Miałem kiedyś pomysł z wprowadzeniem statusu armii posiłkowej. Okazał się zbyt zawiły, ale teraz chyba rozwiązałem tę kwestię. Proponuję, aby pakt o nieagresji dotyczył tylko ziem danego państwa. Oznacza to, że możemy atakować wojska kraju, z którym mamy pakt o nieagresji, jeśli przebywają one na wrogim nam terytorium. Jeśli na swoim lub neutralnym, to wtedy nie. Unikniemy w końcu tej trudnej do rozwiązania sytuacji, gdy: Państwo A ma wojnę z państwem B i pakt o nieagresji z państwem C, które ma sojusz z państwem B. Państwo C zasłania dojście wojskom państwa A do B lub ustawia swoje wojska w bezpośrednim sąsiedztwie miast państwa B. W takim przypadku państwo A mogłoby zaatakować również wojska państwa C, z którym ma pakt o nieagresji, bowiem wojska te znajdują się na wrogim państwu A terytorium.
Jestem za zakazem wyburzania budynków w trakcie, ale tylko w trakcie oblężenia.
Jestem obecnie już całkowicie przeciwny zwoływaniu krucjat i dżihadów i będę o to walczył.
EDIT: Będę musiał sprostować Marata: To ja najwięcej pracowałem nad udoskonaleniem zasad ko. Ponieważ opracowywałem zasady w oparciu o przemyślenia, a nie doświadczenie; to wyprzedzały one pomysły i dojrzałość innych. Potem do moich pomysłów, takich jak: zakaz używania szpiegów, czy zakaz wyburzania budynków w czasie oblężenia; wracano i je akceptowano, zapominając kto był pierwszy i wcześniej wyśmiany. Dlatego będę walczył o uznanie.
