-
Kersijana
Cieszę się że choć pod tym względem się rozumiemy Królowo... Ja wiedziałam, że on udar jakiś musiał dostać... Powiedziała trochę radośniej do Lothiriel... zupełnie ignorując rycerza.,.., Coś tam bredził o pozłacaniu posągu ale była pewna, że za te denary co ograbią z nich potrzebujących pomocy Bogini oddają się potem rozpustom i podobnym sprawom...
-
Catherine
Podeszła do Betty i uklękła koło niej ujmując ją za rękę i mówiąc do siostry - Betty,wiesz gdzie poszła mama?
-
Kersijana:
Lothiriel uniosła brew patrząc na Ciebie, a następnie obie weszłyście do wnętrza świątyni. Znalazłyście się w bogato zdobionej sali. Przed wami jest sporo pustej powierzchni, na końcu której znajduje się duży posąg przedstawiający piękną kobietę o długich, rozpuszczonych włosach, odzianą w sukienkę - Astreę. Na sali znajduje się kilka kapłanek, oraz czterech wojowników w kolczugach, noszących na plecach potężne, dwuręczne topory.
Catherine:
Auć! Pisnęła Beatrice, gdy Lilly zaczęła myć jej ranę. Nie wiem, gdzie poszła, ale jak widzisz mam teraz inne auć! Problemy na głowie.
-
Kersijana
Uuuu.. co za przepych... No nie dziwota, że tak drogi wstęp tu.... za coś to muszą utrzymać... Roześmiała się cicho, ale słowa wypowiedziała dość głośno....
Rozglądała się dookoła...
-
Catherine
Słodkie biedactwo.... - rzekła cicho mocniej ściskając jej dłoń jednak zaraz dodała gniewnym głosem - A mnie zdenerwował Tristan,straszny z niego głupek,w ogóle mnie nie rozumie....
-
Kersijana:
Każdy z czegoś żyć musi, nasz cel jednak jest przede wszystkim szczytny. Nasza Pani jest boginią życia, ona nam je daje i każe nieść pomoc potrzebującym, dlatego zawsze połowa z nas chodzi po mieście wspierając biednych, karmiąc ich - odpowiedziała jedna z kapłanek, patrząc się na Ciebie.
Catherine:
Sądziłaś Cathy, że jakikolwiek mężczyzna zrozumie którąkolwiek z nas? Spytała Lilly, chichocząc przy tym.
-
Catherine
Roześmiała się radośnie na jej słowa i cmoknęła ją w policzek mówiąc - Tak czy inaczej to ich wina,po prostu jesteśmy dla nich zbyt doskonałe.... - po czym zaczęła głaskać włosy siostry by łatwiej przechodziła zmienianie opatrunku....
-
Kersijana
Tak, tak,,, Oczywiście,,,,Odpowiedziała kapłance gdy ta jej wciskała kit.... Podeszła do posągu Bogini.... Coś niewielu potrzebujących tu musi przychodzić Pani.... siedemset pięćdziesiąt denarów za wejście do świątyni... powiedziała do Bogini Astery... Przy tych cenach nie powinno być głodnych i biednych, skoro potem połowa kapłanek wspomaga ich... Kersijana słuchała czy Bogini coś przemówi....
-
Catherine:
Lilly roześmiała się i dokończyła opatrywanie królewny. Betty machając powoli nogami w powietrzu, spytała - a co robiliście tyle czasu? Hihi.
Kersijana:
Oczy w posągu bogini zalśniły złotym kolorem, a Ty znalazłaś się w tym samym ogrodzie, do którego przeniosła Cię uprzednio Lothiriel... Widzisz swoją matkę, siedzącą nad stawem, rozpaczającą...
-
Catherine
Położyła się na plecach obok siostry wzięła ją za rękę i zaczęła mówić - No więc jak wiesz poszliśmy do stajni,i nagle zaczął śpiewać,całkiem ładnie ale nie tak jak ja czy mama....- tu spojrzała na najmłodszą siostrę z uśmiechem jednak zaraz znów zwróciła uwagę na Betty i zaczęła mówić niemal od razu celowo robiąc pauzę by wzbudzić w niej ciekawość.... - A potem....