-
Konstabl rzekł do Katariny - przyda mi się zwiadowczyni, konia pewno rączego masz, a i wzrok dobry skoro z łuku strzelasz. Możesz z nami wyruszać. Naprzód! W imię Boga! Rycerz ruszył ku wyjściu z terenu leprozorium, rękę trzymając dumnie na biodrze. Jedzie powoli, oblicze jego ponure...
Możecie dalej rozmawiać, akcję pchnę niedługo bo spadam na razie.
-
Spytko do Katariny po polsku
Odwzajemnił uśmiech. Ano zdała by się porządna, w tym palącym słońcu ciężko wytrzymać w kolczudze.
-
Surija
Słysząc obcy język zastanawiała się czy dała radę by się go nauczyć, po czym przerwała rozmyślania i ruszyła za konstablem i tymi, którzy za nim podążyli
-
Charles de Tournemire
Kapłan bez wdawania się na razie w rozmowy wsiadł na swego konia i zaczął podążać za konstablem.
-
Powolnym stępem jedziecie przed ulice Jerozolimy, ludzie ustępują wam ze strachem, zapewne lękając się dwóch lazarytów w waszych szeregach. Niebo się chmurzy, zapowiada się chyba deszcz w tej suchej krainie - zbawienie dla Europejczyków tu będących...
Wjechaliście na główną ulicę prowadzącą do bramy w wewnętrznym murze. Ujrzeliście grupę templariuszy na koniach najwidoczniej też zmierzającą do wyjazdu z miasta. Jeden z nich krzyknął w waszą stronę po łacinie, wskazując palcem - o to ten ptaszek, lubujący się w mordowaniu bezbronnych! Przeklęty bożogrobca!
Konstabl Boemund obejrzał się na was wszystkich ze złością w oczach...
-
Spytko po łacinie
Cios łaski po pojedynku na śmierć i życie wzruszył ramionami i dobył broni.
-
Surija
Wyraźnie posmutniała pod spojrzeniem konstabla, przecież niczym nie zawiniła, winny był jak wynikało ze słów Templariusza ten rycerz o dziwnej mowie
-
Charles de Tournemire
Pięknie... Rozjuszeni templariusze - odparł niezadowolony po tym co powiedzieli templariusze oraz polski rycerz. Nie spodobało mu się jedno ani drugie.
Techniczny:
Charles mówi zawsze po łacinie, jeśli zaś w innym języku to dopisuje w jakim.
-
Katarina
Zaskoczona widokiem bożogrobcy wyciągającego swą broń i jego słowami odruchowo sięgnęła rękę w stronę łuku.
-
Tomasz Awdaniec
Kładzie broń na rękojeści miecza, ale go nie wyciąga.
Spokojnie nie możemy dać się im sprowokować, to zagrozi naszej misji. W mieście nie uderzą, ale poza Jerozolimą, kto wie.