Robert
Banda debili, ale jak można po plebsie oczekiwać by się szlacheckim rumakiem umiał porządnie zająć - złorzecząc pod nosem na głupotę motłochu zaczął iść szybkim krokiem na dziedziniec
Wersja do druku
Robert
Banda debili, ale jak można po plebsie oczekiwać by się szlacheckim rumakiem umiał porządnie zająć - złorzecząc pod nosem na głupotę motłochu zaczął iść szybkim krokiem na dziedziniec
Robert:
Na schodach dogoniłeś Agnes, idzie powolnym krokiem też jakby zamyślona.
Robert
Pani,Twój rumak szaleje na dziedzińcu - powiedział jak gdyby nigdy nic i minął ją wciąż idąc szybkim krokiem
Robert:
Co? Nie czekając na odpowiedź wyraźnie zaskoczona pobiegła na dziedziniec, o mało nie przewracając jednego ze służków po drodze. Na zewnątrz wyszedłeś zaraz za nią i zobaczyłeś, jak się chichra po cichu z pacholika skaczącego przez stół, przy którym są zapisy na turniej. Zaraz zanim pędzi rozwścieczony koń przewracając tenże stół... Na to hrabia Rajmund przestał się śmiać i wykrzyczał - zatrzymajcie tego rumaka, bo szkód nam narobi! Jeden z rycerzy bez wahania pobiegł za destrierem i spróbował wskoczyć na niego łapiąc się jego szyi. Imponujący to widok, ów rycerz nawet zdołał przerzucić drugą nogę przez koński zad i przez chwilę znalazł się w siodle, zaraz jednak stracił równowagę i potężnie grzmotnął na ziemię a reszta ponownie wybuchła śmiechem.
Robert
Stanął koło Agnes i również począł z lekkim rozbawieniem obserwować poczynania wyprowadzonego z równowagi rumaka jak i kolejnych śmiałków próbujących go dosiąść.
Gunter
Pan kocha męczenników co w jego imieniu życie oddają. Jam Gunter von Evelntropp z Regensbruga w Bawarii. Rzekł ze stoickim spokojem mimo, że w środku się w nim gotowało, po czym ruszył kupić rękawice. Jechał wolno i baczył na drogę.
Adriano
Adriano de Silan - Adriano pojechał za Gunterem w jego tempie.
Robert:
Na nic były starania kolejnych to rycerzy, odwagi i umiejętności im nie brakuje ale ten koń ma jedną panią... W końcu Agnes przestała się śmiać i krzyknęła po łacinie - odsunąć się! Podeszła wolnym i spokojnym krokiem w stronę rozzłoszczonego rumaka patrząc prosto w jego oczy. Ten parsknął kilka razy, a gdy już była obok niego stanął dęba bijąc kopytami w powietrze, niemal przed nosem kobiety. Ta jednak niewzruszona odczekała aż opadnie na cztery kopyta i mówiąc coś po francusku spokojnym i pięknym głosem, położyła swą piękną, zdobioną obrączką dłoń, na jego szyi. Koń nagle całkowicie się uspokoił i utulił do swej pani, jak gdyby była to inna istota niż sprzed chwili... Wszyscy rycerze, którzy nie brali udziału w uspokajaniu wierzchowca zaczęli klaskać w dłonie, a ci poobijani schodzić na bok w wielkim bólu...
Reszta:
Jak Boga kocham! Końskie rzycie z nich! Wykrzyknął po łacinie Godwyn śmiejąc się i podążając za wami.
Robert
Mój też tylko mnie słucha - powiedział do Agnes - kiedyś było..... - i nagle ugryzł się w język wchodząc ponownie do środka dworu.
Robert:
... inaczej? Spytała głośno Agnes, zanim zdążyłeś się oddalić. Dalej głaszcze swego konia, widocznie dotyk jej dłoni uspokaja go całkowicie, jest potulny jak baranek.