Kersijana
Kersijana popatrzyła na królową z wdzięcznością... Nie wiem gdzie ma księgę... Myślałam, że mu dasz jeszcze pożyć trochę.... Mówiła ledwie powstrzymując się od płaczu z bólu...
Wersja do druku
Kersijana
Kersijana popatrzyła na królową z wdzięcznością... Nie wiem gdzie ma księgę... Myślałam, że mu dasz jeszcze pożyć trochę.... Mówiła ledwie powstrzymując się od płaczu z bólu...
Catherine
Nie traciła czasu na jej narzekanie i pomogła jej dosiąść swoją klacz następnie zaś zajęła miejsce za jej plecami i objęła ją w pasie od razu wyruszając,zbyt martwiła się o mamę by zwlekać....Wypytuje niemal każdego napotkanego przechodnia czy nie widział gdzieś dwóch elfek....
Kersijana:
Po co, żeby cię zastrzelił? Ja nie zostawiam nikogo na pastwę losu, jak to zwykli czynić co poniektórzy - odparła Lothiriel, podchodząc do ciała kultysty i wyjmując z niego swój miecz. Królowa kuśtyka i co chwila łapie się za ranę na boku. Szukaj tej przeklętej księgi - syknęła.
Catherine:
Napotkałyście znajomego Ci strażnika, Alnurfa. Widziałem, jak przejeżdżały na jednym koniu, kierując się gdzieś w stronę zamku. Ale szybko przemknęły, ciężko więc stwierdzić gdzie podążały - rzekł. Betty tymczasem wtrąciła do niego - wiesz, że moja siostrzyczka będzie niedługo księżną?
Catherine
Dziękuję,to już coś....A teraz wybacz,musimy je dogonić.... - odparła i nie czekając na odpowiedź pognała konia we wskazaną stronę w międzyczasie pytając siostrę - Jaką księżną?Co Ty opowiadasz siostro?Na pewno nie uderzyłaś sie i w głowę? Hihi
Kersijana
Chcesz powiedzieć mi, że zostawiłam cię na pastwę losu? dobrze,, obiecuję ci załatwić sprawę z Adelą i nasze drogi sie rozejda... Na zawsze... skoro zawodzę cię na każdym kroku... Kersijana równie jak królowa syknęła i zaczęła szukać księgi.
Catherine:
Normalną, przecież logiczne, że siostra królowej to księżna, chyba nie sądzisz że nie dostaniesz nobilitacji jeszcze w dniu mojej koronacji - odparła Betty szczerze. Przed sobą, dość daleko, widzisz uszykowaną w formację grupę halabardników. Stoją na całej szerokości ulicy i nie ma szans ich wyminąć... Jedyna droga wiedzie przez wąskie, boczne uliczki.
Kersijana:
Skoro tak chcesz to droga wolna! Odparła Lothiriel ze łzami w oczach, dodając - kochałam twoją matkę i staram się dostrzegać w tobie jak najwięcej dobra, ale czasem... Czasem choćbym nie wiem jak chciała to widzę więcej zła...
Catherine
Aż zaniemówiła na słowa siostry jednak nic nie odparła bowiem nie było czasu na dyskusje o tytułach....Dlatego mimo to podjechała do halabardników i powiedziała tak uroczo i słodko jak tylko mogła - Dzielni żołnierze zrobicie przejście dla pięknych pań?Bardzo nam się spieszy....
Kersijana
Wiesz co mi kiedyś powiedziała?.... Kersi nie przestawała szukać księgi... Widzimy w innych to co chcemy zobaczyć....Może miała rację... Ty też myślisz że Cię zdradziłam... Adela też na mnie dziwnie patrzy. Nie wspomnę o tym, że to wina Cathy. Miała jakąś wizję i zobaczyła to co jej wygodne... Od samego początku jej zadrą jestem choć nic jej nie zrobiłam... Ale nie jest dla mnie nikim ważnym bym chciała się przed nią tłumaczyć... Ja do niej wyciągałam rękę ale ona ją za każdym razem odrzucała... Jedynie Adela trzyma mnie jeszcze przy życiu. Ale za chwilę znajdziemy tę pieprzoną księgę i wszystko się skończy..
Catherine:
Jeden z żołnierzy, który stoi najbliżej was, zarumienił się od razu, gdy takim tonem zaczęłaś mówić... Już chciał coś rzec, gdy podszedł dowódca oddziału i krzyknął - ani mi się ważyć! Trzeba trzymać szyk! Jak tego się nie nauczycie, to was powybijają! Hahaha! Naprzód, marsz! Oddział powoli ruszył naprzód w waszą stronę... Aj! Jak wreszcie będę królową, to nauczę was posłuszeństwa wobec dam! Krzyknęła Betty i zatkała usta dłonią od razu, zorientowawszy się co powiedziała...
Kersijana:
Wszędzie doszukasz się czyjejś winy, ale swojej nigdy Kersi... Odparła królowa łzawiąc. Tymczasem znalazłaś księgę, na okładce jest wymalowana paszcza węża, z ogromnymi zębiskami.
Kersijana
Podeszła do niej z księgą... To popatrz mi w oczy i zobacz moje winy.... Przecież wiesz o czym myślę.... Nie mam nic do ukrycia...