba to sprawdzić....Wiem jak niepostrzeżenie tam się dostać. Znac zakamarki i tajne przejścia to nasza specjalność, a jeszcze większa to umieć jak cień sie poruszać... Dzięki za ostrzeżenie....
Arto ruszył w kierunku portu....
Dan
Dobrze nie będę jeśli martwić się o mnie macie,dziś tylko skoczę jeszcze do wielebnego bo to rzut kamieniem stąd jest ale obiecuję że szlajać się po lesie nie będę - odparł z uśmiechem - a po za tym....,cóż,bywało lepiej ale nie narzekam, po zaniesieniu listu zastanawiam się nad krótką przerwą a potem znowu wrócę do pracy, słyszałem pogłoski że Lord rekrutuje najemników na dużą skalę ale nie podoba mi się to, choć pieniądze były by z tego dobre....
Rhen
Wraca biegiem do Wulfgara, staje na baczność i mówi - Kapitanie, żołnierze podnieśli alarm po usłyszeniu strzałów na morzu. W tej chwili jakiś statek zmierza w stronę portu. Wygląda na ludzki.
Rhen:
Wulfgar zaczął pośpiesznie zwijać swoje papierzyska i wsadził je do jakiejś szafki, po czym zamknął ją na klucz - Więc ruszaj tam znowu i powiadom nas, gdyby działo się tam coś konkretnego - odpowiedział mu pośpiesznie, po czym ruszył gdzieś w inną stronę koszar.
Dan:
Zaczekaj chwilę. Zjedz najpierw, chyba, że to takie ważne, a lepiej się nie narażać na gniew magów. Pieniądz pewnie dobry będzie ze służby u tego Lorda. Bogaty bardzo pewnie... Tylko zastanawia mnie jedno. Dlaczego ich ty tylu jest? Chyba orkowie zechcą nas podbić, tak coś czuję... - ostatnie zdanie wypowiedział dosyć ponuro.
Arto:
Taaaa... Jedyne tajne przejście i niepostrzeżenie to chyba droga przez kanały albo po murach przy placu wisielców... - pomyślał sobie słuchając tego co Arto miał do powiedzenia i ruszył na dół.
Otworzyłeś drzwi prowadzące do gospody, przy rynku w Khorinis. Hanna - właścicielka gospody, współpracująca z wami stoi za ladą. Słysząc skrzyp drzwi od jej "piwnicy" odwróciła się szybko i wyszeptała do Ciebie - Zamykaj te drzwi, szybko!
Vito:
Wszyscy stoją w gotowości, gdyby miało dojść do walki. Po kilkunastu chwilach powoli zaczynacie widzieć co się do was zbliża. Zauważacie ludzki okręt średniej wielkości, niezbyt uzbrojony, zaledwie w parę armat, zaopatrzony w wiele skrzyń i beczek, zapewne z jakimiś towarami. Ktoś wyszedł na rów statku i machając rękami krzyczał - Nie strzelajcie! Nie strzelajcie! - jego cera była brązowa, a ubiór jego wskazywał, że jest to handlarz. Zapewne z wysp południowych.