-
Catherine:
Dobrze już dobrze, niech będzie że masz rację - rzekła Lilly. Kiedy jeszcze uzdrowicielka mówiła, do szpitala wjechał Tristan na koniu. Jego ogier trzyma w zębach przepięknego, czerwonego tulipana. Podjechał stępa do was i zatrzymał się przed Tobą, a Haldiel pochylił głowę do Ciebie. Pani, wiem, żeś zła na mnie, ale mój przyjaciel pragnie ci coś dać, przyjmij proszę ten kwiat...
Kersijana:
Przeniosłaś się z powrotem do świątyni Astrei. Usłyszałaś w swej głowie głos bogini - aby ocalić Adelę i przegnać Azi Dahaka, musisz odnaleźć księgę Kultu Węża, posiadaną przez Gallenusa, imperialnego kupca zamieszkałego w Larii. Jest on skrytym wyznawcą wężowego bóstwa i członkiem kultu... Jego dom znajduje się blisko zamku, ludzie wskażą ci, który to... Księga zawiera wskazówki i pozwoli wykonać twojej królowej rytuał, którym odegna Azi Dahaka.
-
Catherine
Możesz się ze mną nie zgadzać Lily,ale kiedyś sama przyznasz mi rację.... - rzekła cicho opierając głowę na jej ramieniu tak,że patrzyła prosto w oczy Tristana.... - Hmm,skoro to prezent od Haldiela przyjmuję,może on zechce zostać moim mężem? Jestem pewna że rozumielibyśmy sie bez słów.... - odparła obojętnie, ukrywając swoje rozbawienie i odbierając kwiat z zębów ogiera
-
Catherine:
Tristan docisnął prawą łydkę do boku konia, a ten wysunął kopyto w Twą stronę. Rycerz rzekł - czy przyjmujesz więc pani, oświadczyny sir Haldiela, rumaka zakonu Lwa, i godzisz się zostać jego żoną w szczęściu i smutku, zdrowiu i w chorobie?
-
Catherine
Roześmiała się radośnie jednak nic nie odpowiedziała tylko znów pocałowała wierzchowca prosto w pysk i powąchała tulipana....
-
Kersijana
Dziękuję Ci pani za możliwość spotkania mojej Mamy... daj jej proszę powód by i radości ze mnie też zaznała... Strasznie zasmucona była... Powiedziała wstając... Chodź Królowo, Astera wysłuchała mnie i dała wskazówkę...
-
Kersijana:
Czyli jednak nie wszystko stracone... I nie nazywaj mnie królową. Kersi, choć ostatnio stajemy się coraz mniej sobie bliskie, to wciąż jestem dla ciebie Lothiriel, pamiętaj - rzekła patrząc Ci w oczy.
Catherine:
Tulipan bardzo ładnie pachnie... Haldiel polizał Cię po twarzy i parsknął zadowolony. Tristan również się uśmiechnął, zsiadając z niego, łapiąc się przy tym za wciąż bolącą ranę na ramieniu.
-
Catherine
Uśmiechnęła się gdy koń polizał ją po twarzy a widząc ból Tristana rzekła z lekko wyczuwalną troską w głosie - Połóż się i odpocznij wreszcie bo się wykończysz....
-
Kersijana
Wracasz do córek czy idziesz ze mną? zapytała gdy królowa patrzyła jej w oczy... Zabolało ją te zdanie, że stają się dla siebie coraz bardziej obce, ale nie dała po sobie tego poznać. Ja muszę jeszcze do księżnej iść. Może wypadało by podziękować Jej za to, że zechce poprzeć Twoją córkę?
-
Catherine:
Tristan spojrzał na chwilę na Ciebie i rozsiodłał swego rumaka, a następnie położył się w miarę wygodnie w pewnej odległosci od was. Haldiel również jest widocznie zmęczony, bo położył się na boku z głową... na Twych kolanach.
Kersijana:
Idę z tobą, musimy to razem załatwić. A księżnej podziękujesz, kiedy uporamy się z zadaniem, czas nas teraz nagli. I Kersi... Wiem, że cię to boli ale spójrz prawdzie w oczy... To, co się jednak zaczęło można powstrzymać, postarajmy się - szepnęła Lothiriel po noldorsku.
-
Kersijana
Już miała zrobić wielkie oczy gdy usłyszała, że to ona ma dziękować księżnej. Przecie to chodziło o Bety, Jej córkę.... Kersijana zrezygnowała jednak z zamiaru wyprowadzania jej z błędu... Tak,,, mam nadzieję, że jeszcze nie jest między nami wszystko stracone... Pogłaskała Królową po dłoni...Nie martw się, jakoś się to wszystko ułoży.... A teraz skupmy się na naszym zadaniu... Bogini mówiła, że dom kupca jest niedaleko zamku i że ludzie nam wskażą który to dom. Kupiec nazywa się Gallenus. Zapewne bogaty i znany... Mam pewien pomysł ale potrzebna mi jest czysta woda... Powinnam mieć tu w torbie Lawendę i Melisę. Gdyby udało się by to wypił to zaśnie na jakieś dwie, trzy klepsydry... Chyba, ze ty chcesz użyć magi?