-
Maikh
Zsiadł z Sani i przywiązał go za uzdę do poprzeczki przed budynkiem. Zdjął siodło i czaprak, by wydobyć spod niego dzwonki ryb. Spojrzał na posklejaną sierść konia, pokręcił głową U trzeba by było Cię wyczyścić, upaprałeś się nieco moim jedzeniem. Przewiesił derkę i siodło przez belkę i wszedł do budynku.
-
Alda
Nie martw się, ona jest już szczęśliwa w swym jelenim raju... Rozwesel się trochę! Złapała ją za dłonie i pociągnęła jakby do tańca śmiejąc się radośnie.
-
Aurelia
Także się roześmiała i bez oporu dała pociągnąć za rękę,widząc wybrankę w tak dobrym nastroju nie potrafiła się dłużej smucić - Kochana jesteś!
-
Alda
Zaczęła prowadzić Aurelię w wesołym i skocznym tańcu, który choć niezbyt kunsztowny to miał raczej bawić. Śpiewała przy tym piosenkę o radosnej melodii, jaką zdarzało jej się słyszeć eskortując karawany czy w czasie odpoczynku w karczmach:
Sera nigdy nie była zgodną dziewczyną -
Jej język opowiada historie rebeli.
Ale była bardzo szybka,
Szybko obchodziła się z łukiem
Nikt nawet nie wiedział skąd się pojawiła.
Sera nigdy nie była cichą dziewczyną -
Jej ataki są głośne i rozkoszne
Ale znała sposoby szlachciców
I wiedziała jak ich rozzłościć
Zawsze powtarzała,
"Czemu zmieniać przeszłość
skoro możesz zdobyć ten dzień?"
Dzisiaj będzie walczyć
By być na swojej drodze
Jest łotrzykiem i złodziejem,
I pokusi Twój los.
Sera nigdy nie była bogatą dziewczyną -
Powiadają że żyje w karczmie
Ale była ostra
I szybko obchodziła się z łukiem
Strzały biły jak smok
Sera nigdy nie była delikatną dziewczyną -
Jej oczy były ostre jak brzytwa
Ale znała sposoby zwykłych ludzi
I wiedziała jak ich użyć
Zawsze powtarzała,
"Czemu zmieniać przeszłość
skoro możesz zdobyć ten dzień?"
Dzisiaj będzie walczyć
By być na swojej drodze
Jest łotrzykiem i złodziejem,
I pokusi Twój los.
-
Aurelia
W miarę jak ukochana śpiewała kolejne wersy piosenki czuła coraz większą radość ale i wzruszenie,domyślała się że to dla niej jest wykonywana ta pieśń....,gdy tylko dobiegła końca mocno objęła Aldę i wyszeptała - Kocham Cię,tak bardzo Cię kocham,wiesz?
-
Alda
Odwzajemniła mocny uścisk przez chwile tak tuląc Aurelię. Wiem, chodź, przywiążemy nasze konie i coś zjemy zaraz, bo trochę zgłodniałam od tego tańca - rzekła wciąż z uśmiechem.
Techniczny
Zgodnie z postanowieniem przywiązuje konia i wchodzi wraz z ukochaną do środka.
-
Aurelia
Tak,ja też.... - mruknęła,nie chcąc wypuszczać ukochanej z objęć,jednak po dłuższej chwili niechętnie to zrobiła,przywiązała Lisiczkę do żerdzi i mocno wzięła lubą za dłoń udając się wraz z nią do środka
-
Morghar
Uwiązał Ugryzia do kołka i rzucił przy tym beznamiętnie i od niechcenia Siedź. Wszedł wraz z pozostałymi do karczmy nie śpiesząc się przy tym.
-
Dagoth:
Dagoth przywiązał swojego wierzchowca tak jak inni, pogłaskał go jeszcze tylko i wszedł do zajazdu.
-
Wszyscy
Weszliście do zajazdu, karczma jakich wiele w Imperium, mag zaproponował za to że nie porzuciliście Go na pastwę losu postawi Wam obiad
-
Alda
Miły gest, doceniam - odparła magowi na jego propozycję i wyraźnie rozweselona nie puszczając dłoni Aurelii, usiadła przy stole wraz z ukochaną, jeśli ta nie oponuje to włazi jej na kolana, obejmując za szyję.
