-
Alessio
Odwzajemnił uśmiech nie mogąc go powstrzymać gdy dostrzegł jej uradowane oblicze choć spojrzał na nią przy tym nieco podejrzliwie mówiąc z wyraźną ciekawością w głosie - Cóż to jest moja miła że tak to zachwalasz? - po czym odwinął pakunek i bacznie przyjrzał się jego zawartości nieco zwalniając tempo jazdy.
-
Christophe Leroy
Dziękuję, Aratheno - odparł jej z wdzięcznością i wziął "zawiniątko", po czym odłamał część tego chleba i skosztował go, uprzednio nieco zwalniąjąc jazdę, coby nie wywalić chleba na ziemię.
-
Alessio zobaczył że Anna zachwalała smak jakiegoś pieczywa, przynajmniej to co otrzymał wygląda jak pół dość puszystego rogala. Christophe ma wrażenie jakby jadł bagietkę posmarowaną jakimś miodem, choć nic do palców się mu nie lepi. Liothannea połowę swego posiłku rozdzieliła między wszystkie wierzchowce, podjeżdżając po kolei do każdego. Wygląda na to, że konie po zjedzeniu kilku okruchów z Jej ręki również odzyskały część sił. Tak to już wszystko odparła w bretońnskim.
-
Anna de Loiret
Skosztuj sam - odparła dalej się uśmiechając, swoją porcję schowała do sakwy czekając z jedzeniem na postój. Dziwne jego spojrzenie...
-
Arathena
Gdy ugryzła kawałek, od razu przypomniała sobie zapach, który był u niej w domu tylko w świąteczny dzień. Zapach dymu i pieczonego ciasta. Rozchodził on się po całej izbie zwiastując przyjemne i miłe wieczory. Tylko w ten jeden dzień w roku jej Mama uroczyście podawała wieczerzę.
Od małego dziecka Arathenę uważano za dziwoląga. Nikt nie starał się z nią zaprzyjaźnić i tak naprawdę nigdy też się nie starała z kimś nawiązać jakąś większą znajomość. Gdy tylko pojawiała się przy jakiejś grupie, od razu rozmowy cichły. Dziwne spojrzenia, szepty, szydercze uśmiechy, mówiły o wiele więcej niż by się chciało usłyszeć.
Tylko w ten jeden jedyny dzień w roku dzieci przychodziły do jej domu. Nikt nie potrafił oprzeć się zapachowi i smakowi szarlotki, który był tak wyśmienity i wspaniały, że nie da się go opisać w jednym zdaniu.
Rozpływając się w ustach łaskotał delikatnie podniebienie pobudzając wszystkie kubki smakowe. Bardzo miękki w środku, ale chrupiący z zewnątrz wydawał przyjemny dla ucha dźwięk, który daje tylko pozytywne skojarzenia. Nikt nie potrafił się powstrzymać przed mlaskaniem, ale zapewne też nikt tego nie zauważał, gdyż pochłonięty był delektowaniem się swoją porcją.
Smak był słodkawy i kwaśny jednocześnie. Podobny do zapachu świeżych jabłek.....
To właśnie czuła Aratchena gdy ugryzła kawałek podarowany przez Elfkę.
Nie zastanawiała się dlaczego jej ciało dostało nagle energii. Czuła jak krew w jej żyłach nagle zaczyna szybciej krążyć. Zmysły się obudziły, a i koń którego dosiadała jakby nagle żwawiej zaczął się poruszać. Napinał mięśnie i ochoczo ruszał uszami.... Aż chciał ruszyć z kopyta.....
-
Alessio
Ponownie odwzajemnił uśmiech i nic nie mówiąc wziął delikatny kęs na spróbowanie owego rogalika.... - O bogowie to jest pyszne! Heh,już się bałem że to podobne w smaku do tego ich wina czy ślimaków..... - po chwili dokończył go nie mogąc się powstrzymać przed skonsumowaniem owego przysmaku do końca,gdy skończył jeść przyznał na głos - Miałaś rację najdroższa,dawno nie jadłem nic tak dobrego
-
Dzięki odzyskaniu sił przez wasze wierzchowce od czasu do czasu mogliście sobie pozwolić na galop. W miarę podróży potężny masyw górski zdaje się rosnąć w Waszych oczach. O zmierzchu Liothannea dogoniła Arathennę i rzekła w elfim - Skręć z traktu w lewo, niedaleko strumień płynie, tam będziemy obozować. Faktycznie niedaleko traktu po lewej stronie widać dawno wygasłe ślady ogniska, tak jakby tutaj zwykle podróżnicy zatrzymywali się przed lub po przekroczeniu przełęczy. Królewska córka zaczekała na trakcie na resztę grupy i rzekła w bretońnskim - To tutaj ostatnio myłyśmy swe włosy Anno i się roześmiała. Pora wyznaczyć warty, Arathena i Christophe dziś nie będą czuwać, muszą odzyskać siły po trudach dotychczasowej podróży. Ja wezmę ostatnią.
-
Arathena
Cieszę się Liothanneo, że podzieliłaś się z nami swoimi zapasami. Nie sądziłam tak po prawdzie, że uda nam się tu dziś jeszcze dojechać.
O niczym innym nie myślę, jak o tym by się umyć i wyspać...
Zajęła się swymi końmi, umyła się i po zrobieniu posłania zasnęła snem spokojnym
-
Niestety to już ostatnie z podarunku królowej Ariel. Rano można będzie w strumieniu nałapać pstrągów i upiec na ognisku. W nocy nie będziemy go palić, z daleka było by widać gdzie obozujemy odparła w bretońnskim.
Woda była lodowata, ledwo udało się Arathenie umyć zanim całkowicie zdrętwiały Jej ręce.
-
Alessio
Podszedł do ukochanej,czule pocałował ją w usta i zapytał patrząc jej w oczy - Kochanie chcesz wartować tej nocy?
Od MG:
- 1 PS za powtórkę nieudanego testu Odporności po pierwszej w życiu jeździe konnej, 2 test udany.