-
Catherine
Westchnęła ciężko i wstała powoli tak by nie zbudzić wtulonych w nią Adele i Rity.... - Muszę porozmawiać z mamą,albo się zrozumiemy albo wykończymy....Powiedziała bym żebyś została i dała nam porozmawiać na osobności ale wiem że i tak mnie zignorujesz.... - rzekła szeptem ze smutkiem,po czym odmierzyła porcję dla siebie i królowej i wyszła boso za nią zamykając za sobą cicho drzwi
-
Catherine:
W czasie, gdy szłaś za Lothiriel usłyszałaś jak znów drzwi cicho się otwierają i zamykają... A także dźwięk delikatnie stawianych, bosych stóp na podłodze, domyślasz się więc kto to idzie za Tobą, od progu do progu... Napotkałaś Lothiriel siedzącą na parapecie, z wzrokiem zawieszonym na czymś za oknem.
-
Catherine
Westchnęła ciężko i podeszła do mamy kładąc obok niej zawiniątko z jedzeniem a następnie położyła jej dłonie na ramionach mówiąc szeptem tak by nawet zakradająca się za nią Betty nie mogła jej usłyszeć - Mamo....Dobrze wiedziałaś że tak zareaguję,a mimo to mnie okłamałaś....Mogłaś powiedzieć tylko mi używając pierścienia,albo chociaż dać mi to jakoś do zrozumienia....Może i bym się załamała ale na pewno bym to przełknęła i pomogła Ci ze wszystkim....A i tak poszłaś sama....Powiedz mi,jak mam Ci ufać kiedy wiem że możesz mnie okłamać w każdej chwili?Czy do Ciebie nie dociera że ja jestem taka jak Ty jeśli chodzi o troskę?
-
Catherine:
Wiem, że jesteśmy pod tym względem takie same... Dlatego spójrz na mnie, prosto w moje oczy i odpowiedz mi na pytanie: mogłabyś mi powiedzieć coś, co by mnie załamało, wystraszyło i doprowadziło do płaczu, jeśli dałoby się tego uniknąć? Bo moje serce krwawi na widok waszych łez - szepnęła.
-
Catherine
A zastanowiłaś się jak byśmy ryczały gdybyś nie wróciła? - odparła nie chcąc się otwarcie przyznać do tego że jej mama miała w tej chwili rację....
-
Catherine:
Wolałam sama się narazić, niż i siebie i ciebie... Poszłabyś wtedy ze mną na pewno, a ta anakonda mogłaby pożreć nas obie... Cathy nie oszukujmy się, nie jesteś tak zwinna jak Noldorki, a tylko dzięki zwinności dałam sobie wtedy radę... Gdybym ci powiedziała, mogłybyśmy obydwie nie wrócić, rozumiesz? Pomyśl co by było, gdyby Betty z Adelą straciły nas obie...
-
Catherine
Nie chcę o tym myśleć mamusiu.... - rzekła przygryzając wargę po czym nie wytrzymała i wybuchła płaczem przytulając się do niej mocno - Przepraszam za to że Cię nie rozumiałam....Ale nie mogłam się pogodzić z tym że mnie oszukujesz,nawet w takich sprawach....I że mogła byś zginąć....A już raz zawiodłam dając Ci odjechać....
-
Catherine:
Nigdy mnie nie zawiodłaś córeczko... Szepnęła przytulając Cię mocno, dodając po tym - nie myśl o tym, dzisiaj wielki dzień... Poznasz mojego męża. A ja jeszcze na te kilka miesięcy włożę królewską koronę...
-
Catherine
To tym bardziej musisz jeść....A Twój mąż jaki jest?Jeśli jak Elrohir to lepiej żeby nie wiedział o naszym istnieniu.... - wyjąkała przez łzy podsuwając mamie jej porcję i samemu niemrawo zabierając się za swoją,kwestie zawodu zgodnie z jej radą pominęła....
-
Catherine:
Nie darzy ludzi nienawiścią, są mu obojętni. Ale jest też szlachetny, odważny i dobry, w końcu nie bez powodu stałam się jego żoną i przez tyle setek lat dochowuję mu wierności... Odrzekła również zabierając się za jedzenie. Usłyszałaś tymczasem jakies stuknięcie i ciche "auć"...