Robert:
Wiem - Agnes odparła krótko Robertowi na chwilę odrywając się od wyglądania za okno, jednak zaraz znów do tego wróciła.
Reszta:
Godwyn Bjornsson me miano a wasza wcześniejsza wpadka utwierdza mnie co do waszej głupoty - wybuchł śmiechem.
Wersja do druku
Robert:
Wiem - Agnes odparła krótko Robertowi na chwilę odrywając się od wyglądania za okno, jednak zaraz znów do tego wróciła.
Reszta:
Godwyn Bjornsson me miano a wasza wcześniejsza wpadka utwierdza mnie co do waszej głupoty - wybuchł śmiechem.
Robert
A jaka skromna,sam nasz Pan,Jezus Chrystus mógłby od niej nauki w tej dziedzinie pobierać - zaśmiał się w duchu po czym podszedł do niej by zobaczyć wreszcie od czegóż to Agnes tak wzroku oderwać nie może.
Bertrand
Waszmość z dalekijej północy? Czego w Ziemi Świętej szuka? rzekł odrywając się na chwilę od chichotania.
Robert:
Kobieta zaczęła się śmiać i rzekła - jeśli chcesz dostrzec to co ja pragnę, próżne twe nadzieje. Moje też, konni do Trypolisu przybywają i odjeżdżają, a wśród nich mego męża nie ma i nie będzie... Po tych słowach odwróciła się i podążyła korytarzem ku sali rycerskiej.
Reszta:
Zaiste z północy, z królestwa duńskiego jeśli wiedzieć musisz, a w Ziemi Świętej szukam... Chwały, bitwy, nawracania niewiernych mieczem by Bogu być miłym - rycerz znów wybuchnął śmiechem.
Bertrand
Wybacz me maniery panie, Twe miano poznałem, lecz Ty mojego nie. Jam jest Bertrand de Toulouse, czyli Bertrand z Tuluzy, chociaż tak naprawdę jeno moi przodkowie z Tuluzy pochodzą, ja urodziłem się w niewielkim zamku, właściwie dworku, we wsi nieopodal miasta.
Robert
Ta kobieta nie przestanie być dla mnie zagadką - pomyślał,jednak nie zamierzał po raz kolejny iść za Agnes tylko stanął w oknie i również zaczął się w nie wpatrywać - Nie tylko Ty masz nie realne marzenia - a kolejna łza tego dnia pociekła mu po twarzy.
Robert:
Przyglądasz się dziedzińcowi fortu, na którym wesołe nastroje panują. Wszyscy szykują się do uczty i z niecierpliwością wyczekują na jutrzejsze walki.
Reszta:
Może kiedyś wybaczę, choć pewnikiem nie powiem - odparł z żartobliwym uśmiechem. Tyś jedyny z trójki tego towarzystwa co wykazał się pomyślunkiem większym niźli ma końska rzyć.
Bertrand
Uśmiechnął się, machnął ręką po czym kontynuował swą wędrówkę do płatnerza, tym razem jednak kłusem.
Robert
Szczęśliwi Ci którzy nigdy żadnej straty w życiu nie doznali, ohh Julio cóż mi chciałaś przekazać? Co to znaczyło? Proszę przemów do mnie raz jeszcze - po chwili przyłożył głowę do okna i stał tak wciąż bijąc się z myślami.
Robert:
Mimo Twych usilnych próśb Julia nie przemówiła po raz kolejny... Wreszcie z rozmyślań wyrwało Cię jakieś zamieszanie na dziedzińcu, jeden z destrierów jest niespokojny i nie daje się ujarzmić przez pachołków. Staje dęba, rży i przegania próbujących go wziać za wodze ludzi. Koń jest przepiękny, prawie na pewno to ten, którego Agnes dosiadała. Rycerze zebrani wokół mają ubaw z pacholików, którzy nie mogą sobie dać rady z potężnym rumakiem i co chwila padają powaleni na ziemię albo uciekają przez niego gonieni.