-
Maikh
Rzeknij tylko karczmarzowi, że potrzebuję jakiegoś osobnego pomieszczenia, by móc go zjeść odparł Rehlynowi.
-
Maikh i Pozostali
Ano rzeknę, tylko powiedzcie co chcecie zjeść to dopytam karczmarza czy ma
-
Morghar
Jak wszystkim to wszystkim. Zasiadł przy stole razem z resztą towarzystwa. Jakiegoś mięsiwa na ciepło i pajdę chleba do tego dla mnie poproszę.
-
Maikh
Nie będę Cię narażał na koszty, mi może podsmażyć moje ryby.
-
Regina
I mnie możesz zamówić to co Morgharowi. Usiadła koło niego...
-
Aurelia
Tak,nam też....,i może jakieś piwo albo wino do tego? - odparła z uśmiechem,bawiąc się włosami ukochanej i obejmując ją w pasie
-
Dagoth:
Taka niby nagła przemiana i chce nam obiad stawiać? Chyba, żeby powiedzieć mi i Morgharowi "nie" specjalnie teraz, a reszcie ten obiad zamówić - I mnie to samo co Reginie i Morgharowi... - odparł, po czym usiadł obok kawalerzysty.
-
Maikh
Kielicha dobrego wina i ja nie odmówię dodał. Człowiek nie wielbłąd, od czasu do czasu musi się napić czegoś smaczniejszego od wody.
-
Alda
Jak uważasz, Aurelio... Rzekła przymykając oczy i... Zamruczywszy cicho jak kotka. Cholera! Co się ze mną dzieje!
-
Wszyscy
Mag złożył zamówienie, dla Maikha znalazło się coś w stylu schowka na zapleczu, niedługo otrzymacie posiłek, Rehlynn wygląda dużo lepiej niż rano widocznie po drodze już korzystał z magii
Techniczny
Mag -3 cesarskie orgi
-
Morghar
Aż dziw że mnie i Dagothowi też postawił żarcie, chyba niezbyt nas lubi... Szepnął do Reginy po jakimś czasie.
-
Aurelia
Także przymknęła oczy wtulając się w ukochaną i siedziała tak w milczeniu,po prostu ciesząc się jej bliskością....
-
Regina
A dziwisz się? Prosił was o posiłek a Wy mu odmówiliście na zasadzie, "nie bo nie" Ja bym na Waszym miejscu uważała na te jedzenie... Może chce Was otruć? odpowiedziała cicho kawalerzyście i się jednocześnie do niego uśmiechnęła... W głosie wyczuć można było, że Renia żartuje.
-
Morghar cicho
Taa, dam komuś na sprób jedzenia z mojego talerza. Może ta cała Alda się zgodzi? A nuż rzeczywiście chce mnie otruć... Odparł również żartobliwie, nieznacznie uśmiechając się.
-
Maikh
Ruszył spożyć posiłek na osobności. Po drodze zagaił karczmarza - Przypilnuj by nikt nie wchodził do tego schowka, zanim z niego nie wyjdę. Jeśli ktoś zobaczy moją twarz, będę musiał go zabić.
-
Alda
Gdy karczmarz podał jadło, zeszła z kolan ukochanej i usiadła obok niej. Obdarzyła ją promiennym uśmiechem i zaczęła jeść, mówiąc między kęsami - podszkoliłabyś mnie w łucznictwie, gdy bedziemy miały więcej czasu? Zawsze wolałam walczyć oko w oko z przeciwnikiem... Ale po ostatniej pogoni za mną doceniłam i strzelectwo.
-
Aurelia
Oczywiście skarbie,z przyjemnością! - powiedziała uradowana odwzajemniając uśmiech i zabierając się powoli za jedzenie - Nie poproszę o to samo z mieczem bo jestem zupełnie beznadziejna,tylko z łukiem potrafię sobie radzić....
