Adalbert
Nie przejmując się póki co chłopcem zaszarżował na zdezorientowaną grupę, próbując wywabiać po jednym strażniku z szyku.
Wersja do druku
Adalbert
Nie przejmując się póki co chłopcem zaszarżował na zdezorientowaną grupę, próbując wywabiać po jednym strażniku z szyku.
Adalbert:
Niestety wspaniały plan się nie powiódł i wojownicy dalej trwają w szyku. Jeden się zniecierpliwił i rzucił swą włócznią w Ciebie, trafiając w tarczę, która się mocno wgniotła ale ochroniła Cię.
Spytko
Również skinął głową Słuchamy zatem mości Oswaldzie.
Adalbert
Po poprzedniej nieudanej próbie postanowił po prostu wbić się w sam środek formacji, licząc na stratowanie i wystraszenie przeciwników.
Sir George Srogi
Witaj Pani, me miano George, podróżowaliśmy już kiedyś w Ziemi Świętej, możesz mnie nie pamiętać sporo czasu minęło. Jestem Anglikiem, i podróżowałem razem ze swym bratem, również sługą janowym.
Charles de Tournemire
Przestał go już kompletnie słuchać... Odechciało mu się. Zamiast tego wrócił do wpartywania się na morze, choć dalej uważa na tego całego Godwyna.
Robert:
Daję słowo... Chociaż straciłam już serce do walki za sprawę. Kiedyś promieniałam na myśl o rycerskich ideałach, a dziś? Dziś... To nie wydaje mi się już takie piękne - odparła Agnes ze smutkiem.
Katarina, Spytko:
Jest we Francji pewna kobieta... Pokażecie jej mój miecz i powiecie, że zginąłem w Ziemi Świętej - rzekł poważnie Oswald.
George:
Ach tak! Pamiętam cię panie! Usiądź wygodnie i rzeknij, z czym do mnie przybywasz - odpowiedziała baronowa, poprawiając naprędce swoje włosy.
Adalbert:
Zbrojni nie stawili zbyt zaciekłego oporu. Nie mieli z Tobą szans, trzech jest ciężko rannych i leży na ziemi, pozostali zginęli na miejscu. Tymczasem młody chłopak zaczął uciekać z płaczem...
Charles:
Skoro ojciec nie chcesz pić ani gadać, to bądź sobie sam, o! Krzyknął obrażony Godwyn i odszedł gdzieś. Tymczasem Aurora podeszła do Ciebie i westchnęła cicho, pytając zaraz nieśmiało - ojcze, rzeczywiście, czemu jesteś taki... Małomówny?
Sir George Srogi
Ekhem... nie przybywam do Ciebie w żadnym konkretnym celu pani. Ot ciekawość, czemu również płyniesz do Francji? I czemu bez męża? - rżnął głupa żeby, doskonale wiedząc że ten nie żyje.
George:
Mój mąż zginął i nie pozostało mi nic innego poza popłynięciem z Agnes! Krzyknęła Elisabeth i niemal od razu popadła w płacz, opierając głowę o Twe ramię.
Charles de Tournemire
Niezły z niego aktor... Najwyraźniej mój plan podziałał. Z jednej strony chyba mogłem się go tak wcześnie nie pozbywać. Miałem chociaż jakieś zajęcie, ale z kolei co ja mu będę dawać satysfakcję...? - Czemu tak uważasz? - przy okazji od razu przypomniało mu się jak to z 20 lat temu przeżywał tą całą podróż z Francji aż do Ziemi Świętej. Wszechobecna woda, a jakikolwiek port był niemalże darem od samego Boga...
Charles:
Widzę to - Aurora wzruszyła ramionami i spojrzała prosto w Twe oczy. Jej oczy zaś, dziwnie błyszczą...
Adalbert
Nie widząc innego wyboru ściął także i malca, wszak przełożony dwa razy podkreślał, że nikt nie może przeżyć. Po wszystkim wrócił do drzewa, gdzie ostatnio lazaryta wiązał gwałciciela.
sir George Srogi
Trochę zaskoczony reakcją popadł w mentorski ton - Czy nie chcesz się wyspowiadać Pani? Co prawda nie jestem spowiednikiem, ale może lżej na duszy Ci będzie.
