-
Kersijana:
Mirillia Lassi podszedł do okna, ustawiając się tak, byś mogła go od razu dosiąść.
Catherine:
Przestań tak mówić, ufam ci ale spieszyłam się... Posłuchaj, na Adelę poluje mroczne bóstwo Azi Dahaka, ta księga jest jedyną szansą na jej uratowanie, rozumiesz? Nie czas teraz na rozmowy ani opatrywanie moich ran, ruszajcie się obie! Pojedziemy na Rosie - rzekła królowa.
-
Kersijana
zeszła na Mirillia Lassi i pospiesznie ruszyła Po Adelę. Nie oglądała się za siebie...
-
Catherine
Przeraziły ją jej słowa a oczy zaszły łzami - A nie sądzisz że skoro chodzi o naszą siostrę to też powinnyśmy brać w tym udział?O tym z nią wtedy rozmawiałaś tak?Dlaczego Ty mnie okłamujesz mamo...Zrobiłaś to już dwa razy,a przynajmniej o dwóch razach wiem....Jak ja mam....Wiesz co?Nieważne,jedźcie we dwie,Rosie jeszcze połamie nogi jak wyskoczy z naszą trójką na plecach....Ja sobie jakoś poradzę....
-
Kersijana:
Dotarłaś do szpitala, zastając Adelę siedzącą obok Lilly. Ciociu! Krzyknęła, machając Ci ręką ucieszona.
Catherine:
Córeczko przestań, ja starałam się ratować Adelę, nie było czasu na takie coś! Kocham was wszystkie, pomóżcie mi teraz, proszę was! Nie obwiniaj mnie! Zaczęła krzyczeć rozgorączkowana Lothiriel, roniąc łzy. Rosie się nie połamie, to silny rumak bojowy a my jesteśmy leciutkie - rzuciła Betty.
-
Catherine
Dobrze,rozumiem....- Ale to wciąż nie wyjaśnia Twoich kłamstw.... - odparła krótko i pomogła jej dosiąść Rosie po czym sama zajęła na niej miejsce....
-
Catherine:
Później porozmawiamy! Krzyknęła zapłakana Lothiriel. Betty szarpnęła wodzami mocno, rozpędziła Rosie i wyskoczyłyście przez okno na niej, gnając dalej cwałem.
-
Catherine
Całą drogę milczała obrażona na nie obydwie,Betty jej podpadła tym że jej nie posłuchała mimo wielokrotnych próśb,mamie zaś czuła że nie może już ufać bowiem ta oszukała ją co najmniej kilkukrotnie,bardzo ją to bolało ale czuła że musi się jakoś pogodzić z tym faktem....
-
Catherine:
Przestałaś mi już ufać córeczko... Ale musisz wiedzieć, że czasem trzeba wybrać mniejsze zło, wolę was okłamać niż stracić którąkolwiek... Usłyszałaś w swej głowie głos Lothiriel.
-
Catherine
Nigdy więcej nie używaj na mnie magii!Nie mam Ci nic więcej do powiedzenia....
-
Kersijana
Wreszcie zagościł na jej twarzy uśmiech. Szczery i pogodny... Pełen radości... Kersi widząc Adelę zapomniała zupełnie o ranie... Podbiegła praktycznie do dziewczynki i już miała ją objąć... Niestety przy rozłożeniu ramion odezwała się boląca ręka... Chodź Moja Mała Księżniczko... Przejedziemy się.. Twój rumak czeka na Ciebie Moja Pani.... Kersi wyciągnęła zdrową rękę do dziewczynki zachęcając by podała jej swoją...Ukrywała Ból nie chcąc niepokoić dziewczynki...