-
Alda
A to już ja ocenię, ważne że jesteś zręczna, a to bardziej się liczy w fechtunku niż siła uderzenia. Choć w większym starciu ważniejsze by mocniej rąbnąć - odparła ukochanej.
-
Aurelia
Sprawię Ci tylko zawód,to naprawdę kiepski pomysł - odpowiedziała markotnie....
-
Alda
Nie sprawisz mi zawodu, nie we wszystkim musisz być dobra, ale chcę byś potrafiła sama się obronić, gdy już łuk będzie nieprzydatny. Nie zawsze dosiadasz swego konia, nie zawsze możesz strzelać, czasem trzeba albo walczyć z bliska, albo... A na to nie pozwolę, rozumiesz? Powiedziała patrząc jej w oczy poważnym tonem.
-
Regina (Cicho)
Popatrzyła na talerz kawalerzysty... Hmm jak nie chcesz jeść albo się boisz że zatrute, to dawaj mi ja zjem.. he he he
-
Aurelia
Wiem,to cudowne że tak się troszczysz ale i z bliska sobie umiem łukiem radzić hihi.... - odparła z uśmiechem delikatnie kładąc jej dłonie na policzkach
-
Alda
Westchnęła ale odpowiedziała tylko krótko - wierzę ci, jedzmy. Zabrała się znów za posiłek, a gdy obie skończyły, wstała i rzekła do ukochanej - idę na zewnątrz się przewietrzyć, rozstępuję też Asandera żebym potem jak galopem pognamy nie miała problemów z chodzeniem hehe.
-
Aurelia
To....,nie jedziesz już ze mną? - zapytała z niewinną miną bawiąc się swoimi włosami
-
Alda
Lisiczkę chcesz zajeździć? Ona jest niewielka, dla niej to spore obciążenie gdy we dwie jej dosiadamy... Poza tym... Też chciałabym się nieco przejechać, choć sen w twych objęciach był bardzo miły... No chodź ze mną - wyciągnęła dłoń w jej stronę.
-
Aurelia
Westchnęła ciężko i podała jej rękę z lekko zasępionym obliczem nie odzywając się już ani słowem....
-
Morghar cicho
Nie przesadzajmy, ufam towarzyszom, a nie jak Tw... Maikh. Szmatkę z twarzy chciał ściągnąć przy nas to się obaj z Dagothem oscentacyjnie odwróciliśmy, a ten zaczął pieprzyć że skoro my mu nie ufamy to on nam też nie zaufa. Dziwny, dziwny człek...
-
Maikh
Zjadł posiłek powoli i ostrożnie, postanowił jednak odłożyć ości na półmisek, zwłaszcza że niektóre z nich były dość grube. Chciała mnie wykończyć, czy rzeczywiście są takie pożywne? O tym że mogą w jelicie utknąć rzekła dopiero gdy nie wiadomo było co zaszkodziło magowi. Dziwna kobieta z tej Reginy, ciężko stwierdzić jakie naprawdę ma intencje. Założył obydwa zawoje i wyszedł z magazynku. Podszedł do karczmarza.Chciałbym kupić dwa juki, jeden z zapasem sucharów i suszonego mięsa na czas potrzebny do dotarcia konno do Ponke Laa, drugi zaś z odpowiednim na tą podróż zapasem paszy dla wierzchowca i obrokiem.Zapłacę dodatkowo, jeśli ktoś z obsługi zna się na oporządzaniu konia i wyczyści mojemu wierzchowcowi sierść na grzbiecie i czaprak, trochę je upaprałem rybami.
-
Alda
Wyszła z ukochaną na zewnątrz, trzymając mocno jej dłoń. Gdy stanęły przy Asanderze, powiedziała - czemuś taka smutna... Asander, hop! Krzyknęła klepiąc konia w bok, tam gdzie się łydkę dociska a ten dostawszy znak, parsknął radośnie i uniósł przednią nogę w górę, w stronę Aurelii. Koczowniczka się zaśmiała myśląc - warto było go uczyć tych sztuczek, może chociaż Aurelia się rozweseli.