Arstan
Ta zewrzeć szyk i czekać jak nas wystrzelają albo nasze wierzchowce rozejrzał się bacznie i jeśli widzi wroga szarżuje, jeśli jednak go nie widzi zasłania się tarczą i stara wyjechać z przeklętego obszaru
Wersja do druku
Arstan
Ta zewrzeć szyk i czekać jak nas wystrzelają albo nasze wierzchowce rozejrzał się bacznie i jeśli widzi wroga szarżuje, jeśli jednak go nie widzi zasłania się tarczą i stara wyjechać z przeklętego obszaru
Catherine:
Dogoniłaś Beatrice dopiero gdy zaatakowało ją dziesięciu nieumarłych wojowników. Wyglądają przerażająco, z ich przegniłej skóry sączy się jakaś posoka, w niektórych miejscach widać gołe kości. Na sobie noszą różne zbroje, w większości to brązowe od rdzy kolczugi. Atakują królewną wszelakim orężem. Betty usiekła dwóch swym mieczem, który zalśnił złotym blaskiem, niestety jednak wydaje się, że jest już otoczona. Za sobą widzisz cwałującą Margaret.
Reszta:
Spomiędzy mrocznych drzew wyłonili się nieumarli wojownicy*, którzy zaatakowali was. Było ich dwudziestu, ale wraz z Tristanem, Elrohirem i Lothiriel udało się ich pokonać. Margaret natomiast pojechała za Catherine i Beatrice co koń wyskoczy. Noldorska królowa jest dość poważnie ranna, została pchnięta włócznią, Tristan został lekko zraniony w udo, a Elrohir obył się bez ran, tak samo jak Kersijana przez niego chroniona.
Techniczny:
*opis truposzy u Cat tyczy się także opisu tych u Kersi i Arstana.
Catherine
Nie zastanawiała się zbytnio,po prostu runęła na nieumarłych tnąc i rąbiąc ich bez litości,choć już szykowała się na to jak zbeszta swoją głupią siostrę za ten rajd....
Arstan
Ciekawe co powołało ich znów do życia, wredne bydlaki, no i nie ma co tu się zasiadywać, radzę się stąd oddalić i dopiero rannych opatrzyć Może sczezną przez te kilkaset metrów hehe
Arstan, Kersijana:
Nic nie dzieje się bez celu, to przeznaczenie - stwierdziła niegłośno Lothiriel patrząc na swą ranę, ale po tym z przerażeniem krzyknęła - moje córeczki! I nie bacząc na krew płynącą z jej boku, ruszyła cwałem za nimi.
Catherine:
We trzy pokonałyście pozostałych nieumarłych, nie zostając trafionymi. Margaret zsunęła się tylko z siodła, wpadając cwałem w grupę truposzy, jacy walczyli z Catherine, która dostrzegła po tym za sobą przeciętego wpół mrocznego wojownika z ręką uniesioną wciąż w górę, jakby szykował się do ataku.
Catherine
Odbiło Ci?!Czemu to zrobiłaś?! - krzyknęła z wściekłością na Beatrice,jednak zaraz po tym zeskoczyła do Margaret,wyciągnęła rękę by pomóc jej wstać i powiedziała całkowicie łagodnym głosem - Dziękuję,zranił by mnie gdyby nie Ty....
Arstan
Ehh znów ta paplanina
Kersijana
Gdy byli już bezpieczni zatrzymała się jak najszybciej przy Catherine i Beatrice prosząc je o pomoc przy zsiadaniu dziewczynki z konia... Ranna w rękę, ale nie wyciągaj jeszcze grotu, zaraz się nią zajmę.
Miała zamiar jak najszybciej pobiec do królowej.....
Reszta dołączyła po chwili do Beatrice, Catherine i Margaret. Królewna odparła - nie wiem siostrzyczko, coś mi kazało, nie mogłam się temu oprzeć... Natomiast Margaret wstała z pomocą Catherine i tylko pocałowała ją w policzek, nic nie mówiąc.
Ałaa, boli... Jęknęła Adela, już płacząc. Strzała jest niby normalna, ale jednak krew dziewczynki, jaka cieknie z rany jest nienaturalnie ciemna...
