-
Edward:
Za jedną "rundę" 50 sztuk złota. Będziesz mógł sobie wybrać którąś.
Dan:
Kopalnia była cholernie mroczna, a jej korytarze były rozległe i wielkie im bardziej zapuszczaliście się w dół. Dzięki temu, że poruszałeś się bardzo powoli zapewniłeś sobie ciche poruszanie się po kopalni, a echo w takich miejscach potrafi nieźle się roznosić... W końcu wyszliście do jakiegoś większego pomieszczenia. Widzicie po swej prawej stronie stare i pogniłe prowizoryczne stoły i ławy, a także mniejsze pomieszczenia gospodarcze. Wala się tu także pełno starych worków i skrzyń. Zapewne to wszystko to pozostałość po starych czasach, gdy kopalnia jeszcze funkcjonowała.
Falmir:
Tacy zwykli orkowie to pewno, że nie. Ale ich szamani... Co ci potrafią wyczyniać. Strzelają ogniem niczym nasi magowie czy innymi czarami, choć pewno nie dorównują im tak bardzo we władaniu magią jak nasi - kucharz zaś powiedział coś swojemu pomocnikowi na ucho, a ten z drugim przynieśli wam parę dzbanów z wodą.
-
Edward
Wręczył Bromorowi zapłatę szczerząc się jak idiota i podszedł do jednej z kobiet, jakiejś urodziwej o ciemnych włosach. Podkręcił wąsa i spytał, wskazując wejście na górę oraz kłaniając się - pani pozwoli? No chodź tu, zaraz wygrzmocę cię na wszystkie strony łaaaah łohohooo!!!
-
Edward:
Oczywiście - odparła ci łagodnie, oraz z lekkim uśmiechem, ale za to jakim kuszącym... - Chodź ze mną na górę. Tam się odpowiednio Tobą zaopiekuję -ęmrugneła okiem, po czym zaczęła iść na górę do jednego z wolnych pokoi.
-
Dan
Chodźmy dalej,potem zaopiekujemy się tymi dobrami,hehe
-
Edward
Iiiiihahaaaa!!! Już nie mógł się doczekać tej chwili, tyle tygodni abstynencji na morzu sprawiły, że myśl o tym zasłania mu wszelakie inne - trzeźwe już, myśli. Mały Eddie zaraz zatańczy yehaha och tak, to już się zbliża hihihih. Szedł za kobietą szczerząc się, gdy tylko nie patrzyła.
-
Falmir:
Dziękuję.- powiedział do chłopaka, który przyniósł wodę. Po czym wrócił do dyskusji z resztą ludzi, popijając przy okazji wodę. - W istocie. Magowie Orków to wcale nie łatwe gnojki. Do tego jeszcze są mocno chronieni. Ale damy im radę, prawda, panowie? - odrzekł ze spokojem, jaki mu od dawna nie towarzyszył, a zarazem z pewnością siebie.
-
Edward:
Weszliście do jednego z pustych pokoi. Panował tam miły półmrok, a jakiekolwiek źródło światła dawały wam świece i mały kominek palący się gdzieś na końcu pokoju. Kurtyzana zamknęła za Tobą drzwi na klucz, po czym z lekkim uśmiechem podeszła do Ciebie opierając swoje delikatne dłonie spoglądając Ci w oczy. Po krótkiej chwili wasze usta złączyły się, a Twe pożądanie rosło z coraz każdą chwilą. Jej dłonie poczęły również zdejmować Twe odzienie, podniecając Cię to coraz mocniej i mocniej...
Dan:
Dobra... Bierzmy się do roboty. Nie podoba mi się to miejsce - wyszeptał ci, po czym razem z Tobą rozpoczął przeszukiwanie.
W starych skrzyniach niczego nie znaleźliście, tak samo jak i w pobliżu stołów. Worki zaś w większości były wypełnione gruzami, ale udało wam się za to znaleźć parę kawałków siarki, oraz kilka niewielkich bryłek rudy. Nic wartościowego tak naprawdę dla was, może poza tą rudą... Pomieszczenia gospodarcze zaś nie ostały się z niczego przydatnego. Zawalone szafki, stare jak świat butelki z piwem czy narzędzia. Uwagę waszą za to przykuły ludzkie szczątki walające się gdzieś po rogach pomieszczeń.
Oho... Obyśmy nie byli następnymi - wyszeptał do Ciebie.
Falmir:
O ile nas nie spalą żywcem pierwsi to pewno taa - odparł ci, reszta zaś się z Tobą zgodziła. Do kwater nagle wpadł Wulfgar. Dobrze zbudowany chłop z bujną brodą i piwnymi oczyma, noszący przy sobie piękny miecz jak i równie okazałą czarno-czerwono-białą zbroją ze znakiem królestwa po środku. Przemierzył wzrokiem po wszystkich, jakby szukał kogoś...
Vito:
Niemalże skończyłeś swoją wartę na placu mistrzów, gdy nagle podszedł do Ciebie Pablo - Wulfgar coś od Ciebie chciał. Masz się do niego natychmiast udać, a ja mam za Ciebie wziąć Twoje patrole. Poszczęściło Ci się, pewno chce Ci dać jakieś zadanie do wykonania czy coś w ten deseń. W końcu te całe patrolowanie i pilnowanie to najgorsza robota jaka może być. I przy okazji masz zgarnąć tego swojego koleżkę Rhena, czy jak się on tam zwał.
-
Falmir:
Zaszeptał do najbliżej siedzących strażników. Co on tak mierzy tym wzrokiem? Szuka kogoś?
-
Vito
Taa, poszczęściło, stary pewnie ma jakieś śmiertelnie groźne zadanie i nie znalazł innego naiwniaka... Nie wiesz gdzie ten cały Rhen teraz patroluje?
-
Edward
Pirat również zaczął rozbierać kurtyzanę, dość powoli. Wiedział, że im lepszy start, tym pełniejszy wrażeń finał, wszak to nie pierwszy zamtuz przez niego odwiedzony. Zaczął odkrywać powoli jej ramiona obcałowując je i przy okazji posuwając się dalej, by opadła na łoże... Hehehehe cierpliwośc, bierz ją! Nie! Cierpliwie! Cholera, powstrzymaj się hehehe, zaraz się zacznie zabawa na dobre aaahahaha!