Adalbert:
Jesteś świadkiem, jak gwałciciel umiera w męczarniach, z przebitą szyją przez ostrą gałąź, przywiązany do drzewa. Oto sprawiedliwości zadość się stało, za hańbę śmiercią odpowiedź została przesłana - rzekł podniośle "Rycerz Śmierci"...
George:
Ale ja spowiadałam się dwa dni temu, nie nagrzeszyłam przecież... Bóg mi świadkiem, że moje postępowanie złe nie było... Ale, ale... Zmieńmy temat panie, żebym już więcej nie musiała płakać. Co ciebie sprowadza do Francji?
Charles de Tournemire
Nie miałem ochoty na rozmowę z panem Godwynem, panno Auroro... Nie na taką - odparł jej, skoro zapytała... Chyba to te biedne dziewcze nie dostrzegło, że to tenże rycerz próbuje sobie żarty stroić... Albo i na pewno.
Sir George Srogi
Dalej mówiąc mentorskim tonem - Azaliż nie popełniasz właśnie grzechu pychy? Każdego dnia grzeszymy, każdej godziny. Ale dobrze, bardziej ja bym zgrzeszył doprowadzając damę do płaczu. Co mnie sprowadz do Francji? Ojciec mój pomarł, a ja jako jedyny dziedzic muszę dostać się do północnej Francji gdzie mam swe ziemie. Ale Bóg mi świadkiem że jeszcze kiedyś wrócę do królestwa niebieskiego.
Adalbert
Oryginalnie... Rzekł widząc sposób, w jaki rycerz skończył z kupcem. Starzec i dzieciak nie żyją, straż takoż nie żyje lub zmawia ostatnie modlitwy. Mamy czas na przejrzenie dóbr, czy lepiej oddalić się, póki nikt tędy nie jedzie?
Spytko
I ten jeden łeż wystaczy byśmy kwita byli? Już się nie uśmiechał, gdyż nie w smak mu było, że ma kalać się łgarstwem i krzywdzić nim jakąś białogłowę. Ale i bez przypomnienia pamiętał, że Oswald wyświadczył im przysługę i byli mu to winni.
Katarina
Wiesz Panie, że serce Jej będzie krwawić, ale mniemam iż wiesz o co nas prosisz? A kim Ona dla Ciebie jest jeśli wolno spytać? Katarina nie była już pogodna, ale nadal jej głos był uprzejmy i miły.
Robert:
Wydał z siebie ciche westchnięcie ulgi na jej słowa - Najważniejsze żebyś się nie poddawała a wszystko przyjdzie z czasem,zobaczysz...A teraz najwyższy czas żebyś znów zaczęła żyć,kiedy ostatnio coś jadłaś?
Spytko, Katarina:
Znajoma sprzed lat, lepiej będzie, żeby nie wiedziała że żyję. Lepiej dla niej, wierzcie mi. Tak panie Spytko, to jedno wystarczy, mam swój honor - odrzekł Oswald. Dostrzegacie w nim pewien niepokój...
Charles:
A ze mną porozmawiasz, ojcze? Spytała Aurora, patrząc Ci w oczy.
George:
Ach... A... Elisabeth chciała coś powiedzieć ale znów rozpłakała się. Wygląda, jakby miała problemy nie tylko życiowe ale i emocjonalne. Ze sobą.
Adalbert:
To pytanie poza naszą umową. Żegnaj - rzekł stanowczo rycerz, po czym szaleńczo się roześmiał i odjechał w stronę Tulonu.
Robert:
Myślisz że pamiętam o takich błahostkach? Ale dzisiaj na pewno nie...
Robert
Zatem postanowione,zjesz z nami śniadanie... - odparł z uśmiechem,po czym...Złapał ją w pasie i delikatnie przerzucił sobie przez ramię...
Robert:
Agnes pisnęła wystraszona, gdy nagle ją złapałeś i przerzuciłeś przez ramię. Co ty wyprawiasz!? Krzyknęła.
Robert
Jak to co? Chciałem Cię zanieść żebyś nie musiała się męczyć...Niewygodnie Ci? - odparł niewinnym głosem choć doskonale wiedział jak na to zareaguje to chciał ją wyrwać z apatii a złość to pierwszy krok by tak się stało...