Elrohir obojętny na rany reszty zeskoczył z konia i zaczął obszukiwać szkielety, jakby czegoś szukając.
Tristan obmierzył wzrokiem czy Catherine i Beatrice nie są ranne.
Catherine
Odwzajemniła całusa jednak zaraz swą uwagę skierowała na Beatrice - Coś Ci kazało,dlatego ruszyłaś sobie radośnie do przodu by posiekać kilku nieumarłych narażając pozostałych?! W bitwie też tak bezmyślnie zaszarżujesz nie bacząc na resztę?! - krzyknęła rzucając jej nieprzyjazne spojrzenie,jednak gdy ujrzała stan królowej i swojej siostrzyczki aż pisnęła - Adele!Lothiriel!Musimy stąd szybko wyjechać i opatrzyć Wasze rany! - i nie czekając na odpowiedzi z powrotem dosiadła konia
Kersijana
Widząc nienaturalny kolor krwi Adeli wiedziała, że mimo iż mała nie jest na pierwszy rzut oka poważnie ranna to sama sobie może z ta raną nie poradzić. Lothiriel spójrz na ten kolor. Pierwszy raz coś takiego widzę. Powiedziała w języku nordolskim by nie niepokoić małej.
Cathy ja nie wiem... Mamo! Adela! Krzyknęła nagle Betty, podjeżdżając do nich i gorączkowo oglądając ich rany. Lothiriel odparła Kersijanie w tym samym języku - widocznie oręż nieumarłych był zaklęty czarną magią. Królowa zamknęła oczy i wypowiedziała cicho, niesłyszalnie wręcz jakieś słowa. Jej pierścień jednak delikatnie zabłysnął błękitem tylko na chwilę, jest obecnie martwy, jakby bez żadnej mocy. Lothiriel otworzyła oczy i spojrzała zdziwiona na niego...
Siostrzyczko... Jęknęła zapłakana Adela i z trudem wyciągnęła rękę do siostry.
Catherine
Ile razy mam powtarzać byśmy opuścili to miejsce by do Was dotarło! Nie działa tu magia,panoszą się tu trupy i....i dwoje z nas jest ciężko rannych! - krzyknęła coraz bardziej poirytowana bezczynnością towarzyszy - Na co Ci durnie czekają?!Aż znowu trupy zasypią nas strzałami?! - złość jednak była wybiórcza bowiem podjechała do Adele tak że osłaniała ją z jednej strony i delikatnie ujęła ją za rękę mówiąc łamiącym sie głosem - Jestem siostro,jestem....
Artsan
No i skończyło się świecenie, już mi pięknego kaca nie zepsujesz zwrócił się do królowej no niech ktoś ją opatrzy, ja jej nie tknę, bo jak zemrze to mnie winić będziecie
Kersijana
Pani ranna jesteś to i moc twa słabnie. Ja nie pomogę Adeli teraz ale mogę pomóc Ci.... Nie zawsze stosuję magie by wyleczyć, A właściwie nawet bardzo rzadko.... i nie mogę dziewczynce teraz pomóc bo to czarna magia nią włada teraz, a na nią bezsilna jestem... Ty odzyskasz moc gdy sił nabierzesz to jej pomożesz...
Elfka położyła jedną swoją dłoń na ranie po włóczni, którą królowa miała w boku ciała....
Zamknęła oczy... Bardzo powoli skupiała się, oczyszczając swój umysł od jakichkolwiek myśli... Po długiej ciszy która zapadła w jej umyśle zaczęła nucić jakąś pieśń. Jej słowa stopniowo stawały się coraz głośniejsze i wyraźniejsze.
Cztery żywioły władają światem
I cztery żywioły maja swą moc.
Ja jestem wiatrem ziemią i wodą,
Ja ogniem ciepłym rozświetlam noc.
Cząstka mej duszy dla ciebie oddana
z miłości do życia w ofierze Ci dam
Tyle zła z rany z krwią Twą wylana
Zycie i zdrowie dla Ciebie mam....
Elfka śpiewając swoją pieśń skupiała się na cieple które wlewała w Królową, ale z każdą cząstką którą jej oddawała czuła jak słabnie...
