Rhen
Więc chodźmy. Wszystko lepsze niż stanie na tych wartach.
Wersja do druku
Rhen
Więc chodźmy. Wszystko lepsze niż stanie na tych wartach.
Edward
Gdy zobaczył jak kurtyzana opadła na łoże, zaczął tańczyć zdejmując przy tym spodnie. To będzie niezapomniana dla ciebie chwila, wreszcie trafiłaś na prawdziwego wilka morskiego a nie jakiegoś szczura lądowego, aaahahahaha!!! Wskoczył na łóżko i zaczął obcałowywać piersi kobiety rozbierając ją uprzednio. Po chwili też przystępuje do dzieła kusią...
Dan:
Rusztowanie oraz drabiny nie są w jeszcze tragicznym stanie i chyba powinny was utrzymać, choć lepiej zważać na kroki, ponieważ niektóre deski są już niemiłosiernie spróchniałe. Pochodnia, która rozświetliła wam dno kopalni odsłoniła wam więcej niepokojących szczegółów. Widzicie tam jakieś stare składowisko, lecz to, co przykuło waszą uwagę to to, iż przy jednej z trzech odnóg widzicie małe stosy z ludzkich kości i czaszek. Inne, mniejsze odnogi wydają się wam zostawione w świętym spokoju. Przez myśl przechodziło Ci, co za cholerstwa mogły tam mieszkać i wystroić sobie tak wejście...
No ładnie... Nie wiem jak ty, ale ja mam powoli dość tej jaskini... - wyszeptał.
Falmir:
Dobra, do rzeczy. Wasz kwatermistrz ma kłopoty z zapasami, które tu przywieźliście na wypadek, gdyby orkowie zaatakowali wyspę. Jako, że straż zna obywateli miasta i ludzi poza farmą, a ty swych kompanów z wojska to i postanowiliśmy nawiązać współpracę w tej sprawie. Posłałem dwóch strażników tutaj, żeby się w końcu wykazali czymś więcej niż tylko łażeniem po mieście czy po farmach. Szczegółów tego zadania nie znam, więc po resztę instrukcji masz się udać zaraz do tego kwatermistrza, do magazynu. Czemu Ciebie akurat wybrano na tę misję to mnie nie pytaj. To tyle, zrozumiano? - odparł ci stanowczo i hardo - Co do tej bimbrowni, o której wspominał Roger już się nie martw. Zajmiemy się tym w najbliższym czasie.
Rhen i Vito:
Po dotarciu do koszar widzicie, jak Wulfgar rozmawia z jakimś żołnierzem. Knecht jakiś... Nie widzą was jeszcze.
Edward:
O cholera... Na kogo ja trafiłam? Cóż... Klient to klient - pomyślała sobie widząc dziwny taniec Edwarda i jego śmiech, lecz udając, że nie zwróciła na to uwagi. Gdy rozpocząłeś całą akcję kurtyzana poczęła najpierw przyjemnie wzdychać, aż w końcu i pojękiwać, od czasu do czasu obdarowując Cię czułymi pocałunkami. Byłeś cholernie podniecony i z każdą chwilą przyśpieszałeś i robiłeś swoje z coraz większym pożądaniem. Długo nie minęło, ledwo może parę minut, a ty już powoli zaczynasz szczytować...
Falmir:
Tak jest. Po czym zasalutował i odmaszerował w stronę magazynu, uprzednio biorąc ze sobą cały swój ekwipunek i żegnając się z resztą strażników.
Edward
Łohohooo zaczyna się, efekt kilkutygodniowej abstynencji na morzu!!! Jeszcze przez chwilę kontynuował czynność, nie zapominając również o kolejnych to pocałunkach, aż wreszcie wyjął kuś by przypadkiem nie zrobić bachora kurtyzanie... Pieszcząc jej pierś, wyczekuje na to co dalej ona poczyni...
Vito
Podchodzi do Wulfgara i pyta stając na baczność Kapitan chciał nas podobno widzieć?
Rhen
Stanął na baczność przy Vicie.
Dan
Poczuł jak pot oblewa całe jego ciało a ciarki przechodzą mu po plecach,mimo wszystko schował kuszę i zaczął powoli schodzić na dół starając się przy tym zrobić jak najmniej hałasu,gdy już zejdzie podnosi pochodnię i bacznie się rozgląda dookoła...
Dan:
Randolph szedł od razu za Tobą najciszej jak tylko potrafił, choć po jego minie widzisz, że ma ochotę stąd spieprzać. Wydaje Ci się, że w tej cholernej odnodze się coś dalej świeci za rogiem, ale nie jesteś pewien. Inne wygląda na to, że są całkowicie puste i niezamieszkałe. W okół panuje martwa, zatrważająca cisza...
Edward:
Cholera... Dobra dziewczyno. Szybko kończymy i zmywamy się póki ten wariat nie zażyczy sobie jakiś przedziwnych rzeczy u Bromora... Ciekawe tylko jak będzie szczytować - kurtyzana złapała Twą męskość w swoją dłoń i zaczęła ją szybkimi ruchami masować. Po kilku chwilach doszedłeś, a nasienie z Twej kusi wystrzeliło niczym z armaty, wprost na piersi i kolana dziewczyny.
Rhen, Vito i Falmir:
Kapitan straży odsalutował Ci. Szybko się pożegnałeś ze swoimi, po czym Wulfgar ponownie Cię zaczepił. Tym razem stoi przy nim dwoje strażników. To chyba Ci, którzy mieli rozwiązywać z Tobą sprawę...
Tak, szukałem was... Mam dla was pewne zadanie, w którym będziecie musieli nawiązać współpracę z wojskowymi. Zaraz się dowiecie wszystkiego, niech tylko jeden waszych współpracowników z nich wróci z koszar - po chwili oczekiwania, aż Falmir wyszedł z koszar rzucił i odwrócił się w stronę wojaka. Strażnicy widzieli go jak rozmawiał przed chwilą z Wulfgarem - To on. Zapoznajcie się, chłopcy.
Dan
Poczekaj tu i potrzymaj,ja to sprawdzę - powiedział szeptem oddając farmerowi pochodnię,dobywając swój topór i powoli idąc w stronę poświaty