Dan
Hmm,wolał bym być przy tym,no i głodny jestem.... - odparł z niewinną miną kładąc rękę na brzuchu
Wersja do druku
Dan
Hmm,wolał bym być przy tym,no i głodny jestem.... - odparł z niewinną miną kładąc rękę na brzuchu
Vito:
Rozdzielmy się na dwie grupy. Mniejsza szansa, że nas zauważą i szybciej będzie. Ja ruszę z częścią do strażnicy, ty ruszysz dalej do doliny i przeszukacie góry. Spotkamy się gdzieś przy farmie Onara.
Edward:
Diane zaśmiała się głośno i z uśmiechem ci odpowiedziała - Fajne! Skoro umiesz improwizować to może wymyślisz coś jeszcze, co?
Dan:
No dobra dobra, chodźcie - odparł ci Akil z lekkim uśmiechem. Oboje wraz z Sophie usiądliście przy stole, a Kate podała wam miski z jedzeniem, po czym wyszła gdzieś na zewnątrz. Dzisiaj na obiad grzybowa zupa. Po pewnym czasie Akil zaczął rozmowę:
- Więc, Sophie... Znasz się trochę na życiu na farmie?
- Wyobrażam sobie jak to jest... I że łatwo nie będzie. Umiem gotować, oporządzać mięso, wędzić i suszyć i opiekować się chorymi. Znam się trochę też na zielarstwie. No i szybko się poza tym uczę, więc szybko załapię i nauczę się nowych rzeczy.
- Hmmm... Skoro znasz się na zielarstwie to i potrafisz robić jakieś leki, maści i inne tego typu rzeczy?
- Tak, pewnie.
- A w mieście czym się zajmowałaś?
- Byłam kelnerką, ale... No cóż. Wyrzucono mnie z pracy bo "źle" potraktowałam jednego bogacza z górnego miasta. W skrócie traktował mnie po prostu jak szmatę i nie wytrzymałam...
- Hmmm... No rozumiem. A teraz mści się na tobie?
- Tak... I przez to chociażby nikt nie chce mnie przyjąć.
Ojciec jak na razie przysłuchuje się z ciekawością rozmowie. Po Sophie zaś nie widać zdenerwowania i całkiem nieźle prowadzi tą rozmowę z ojcem.
Dan
Dobrze sobie radzi hehe,mówiłem,że bystra - pomyślał jedząc zupę i jedynie niekiedy kiwając głową na potwierdzenie słów swojej znajomej
Vito
Nie wiem czy to dobry pomysł, mniejszą grupę łatwiej zajebać. Chodźmy wszyscy razem, wątpię, że w trzech poradzimy sobie z kolejnym takim potworem.
Dan:
Ojciec zadał Sophie jeszcze kilka pytań, na które odpowiedziała bez żadnego problemu. Wygląda na zadowolonego. Gdy tylko skończyli Akil rzucił do Ciebie - No dobrze. Pogadajcie jeszcze z Kate o tym i podejmiemy razem decyzję. Przy okazji Randolph pytał o Ciebie. Zajrzyj do niego potem.
Vito:
Hmm, no dobra... Tylko ta pieprzona strażnica mnie niepokoi. Mogli nas zobaczyć, bo mają stamtąd widok na całą okolicę...
Dan
Skinął mu głową nie kryjąc zadowolenia,dokończył zupę i gdy Sophie uczyniła to samo powiedział - Chodź,poszukajmy mojej mamy
Dan:
Gdy skończyła skinęła ci zadowolona głową i poszliście szukać Kate. Zauważyliście, że rozmawia z chłopakami zajmującymi się owcami. Sophie najwyraźniej chcąc się przygotować póki ma czas zapytała się:
A co do Twojej mamy to czego mam się spodziewać? Z twoim ojcem chyba poszło gładko.
Dan
Ma dobre serce i jest naprawdę sympatyczna....,ale może mieć problem z tym że dwie obce kobiety będą się krzątały po jej obejściu....- odparł dając znak ręką żeby poczekali aż skończy rozmawiać
Dan:
Sophie już nic ci nie odpowiedziała, tylko wzdychnęła ciężko. Matka po paru minutach skończyła rozmowę i zaczęła iść w stronę domu. Chyba już czas...
Dan
Przytulił ją na powitanie i powiedział z lekkim uśmiechem - Hej mamo,poznaj proszę moją znajomą,Sophie,chciała by u nas pracować....,z ojcem już rozmawiała i wydawał się zadowolony ale powiedział że teraz powinna z Tobą pomówić i dopiero po tym podejmiecie wspólnie decyzję....
Vito
To są magowie, gdyby chcieli to pewnie tak czy tak dowiedzieliby się gdzie jesteśmy. A teraz chodźmy.
Vito:
Być może. Dobra, chodźmy lepiej zanim zostaniemy obrzuceni kulami ognia czy czymś takim.