Mimo, że Kersijana straciła wiele swych sił, to rana Lothiriel się nie zagoiła... Na nic twój wysiłek Kersi, to przeklęte miejsce tłumi magię - szepnęła królowa. Opatrz ją normalnie, pani, żeby się nie wykrwawiła - rzucił Tristan. Ale co z Adelą!? Dodała rozgorączkowana Betty, patrząc na ciemną krew dziewczynki.
Tymczasem widzicie, jak między drzewami szybko przemykają jakieś czarne sylwetki wojowników na koniach. Słyszycie również stukot kopyt, jakby galopujących.
Artsan
O jeszcze nie odpuścili, ruszcie dupy zamiast się mazgaić i uchodźmy stąd, a jak ktoś niewładny to go zostawiamy i po problemie
Kersijana
Kersi jak najszybciej zrobiła prowizoryczny opatrunek królowej... Catherine zabierz Adele, A ja na Mirilia Lassi Królową wezmę.. On silny to udźwignie.. Popatrzyła na wojowniczkę w geście zapytania... Masz rację, musimy stąd jak najdalej i jak najszybciej pojechać...
Catherine
Nie no,poczekajmy aż nas stratują,przecież nikomu się nigdzie nie spieszy....,ja tylko mówię o tym żebyśmy jechali od dobrych kilku minut ale lepiej jeszcze postójmy w miejscu.... - warknęła do wszystkich i z najwyższym trudem powstrzymała się by nie zdzielić Beatrice w twarz,jednak wzięła głęboki oddech i delikatnie przeniosła Adele na swojego wierzchowca,bacząc by nie podrażnić jej ran
Kersijana wzięła królową na swego rumaka, natomiast Catherine Adelę i ruszyliście naprzód, by przebić się przez to okrutne miejsce. Gnając galopem, dostrzegliście za sobą kilkunastu mrocznych jeźdźców, wyłaniających się z lasu. Dosiadają wierzchowców o przegniłej skórze, z poszarganymi grzywami i ogonami. Sami wojownicy mają na sobie okryte rdzą, ciemne zbroje płytowe, a wymachują długimi mieczami. Gonią was bezustannie...
Elrohir ustrzelił jednego z nich z łuku w pełnym galopie. Margaret nagle krzyknęła - uciekajcie, zatrzymam ich! Nie czekając na odpowiedź zatrzymała się i stanęła bokiem do nieumarłych jeźdźców oraz was, unosząc miecz do góry.
Catherine
Bierz ją i uciekaj.... - powiedziała do Beatrice,i nie czekając na odpowiedź przekazała jej Adele i zaraz stanęła obok Margaret - Na pewno nie zrobisz tego sama....
Arstan
Nie zostanę, uratuję życie, nie zostanę żyć nie dadzą po czym zawrócił konia, aby wspomóc te dwie durne baby
Kersijana
Co za dzielna dziewczyna, szkoda, że już po niej. przeszło jej przez myśl. Jednak gnała konia dalej na przód nie oglądając się za siebie trzymając mocno królową.
Beatrice oddała Adelę w ręce Lothiriel i rzekła do Kersijany - zawieź je w bezpieczne miejsce, ukryjcie się i wypatrujcie nas przy drodze. Kocham cię mamo, ciebie też siostrzyczko, żegnajcie. Zawróciła po tym konia, to samo zrobił Tristan oraz Elrohir, który jeszcze spojrzał na ukochaną. Ani mi się waż zawracać - syknął w jej stronę.
Kersijana:
Zostałaś sama z Lothiriel i Adelą... Obie zapłakały gorzko za resztą.
Arstan, Catherine:
Stanęliście w zwartej linii wraz z Margaret, Beatrice, Tristanem i Elrohirem. Jestem dumna, jestem dumna że trzymamy się razem i razem zdolni jesteśmy do poświęceń. Jestem dumna... Powiedziała królewna niespokojnie, drżącym nieco głosem i wskazała swoim mieczem na nadjeżdżających nieumarłych jeźdźców. Brzeszczot zalśnił złotym blaskiem znów, tylko tym razem jeszcze potężniej a Betty ruszyła naprzód.
