Ricardo
Puta madre, ale jak z ręki?... powiedział ciszej, jakby do siebie, spoglądając na wnętrze swojej dłoni. Opamiętał się jednak zaraz i ruszył za Rodrigo i Mateo do Corteza.
Wersja do druku
Ricardo
Puta madre, ale jak z ręki?... powiedział ciszej, jakby do siebie, spoglądając na wnętrze swojej dłoni. Opamiętał się jednak zaraz i ruszył za Rodrigo i Mateo do Corteza.
Wszyscy
Po krótkim czasie dotarliście pod namiot który bez wątpienia należy do dowódcy,widzicie Inigo stojącego przed wejściem pilnowanym przez dwóch strażników,jest wyraźnie zniecierpliwiony i poirytowany.....
Mateo
Nie chcą wpuścić czy jak ? zapytał ostrożnie co by nie rozwścieczyć tego wybuchowego człowieka.
Inigo de Gastor
Czekam na koniec narady - odburknął. Znowu te złamane kurwie syny przylazły, chwila spokoju i znowu się użerać z bandą młotów.
Alejandro
Nie odzywał się nic i z cierpliwością czekał.
Ricardo
Masz waść minę jakbyś siedem wsi z dymem puścił. Kamień jakowyś w bucie uwiera, czy co? spytał Inigo.
Inigo de Gastor
Pilnuj swoich małych jajec, a nie kamienia w moim bucie - warknął na Ricardo, nawet na niego nie patrząc.
Rodrigo de Suarez
Uśmiechnął się słysząc docinki hiszpana - Jeszcze, jeszcze... Będę miał ubaw po pachy coś czuję, haha!
Ricardo
Dobrze, zapamiętam, grzeczność na równi z cierpliwością nie jest Twą mocną stroną...
Inigo de Gastor
Końska pyta mnie bardziej obchodzi od tego, co ty sobie zapamiętasz - odwarknął.