Robert:
Masz dosłownie moment, żeby mnie postawić! Krzyknęła zezłoszczona hrabina, nieco się czerwieniąc. Charlotte chyba zrozumiała Twoją metodę bo na jej twarzy zagościł delikatny uśmiech.
Robert
Ale najpierw muszę usłyszeć od Ciebie magiczne słowo... - odparł puszczając oko ukochanej
Robert:
Puszczaj mnie na Boga! Jeszcze mam cię błagać?! Wrzasnęła znów, uderzając Cię w plecy dłonią, ale nie tak by zabolało.
Robert
Zaśmiał się cicho jednak nie chcąc jej zbyt denerwować nie przedłużał już jej "cierpienia" i przełożył ją sobie na ręce po czym rzekł patrząc w jej oczy - Błagać? To magiczne słowo to "proszę" Agnes,nie mów że go nie znasz?
Robert:
Pytasz, tak jakbym go kiedyś przy tobie użyła - syknęła wciąż zezłoszczona kobieta, odwracając głowę. Wyglądało to nieco zabawnie, bo zrobiła to zbyt zamaszyście przez co od razu przyszła Ci na myśl jakaś rozpieszczona dziewka, której ktoś nie spełnił kaprysu.
Robert
Roześmiał się nie mogąc dłużej wytrzymać - No to nadrobiliśmy braki w Twojej wiedzy... - rzekł całując ją delikatnie w policzek - Proponuję żebyśmy po śniadaniu zeszli pod pokład do naszych wierzchowców,pewnie znoszą podróż jeszcze gorzej od nas...
Robert:
Agnes nie odezwała się do Ciebie ani słowem, nie zareagowała też na pocałunek. Jej młodsza szwagierka zaśmiała się i wtrąciła - tak, to dobry pomysł.
Robert
Nie mówiąc nic więcej udał się do ich kajuty z zamiarem zrealizowania pierwszej fazy planu,gdy dotarli na miejsce delikatnie położył Agnes na łóżku i starannie przygotował dla ich trójki prowizoryczne śniadanie. Po wszystkim zabrał się za jedzenie co jakiś czas zerkając kątem oka na swoją "siostrę".
Robert:
Agnes bez słowa zabrała się za jedzenie, ale wnet oburzona Charlotte stwierdziła - co z was za chrześcijanie! Nie zaczyna się posiłku bez modlitwy! I nie czekając, uklękła na podłodze oraz przeżegnała się.
Robert
Spojrzał na nią z powątpiewaniem i wydał z siebie głośne westchnięcie dezaprobaty jednak po chwili wahania postanowił że dotrzyma jej towarzystwa a przy tym przeprosi za poranne kpiny,dlatego uklęknął obok niej,przymknął oczy i złożył ręce do modlitwy...
Katarina
Spojrzała na Spytka trochę zaniepokojona, i chwilę milczała...
Mości Oswaldzie, wyglądacie na zaniepokojonego... wiedz, że zawsze możesz do nas przyjść i porozmawiać.
Robert:
Agnes również dołączyła do modlitwy. Gdy skończyliście, zabraliście się do posiłku, który wnet zjedliście... Hrabina położyła się bez humoru na łóżko.
Robert
Agnes,połóż się na brzuchu... - rzekł jak gdyby od nie chcenia bacznie wyczekując jej reakcji
Robert:
Nie - odparła, ale po kilku chwilach spełniła "przypadkowo" prośbę...
Robert
Nieomal znów się nie roześmiał widząc jej zachowanie,utrzymał jednak powagę chcąc by Agnes przestała się złościć i znów poczuła się szczęśliwa i kochana...Zdjął buty pamiętając jak jego siostra nie cierpi brudzenia pościeli i usiadł obok niej zaczynając delikatnie masować jej ramiona licząc że Charlotte także do niego dołączy i zabierze się za stopy kobiety...
Adalbert
Jeszcze mnie najdą przy tej stercie trupów i pomyślą że to mój pomysł był, bo tamten sobie poszedł... Pomyślał, i pojechał w ślad lazaryty do karczmy, w której przebywał przed odebraniem zlecenia.