Ruszyliście w stronę kotliny. Widzicie w oddali, że jest tu jakieś obozowisko. Znajduje się tam namiot, wypalone ognisko i masa porąbanych i ściętych drzew. Jednak po samym mieszkańcu jak na razie ani śladu. Zbliżyliście się ostrożnie obozu i jeden z żołnierzy zaglądnął do namiotu - pusto. Po szybkim przeszukaniu tego miejsca niczego nie znaleźliście poza starymi narzędziami i resztkami zapasów jedzenia. Najwyraźniej ten, kto tutaj mieszkał opuścił to miejsce, albo udał się w jakieś inne miejsce...
Idąc dalej weszliście do kotliny. Jest tu kilkanaście drzew, pełno krzaków, a w oddali widać... pieprzone trolle. Dowódca nakazał wam kucnąć i po cichu wycofywać się, by nie rozdrażnić bestii...
Dan:
Kate odwzajemniła uścisk i odpowiedziała - Hej... Tak, wiem. Ojciec wspominał mi o tym. No nic, chodźmy w jakieś zaciszne miejsce. Randolph się o Ciebie pytał, Dan. Pójdź zobaczyć co tam chce, a my sobie spokojnie porozmawiamy.
Dan
Ehh,no dobrze....,a zaciszne miejsce to gdzie konkretnie? - dopytał z szerokim uśmiechem
Dan:
Hmm... Na tym wzgórzu, niedaleko młynu. No nic, chodźmy - Sophie uśmiechnęła się do Ciebie i poszła za matką Dana.
Vito:
Cofnąłeś się kilka kroków do tyłu i odwróciłeś. Serce stanęło ci w gardle... Kilka metrów przed Tobą nagle pojawił się czarny mag. Jego szata była czarna, ozdobiona czerwonymi ornamentami, niekiedy przypominającymi jakieś litery, a na ramionach nosił żelazne naramienniki. Twarz miał zaś przysłoniętą długą, czerwoną maską z kilkoma wyżłobieniami. Jest on jednak bardzo wysoki... i to zbyt jak na zwykłego śmiertelnika.
Wszyscy zatrzymaliście się, a on przemówił do was ciężkim, a zarazem ostrym głosem - Ah... Wy ludzie. Jakimi wy potraficie być głupcami. Wchodzić prosto do paszczy lwa...
Vito
Przełknął ślinę, otrząsnął się jednak zaraz, dobył miecza i krzyknął No bierzcie tego skurwiela, napierdalać tym lodem, czy co tam macie!!
Dan
Odwzajemnił uśmiech i odprowadzał je jeszcze przez chwilę wzrokiem po czym otrząsnął się i zaczął szukać Randolpha starając się jak najszybciej dołączyć do rozmowy.
Dan:
Randolph pracował akurat przy polu. Nie czekając na pytania najemnika przeszedł od razu do rzeczy - Te, co się tutaj wyprawia na tej wyspie? Normalnie przelewają się tutaj armie pieprzonych strażników i wojskowych...
Vito:
Strażnicy i żołnierze zaatakowali tym, czym mieli przy sobie, lecz nekromanta najwyżej nic sobie z tego nie robił i zaczął rzucać jakieś zaklęcie. Chwilę potem w okół niego pojawiło się kilka nieboszczyków - szkielety odziane w stare pancerze i miecze dwuręczne, które runęły na was niczym lawina na rozkaz swego pana. Walka była bardzo ciężka i zacięta, podczas której niemalże zginęliście, jednak daliście radę i pokonaliście mroczne sługi.
Czarny mag w tym czasie stał na uboczu i przyglądał się temu wszystkiemu. Widząc furie i ból w waszych oczach, ale także wasze zwycięstwo zaklaskał w dłonie i zaśmiał się demonicznie - Nieźle. Naprawdę nieźle jak na knechtów i strażników miejskich. Ale czy podołacie MI? Chyba, że już macie dosyć i dobrowolnie poddacie się mi...
Techniczny:
Vito -72 HP.
Dan
To chyba dobrze,prawda?Wyobraź sobie co by było bez nich, nie narzekaj tylko miej oczy szeroko otwarte a co się tu dzieje sam do końca nie wiem.... - odparł mu ledwo kryjąc poirytowanie że zawraca mu głowę taką sprawą....- Skoro to wszystko to idę.....
Vito
Rozejrzał się wokół, widząc że trzech z nich jako tako jeszcze się trzyma krzyknął trzymając się za bok No bierzcie go zanim was rozwali jakimś zaklęciem, jazda! Sam także próbuje atakować maga, ale stara się zachować ostrożność i trzyma się za trzema sprawnymi wojownikami.
Dan:
Taaa, na razie - odpowiedział niezbyt entuzjastycznie, machnął na to ręką i poszedł dalej pracować.
Vito:
Głupcy - mag wystrzelił trzema kulami ognia w twoich towarzyszy. Dwóch padło osmolonych na ziemię, wijąc się z bólu, trzeci zaś trafił mieczem nekromantę. Niestety twój atak się nie powiódł. Dowódca twego oddziału zadał jeszcze dwa celne ciosy i dosyć dotkliwie zranił przeciwnika, lecz do czasu, dopóki ten nie złapał go w swe ręce. To coś, co skrywało się za maską uniosło go do góry i cisnęło z impetem na ziemię, a następnie w Ciebie. Na twoje szczęście nie zostałeś trafiony, choć teraz musisz się martwić tym co jeszcze ten mag ci zaprezentuje. Na razie podąża wolnym krokiem w Twoim kierunku...
