-
Kersijana:
Ty podziękujesz w jej imieniu Kersi, ona później sama to uczyni, kiedy się spotkają - rzekła królowa po spojrzeniu Ci w oczy i zobaczeniu Twych myśli... Wyjęła po tym zza płaszcza bukłak z wodą i Ci go podała. Czysta, pitna woda, większy problem będzie jednak z podaniem mu wywaru.
-
Kersijana
I tu by się przydała Twoja magia... Gdyby udało się, że się źle poczuje to można by go podleczyć... Kersi wylała ze swego bukłaka wodę i nalała czystej od królowej. Wsypała zioła i starannie wymieszała... Tego nie trzeba dużo by wypił... Hi hi.... Ale jest ważniejszy problem... Na pewno nie trzyma księgi na wierzchu...
A może by go tak?... Kersi wyciągnęła troszkę swój sztylet a drugą dłonią a dokładnie kciukiem zrobiła gest podrzynanego gardła... Uśmiechnęła się do elfki..
-
Kersijana:
Moja magia może uzdrawiać, nie zaś szkodzić komukolwiek. Kersi... Ty nie zwariowałaś przypadkiem? To wąż, ale tutaj nikt o tym nie wie, chcieliby cię skazać na śmierć gdyby się zorientowali, że zamordowałaś kupca. Zwłaszcza po zabójstwie księcia... I tak miałaś wiele szczęścia. Puknij się tu czasem - królowa stuknęła Cię delikatnie palcem w czoło.
-
Kersijana
Takie moje szczęście, że czeka mnie sąd i prawdopodobnie ścięcie przez kata. Przyznałam się na wiecu do morderstwa... A powodem tego było nie tylko to ze się znęcał nad żoną i córką a przy okazji chciał mnie wykorzystać... Bety gdy bardzo umiejętnie go przekonywała by wyrzekł się Ulryka zniechęciła go do wszelkich rozmów... Chciałaś bym dyplomatycznie to załatwiła i namówiła księżną by go przekonała... No cóż taka ze mnie dyplomatka, że załatwiłam nam przychylnego władcę... Upiekłam dwie pieczenie przy jednym ogniu... A rachunek zapłacę ja... Lothiriel, przy okazji chwili gdy same jesteśmy... Obiecaj mi, że jeśli mi się coś stanie to Miriilia Lassi dasz Adeli... Jedynie Ona na niego zasługuje... Nie boi się go ani trochę a koń to wyczuwa. Wie, że jej może zaufać i odpłaci się tym samym...
-
Kersijana:
Możesz mi wierzyć lub nie, ale ja cię ściąć nie pozwolę... Zwłaszcza że niedługo znów zamierzam włożyć koronę na głowę, by ten jeden, ostatni raz, być władczynią Noldorów póki wojna się nie skończy. Mam plan... Ale wracając, obiecuję ci, że spełnię twą wolę i oddam Mirillia Lassi Adeli, mam nadzieję jednak, że nie będzie to konieczne. I jeszcze jedno - wzrok królowej nagle stał się gniewny - nigdy nie ironizuj z mej córki. To, że jest niezdarna nie uprawnia cię do tego, bo ją kocham taką jaka jest, rozumiesz? Chodź już...
-
Kersijana
Nic nie odpowiedziała już, tylko szła jak kazała...
-
Catherine
Położyła dłoń na jego łbie i zaczęła go delikatnie głaskać nucąc przy tym jakąś kojącą melodię....
-
Catherine:
Beatrice zachichotała i również zaczęła głaskać Haldiela po głowie. Adela tymczasem z wrednym uśmieszkiem spojrzała na Tristana i rzekła - jak tam Tristanie, bandaż ci nie spada? Hihihi. Rycerz spojrzał na Ciebie nieco poirytowany...
Kersijana:
Dotarłyście przed dom Gallenusa, kierując się wskazówkami ludzi. Jest to duży, kamienny, piętrowy budynek o drewnianych drzwiach i odsłoniętych oknach.
-
Catherine
Zachichotała cicho i spojrzała na niego niewinnym i słodkim wzrokiem....
-
Catherine:
Tak, najlepiej porozpowiadać, potem spojrzeć słodkimi oczkami i koniec, chociażbym chciał to nie mógłbym być choć trochę zły - rzekł Tristan.