Catherine
No już,wiem Betty....Ale masz rozbite kolano i kuśtykasz i tak nie wejdziesz na to okno....Proszę pilnuj Rosie i zostań tutaj,znajdę mamę,obiecuję....To jak,poczekasz kochanie? - rzekła już dużo łagodniej
Wersja do druku
Catherine
No już,wiem Betty....Ale masz rozbite kolano i kuśtykasz i tak nie wejdziesz na to okno....Proszę pilnuj Rosie i zostań tutaj,znajdę mamę,obiecuję....To jak,poczekasz kochanie? - rzekła już dużo łagodniej
Kersijana
Podziękowała. Popatrzyła na jej rany. Trza Ci czego? zapytała już mniej oschle ale nadal nie była ciepła w obyciu...
Catherine:
No dobrze, ale podsadź mnie na Rosie, dobrze? Spytała ocierając łzy.
Catherine
Podsadzę maleńka,ale proszę,zaczekaj na mnie grzecznie.... - powiedziała pomagając jej wsiąść na konia,pogłaskała ją jeszcze po nodze po czym nie czekając na odpowiedź rozejrzała się czy nikt na nie zwraca na nią uwagi i zręcznie wskoczyła przez okno do środka od razu po tym dobywając miecza....
Catherine:
Ujrzałaś w budynku Kersijanę oraz Lothiriel, trzymającą jakąś księgę pod pachą...
Kersijana:
Po zrobieniu Ci opatrunku, poszłyście na górę, gdzie zobaczyłyście Catherine...
Catherine
Kompletnie ignorując Kersijanę podbiegła do Lothiriel i wpadła w jej ramiona mówiąc z przejęciem - Mamusiu,tak się bałam,co Ty tutaj robisz?O nie,jesteś ranna!Dlaczego mi nic nie mówiłaś? I co to za księga? - nie czekając na odpowiedź zaczęła gorączkowo oglądać jej ranę i sięgać po bandaż....
Kersijana
Dupę jej poliż...pomyślała widząc Cathy ale potem już ją zupełnie ignorowała. Szła w kierunku wyjścia bo miała dość tej zatęchłej dziury. A teraz to powietrze było już zupełnie zepsute...
Spokojnie córeczko spokojnie... Nic poważnego... Szepnęła Lothiriel, chciała już dalej mówić, gdy nagle, jeszcze zanim Kersijana dotarła do wyjścia, do wnętrza domu wskoczyła przez okno Betty dosiadając Rosie... Łoł! Spokojnie Rosie, iiihahaaa! Krzyknęła królewna.
Kersijana
No to rodzinka w komplecie.... No to w takim razie nic tu po mnie.Nie była zdziwiona że Betty nie zrobiła sobie teraz krzywdy... Toż to jej koń miał przynajmniej odrobinę oleju w głowie i zwinnie wparował przez okno bezpiecznie transportując swoją Panią... Przeszła obok nich i gdy stanęła przy oknie zawołała Mirillia Lassi by podszedł pod okno.
Catherine
Spojrzała na Betty ze smutnym obliczem i niemal płaczliwym głosem rzekła - I co teraz mądralo?Naprawdę nie mogłaś zaczekać?Tyle razy prosiłam a Ty i tak swoje.... - zaczęła delikatnie bandażować rany matki,chlipnęła i dodała - A więc?Co tu robisz i co to za księga mamo?I dlaczego mi nie powiedziałaś?Znów jesteś ranna bo znów mnie przy Tobie nie było....Nie ufasz mi?