-
Kersijana
Wzdrygnęła na moment gdy ujrzała swoją matkę... Po chwili jednak oprzytomniała... A więc tak to działa. Przyjmujesz Pani postać kogoś nam Bliskiego by móc z nami rozmawiać?
Azi Dahaka, wiesz o kim mówię... Upierdliwy i zarozumiały. Nudzi mu się i za wszelką cenę postanowił sobie uprzykrzać mi życie. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego bo ono jest i tak już zmarnowane... Jest jeden tylko mały problem, którego on nie przewidział... Do Swych gierek wciągnął małą i niewinną dziewczynkę. Pokrzywdzoną przez los. Osieroconą... Zupełny zbieg okoliczności sprawił że nasze ścieżki się splotły i jest mi bliska jak nikt na świacie, choć nie mogę jej tego okazać tak jakbym chciała... Tylko Ty Pani masz wiedzę i moc by móc się jemu przeciwstawić.
-
Kersijana:
Ale Kersi, to ja, twoja mama, Astrea użyła tego samego czaru co nasza królowa... Zesłała cię tu na chwilę, bo zasmuciły ją twe słowa modlitwy... Rzekła patrząc na Ciebie zapłakanymi oczami.
Catherine:
A potem? A potem!? No mów Cathy nie przerywaj! Podekscytowana Betty zaczęła energiczniej machać nogami w powietrzu, wpatrując Ci się w oczy. Reszta dziewczyn również Cię słucha, ale tylko królewna nie może powstrzymać swej ciekawości...
-
Catherine
A potem rozmawialiśmy....I w końcu powiedział że chce żebym nosiła ten naszyjnik - tu wyjęła go by im pokazać - bo jako wybranka jego serca jestem jedyną godną by go nosić - uśmiechnęła się na samo wspomnienie i zaraz kontynuowała - Zgodziłam się i podeszłam do niego,tak że się niemal stykaliśmy swymi ciałami,już się pochylał by mnie pocałować a ja powiedziałam ze stoi mi na drodze i nie skończył rozsiodływać swojego rumaka hihihi,żebyście widziały tą minę,biedak tak się zakłopotał i zdenerwował że zrobił się cały czerwony i bandaż w nerwach sobie zerwał,musiałam mu go poprawiać hihihi
-
Kersijana
Nosz Kuźwa,,, Będę musiała znowu powtarzać to samo... No trudno...
A nie zasmuciła się gdy widziała ilu mężów poległo broniąc tego skorumpowanego miasta? Ilu ludzi głodnych chodzi po mieście? Złota zbroja na strażniku... Wiesz ilu by można wykarmić za nią? Pokazała swoje dłonie... Kersijana była niewzruszona.... Czego mogła się spodziewać gdy ujrzałam w świątyni ten przepych i bogactwo? Nie Mamo, do mnie to nie przemawia... Cieszę się, że Cię znów spotykam choć nie przeczę, że okoliczności są nietypowe... Wybacz, ale zagubiłam się... Jestem skazana na wieczne potępienie i to chyba jest nasze ostatnie spotkanie... Raduję się choć z tego powodu że mimo mojego grzechu dano mi możliwość spotkania się z Tobą... Za to jestem wdzięczna.....
-
Catherine:
Dobre, sama to kiedyś wypróbuję - rzekła Adela śmiejąc się. Beatrice natomiast z otwartymi ustami wyczekuje na dalszą część opowieści, wyglądając dość zabawnie...
Kersijana:
Skąd wiesz, że się nie zasmuciła? Kersi wyciągasz za dużo wniosków, które są tak bardzo dalekie od prawdy. Godzi w ciebie widok bogato zdobionej zbroi strażnika? W Elacrai jest to samo, kochanie, wszędzie przepych i bogactwo... Taki jest już ten świat a ty nie staraj się go zmieniać...
-
Catherine
No więc jak mówiłam poprawiłam mu bandaż a ten nagle zaproponował mi taniec....Bardzo mnie zaskoczył ale było to miłe zaskoczenie....Tańczyliśmy przez pewien czas a gdy skończyliśmy wziął mnie na ręce i spytał czy nie bolą mnie stopy hihi,zgodziłam się a on przygotował mi bardzo wygodne jak na stajnię posłanie,nawet podgłówek miałam hihi,masował mnie i było naprawdę przyjemnie ale nagle zaczął całować moje stopy,dałam mu delikatnie do zrozumienia że to nie jest dobra pora na takie rzeczy....Wydawało mi się że zrozumiał jednak on przysiadł się do mnie chcąc mnie utulić znów dałam mu sygnał że i tu mi się zbyt narzuca....A wiecie co on zrobił?!Wsiadł na konia i że niby bardzo na mnie obrażony!Powiedział że znajdzie sobie jakiś zajazd i nie będzie mi się narzucać!Pfff,wyszłam wściekła mimo że po chwili się przede mną kajał i prosił o wybaczenie!Dziewczyny jak on mógł tak postąpić?!
-
Kersijana
Tak,,, W Elacrai jest to samo... Kersijana usiadła smutna koło Matki... Położyła głowę na jej ramieniu... Tak bardzo mi Cię brakuje... Nie wiem Mamo jak mam żyć bez Ciebie... Dlaczego, dlaczego tak nagle odeszłaś... Tyle rzeczy miałyśmy razem zrobić. Kersijana rozpłakała się wtulona w Nią
-
Catherine:
Usłyszałaś kolejno głosy Adeli, Beatrice i Rity mówiące - należało mu się; dokładnie, powinien okazać cierpliwość; ja bym go kopnęła prosto w... Hihihi. Tylko Lilly stwierdziła - chyba jednak go za ostro potraktowałaś. Wiesz, źle nie chciał... Tylko skoro tak cię kocha to i ciężko mu czasem panować nad uczuciami, a człowiek z miłości głupie robi rzeczy...
Kersijana:
Nie odeszłabym, gdyby to zależało ode mnie córeczko... Musisz być silna i trzymać się swoich bliskich, a reszta sama się potoczy. Teraz powinnaś się skupić na ocaleniu Adeli... Posiedź ze mną jeszcze chwilę, a potem rzeknij do Astrei że chcesz wracać, ona słyszała wszystko co tu zostało powiedziane... Odparła Jana, przytulając Cię czule.
-
Catherine
Ucieszyła się z ich poparcia i przytuliła Ritę i Adele,Betty zaś mocno ścisnęła za dłoń,jednak na słowa Lilly spoważniała i przyjęła objaśniający ton - No właśnie Lilly,głupstwa,ja bym jeszcze zrozumiała to że nie może się czasem powstrzymać....Ale powinien mnie zrozumieć,że nie jestem gotowa,że za wcześnie na to wszystko,że chce wszystko zrobić za szybko!A on co?!On się na mnie obraził!Ja miałam za nim biec i przepraszać?I to jeszcze za co?!Za to że nie daję się całować i tulić za pierwszym razem kiedy spędzamy czas we dwoje?!O nie,nie!Wykluczone!A mam wrażenie że tego właśnie chciał!Mam nadzieję że już rozumiesz dlaczego tak się oburzyłam...
-
Kersijana
Popłakała jeszcze chwilę na ramieniu... Nie chciała martwić duszy Mamy ale podświadomie zdawała sobie sprawę, że to tylko ''niechciała''. Jej dusza i tak znała Kersi i wiedziała co się dzieje we wnętrzu dziewczyny....
Chcę wracać, wyszeptała.....