Catherine
Wciąż była wściekła a do tego zamartwiała się o Adele i Lothiriel,była przekonana że gdyby ruszyli wcześniej uniknęli by tej walki i wielu ran jakie ich czekały,przygryzła jedynie wargę ze złości i podążyła za Beatrice z dobytym brzeszczotem,w drugiej dłoni dzierżąc tarczę.
Arstan
Od dumnej wolałbym myślącą mruknął pod nosem
Runęliście na nieumarłych wojowników i rozpętała się wspaniała walka. Pośród zabójczych cięć, pchnięć i rąbnięć pokonaliście swych przeciwników, płacąc jednak dużą cenę.
Arstan zabił dwóch przeciwników, trzeciego ciężko ranił, ale sam odniósł wszystkie możliwe rany i ledwo trzyma się na nogach
Catherine również zabiła dwóch i lekko raniła trzeciego, w takim samym stanie co Arstan.
Beatrice, Margaret i Tristan również są ciężko ranni. Królewna spadła z konia uderzając głową o kamień, gdy otrzymała ranę w bok. Margaret jakoś się trzyma na koniu, ale wypuściła miecz i spuściła głowę wyczerpana, jej twarz jest we krwi, a włosy nią zlepione. Tristan krwawi z czterech ran kłutych na swym ciele. Elrohir tylko trzyma się nieźle, choć widać, że ma zadane dwie rany.
Catherine
Pogrzebała chwilę w jukach by znaleźć bandaże,gdy już wymacała je w sakwie chwyciła je w dłoń i zsiadła z konia o mało przy tym nie upadając,zaraz też ruszyła z nie małym trudem do Beatrice podpierając się mieczem,gdy już znalazła się przy niej opadła na kolana i delikatnie uniosła jej głowę zaczynając ją bandażować,mimo że wciąż jej na niej zależało to myśli miała ponure... - Wszyscy zginiemy,bo jakie mamy szanse kiedy Ci którzy powinni dowodzić i stanowić przykład zachowują się jak małe dzieci we mgle?....
Cathy... Przepraszam... Jęknęła Beatrice i zamknęła oczy, zaciskając zęby z bólu.
Catherine
Za co?Za to że nas wszystkich zostawiłaś czy za te rany? - powiedziała dość chłodno kończąc opatrunek,zaraz też powiedziała - Niech mi ktoś pomoże ją podnieść,sama jej nie wsadzę na konia....
Arstan
Walka była wyczerpująca Jeśli się stąd nie wyniesiemy to już po Nas
Kersijana
Odwróciła się do Elfa... Spojrzała mu w oczy tak jakby to był ostatni raz... Starała się by nie widział jak się o niego martwi, ale nic na to nie mogła poradzić. Zanim popłynęły jej łzy odwróciła się z powrotem i spięła konia...
(Hir mystis fresstelsij.... seesell hasin) Mój bracie, bądź szybszy od wiatru... Wyszeptała do rumaka.....
Konia jakby ktoś zaczarował. Równym i spokojnym, tempem przecinał wiatr. Drzewa przemykały rozmyte w szarości. Tętent kopyt miarowo wystukiwał rytm. Rytm w który Kersi się wsłuchiwała i wraz z nim dała się ponieść intuicji i woli Ogiera. Gdyby nie ranne dziewczyny, gdyby tylko Adela nie była pod wpływem tej czarnej magii.... co robić? zostawić je w bezpiecznym miejscu i wracać? A jeśli one nie przeżyją? A jeśli oni polegną? ELiohir....
Koń znalazł wreszcie jakieś bezpieczne miejsce i zatrzymał się nagle... Kersijana nie wiedziała jak długo gnali i nie wiedziała tak po prawdzie gdzie są...
Starała się nie płakać, nie chciała pogarszać sytuacji... Pomogła zsiąść królowej i podała jej Adelę... Zeskoczyła z rumaka...
Pani.... Wiem że umiesz.... pomóż jej... proszę... Spojrzała na wyciekającą krew z ramienia Adeli.
Kersijana:
Miejsce, w którym się zatrzymałyście jest ciche, ponure i zapewne tak samo przeklęte. Nie ma jednak w zasięgu waszego wzroku czy słuchu nieumarłych.