Vito
Ja pierdole, no to tyle, żegnaj piękny świecie... I co teraz? Nie puścisz mnie pewnie wolno, co? spytał, starając się nie okazywać strachu i patrząc prosto w... prosto w maskę nekrofila.
Dan
No,na razie,rozchmurz się nieco - powiedział pocieszająco po czym udał się aby dołączyć do Sophie i swojej mamy - Co on okres ma czy jak? Księżniczka się znalazła,czy ja wyglądam jak chodząca informacja?!
Vito:
Nie... Mam co do Ciebie inne plany. Mój pan na pewno będzie zadowolony z ofiar, które mu przygotuję... Na pewno. Oraz ze swoich nowych sług. Być może ujrzysz dzień, w którym ponownie zstąpi na te ziemie w pełnej chwale i potędze. Choć jako kto... Tego się później dowiemy - nekromanta zatrzymał się wpatrując się cały czas w Ciebie.
Vito
Szukaj tych sług wśród innych, ja się na to nie piszę. Bierz tych co tu leżą, no nic, idę kolego, jakiś medyk musi mnie poskładać... machnął ręką, odwrócił się od nekromanty i zaczął podążać w stronę ścieżki.
Vito:
Przeszedłeś parę kroków i poczułeś, że słabniesz. Słyszysz też za sobą krzyki strażników, że jesteś tchórzem i zdrajcą Z każdym kolejnym krokiem było coraz gorzej, aż w końcu upadłeś bezwładnie na ziemię. Ostatnimi słowami, jakie słyszałeś były "Ciebie to nie ominie... Już ja się o to postaram." i straciłeś przytomność...
Edward
Wybacz... Za dużo piwa, bym wszystko spamiętał! Ale! Pirat złapał Diane za ręce i jeśli ta nie ma nic przeciwko zaczyna z nią odtańcowywać jakiś dziwny, szalony taniec nucąc głośno przy tym skoczną melodię.
Edward:
Nieeeee... Na tańce nie mam siły... ani weny hehe. Chodźmy lepiej do tego miasta - odparła ci zabierając od razu swoje ręce. Chyba się trochę speszyła biedaczka... Może onieśmieliła ją Twa uroda? W każdym razie... Dotarliście w końcu do miasta - No... To jesteśmy na miejscu. Gdzie ten mag?
Edward
Na placu świątynnym pewnie siedzi i drze jape głosząc kazania, cały dzień gadając to samo hehehe. Może nie zamrozi mi kuśki jak mu przerwę - rzekł uśmiechając się i prowadząc Diane do Vatrasa.
Dan:
Widzisz jak dwie siedzą pod młynem i rozmawiają z sobą. Słyszysz, że matka wypytuje ją co do jej życia w Khorinis. Gdy tylko podszedłeś do nich rozmowy ucichły, a matka spytała - No.. I co tam chciał Randolph?
Edward:
Jak będziesz grzecznym chłopczykiem to nie zamrozi. Poza tym taką lodową pałą może też coś zdziałasz, kto wie... Podobno im większy tym lepszy.
Vatras siedział w swej kaplicy na ławie, studiując jakąś księgę. Zdaje się, że nie zauważył jeszcze Ciebie...
Dan
Machnął ręką siadając koło nich - A nic ważnego,zawracał mi głowę tylko....,a Wam jak idzie?
Dan:
- Całkiem nieźle...
- A ty co taki ciekawski, hmm? - zapytała się Sophie nieco żartobliwym tonem.
Dan
No wiesz....,chcę wiedzieć czy będę musiał się z Tobą tutaj użerać czy nie.... - odparł w podobnym tonie
Dan:
Chyba ja z Tobą... - odparła ci Sophie. Matka zaś dodała - Zobaczymy. Przemyślimy jeszcze te sprawę z ojcem.
Dan
Ty ze mną? Moje towarzystwo to czysta przyjemność.... - powiedział z uśmiechem - Oczywiście mamo,naradźcie się na spokojnie....
Dan:
- A moje to nie? - również powiedziała z uśmiechem
- To ja was zostawię na razie. Idę sobie porozmawiać z nim, żeby zobaczyć co on ma do powiedzenia
Dan
Hmm,po chwili zastanowienia myślę że da się z Tobą wytrzymać....- mruknął opierając się o ścianę młyna i lekko przymykając oczy
Dan:
A z Tobą chyba też... Chyba... - odparła ci Sophie. Po chwili ciszy znowu się odezwała - A jak tam praca u maga?
Dan
Znośnie....,znośnie ale ciężko,teraz mam chwilę przerwy a potem znowu będę musiał latać po całej wyspie - odparł z ciężkim westchnięciem
Dan:
A ten twój kolega gdzie się podziewa?
Dan
Pewnie dalej pije....,ehh,sam bym się napił ale nie mogę sobie pozwolić na taką przyjemność....