Jak mam jej pomóc, kiedy moja magia tu nie działa... Muszę wyjąć grot z jej rany, trzymaj ją Kersi. To będzie bardzo boleć... Trzymaj się skarbie - szepnęła Lothiriel głaszcząc Adelę po włosach, gdy ułożyła ją na ziemi. Dziewczynka jęczy cicho z bólu, z oczu płynie jej wiele łez.
Reszta:
Jak chcesz się stąd wynieść człowiecze, Veccavianka ledwo się trzyma w siodle, te dwie - wskazał na Catherine i Beatrice - też ledwo żyją, Lew tylko w stanie do pójścia stąd w miarę szybko. Bierzcie po jednej z nich. Rzekł Elrohir i wziął Beatrice na swe ręce.
Za wszystko Cathy... Jęknęła Beatrice. Po chwili Tristan podszedł do Catherine i rzekł - pozwól, pani, bym cię poniósł.
Arstan
Jak? Jak najprędzej! po czym podszedł do Margo Wesprzyj się na mym ramieniu, będę się podpierał mieczem i może jakoś się stąd wyniesiemy
Kersijana (nordolski)
Ja to zrobię... Niech Ciebie nie nienawidzi, a mnie za ból. Wzięła kawałek patyka i poprosiła Lothiriel by kazała małej sobie go wsadzić w usta.
Catherine
Na słowa Beatrice spojrzała na nią tylko ze smutkiem,co mogła więcej rzec? Rozczarowała ją ale nie chciała dobijać takimi słowami rannej,jak by nie było siostry,rycerzowi zaś odparła - Nie,pójdę sama,dziękuję za pomoc.... - po czym wstała podpierając się na mieczu,choć widać że ręka lekko jej drży a ona sama długo nie ustoi
Kersijana:
Lothiriel westchnęła ciężko i pocałowała Cię w policzek, a następnie wsadziła Adeli patyk do ust. Królowa chwyciła dziewczynkę za dłoń i spojrzała na Ciebie, skinieniem głowy dając znać, byś zaczynała.
Catherine:
Nalegam, pani, nie ustoisz bowiem sama - rzekł Tristan, stanowczo, ale łagodnie. Rzeczywiście, czujesz jakbyś zaraz miała się przewrócić...
Arstan:
Nie, zostaw mnie odrażający, niewykastrowany mężczyzno! Krzyknęła Margaret i odchyliła się, uciekając od Twego dotyku.
Arstan
Jak chcesz, ale Ci też na kastrowanych nie wyglądają, wskazał umarlaki, i pewno się Tobą zajmą haha
Catherine
Dobrze Panie....weź mnie pod ramię a ja wezmę moją przyjaciółkę,tak pójdziemy w trójkę.... - odparła mu obejmując go i mówiąc do Margaret - Kochana,chodź,pójdziesz z nami,oprzesz się o mnie....
Kersijana
Ze łzami w oczach spojrzała na Królową i odwróciła wzrok patrząc w oczy przerażonego dziecka...
Zanim jednak to zrobiła przyjrzała się dokładnie ranie.. to znaczy umiejscowieniu strzały i jak głęboko jest wbita. Skażona magią krew zataiła czy dziewczyna nie jest czasem w tętnicę trafiona. Gdyby była jasno czerwona oznaczałoby to, że nie jest z żyły a właśnie z tętnicy. Dziewczynka w jej wieku ma około czterech litrów krwi. Ramię posiada jedną z głównych tętnic przez, którą przelewa się około jednego lita na minutę. Przy utracie dwóch litrów dziewczynka umrze na oczach Matki...
Kersijana zdawała sobie z tego wszystkiego sprawę. Sztyletem odcięła sobie z sukni kawałek jedwabnego materiału.
(Techniczny: Jedwab jest dielektryczny a to oznacza że nie posiadał ładunków elektrycznych albo bardzo mało. W konsekwencji przyciąga bardzo mało brudu, zarazków etc.....) Może komuś przyda się ta wiedza :P)
(Oczywiście w tamtych czasach nie znano takiego słowa, ale właściwości niektórych rzeczy powinni :P)
Wybacz,,, wyszeptała do dziecka i szybkim ruchem wyciągnęła jej strzałę z ramienia, przykładając natychmiast materiał do rany....