-
Arathena
Jeśli zajdzie taka potrzeba to mam zamiar strzelić w niedźwiedzia... Wiem że go nie zabiję i nawet to dobrze.... Rozwścieczony niedźwiedź w ich obozie narobi więcej szkód i problemów niżli cała armia zbrojnych... Nie widzę go ino to domyślam się że w wozie siedzi...
-
Żeby nie móc rozpoznać porywacza, gdy okup zapłacony będzie i swą wolność odzyska. odrzekł w tym samym języku obcy.
-
Anna de Loiret
A to łup wojenny? No dobrze, Roland mi opowiadał że czasem i takie rzeczy się robi... No nic, nie moja to sprawa, jesteśmy podróżnikami, a widząc jakąś karawanę postanowiliśmy przywitać się, porozmawiać...
-
Nie, żaden łup wojenny, to tylko porwanie przyszłej Panny Młodej. Narzeczony winien zapłacić za Nią okup, jeśli chce Ją za żonę pojąć odparł w staroświatowym mężczyzna ruszając dalej w swą drogę.
-
Christophe Leroy
Cóż... Zobaczymy, Aratheno.
-
Anna de Loiret
Och jakie to romantyczne, Alessio, zapłaciłbyś za mnie okup?
-
Alessio
Hę? Oczywiście że tak,co to za pytanie....,albo spróbował bym Cię odbić.... - odparł kładąc jej głowę na ramieniu i obejmując w pasie - A tak w ogóle to czemu pytasz? I co Ci powiedział ten człowiek? Miałem rację z tym zwyczajem?
-
Anna de Loiret
No jak to, nie słyszałeś co mówił? Alessio, kochany mój, och co się stało, coś ze słuchem masz? Zaczęła nerwowo wypytywać kładąc obydwie dłonie na policzkach wybranka.
-
Alessio
Że co? - zdurniał wpatrując się w nią kompletnie zdezorientowany,po chwili wszystko do niego dotarło,uśmiechnął się i powiedział - Nie,wszystko w porządku,zapomniałaś już że nie mówię w tym języku? Ale to miłe że się tak troszczysz - gdy skończył mówić pocałował ją w usta
-
Anna de Loiret
Ale jak to, przecież... A nie czekaj, to nie z tobą rozmawiałam w staroświatowym. Uśmiechnęła się uroczo. Chodź, jedźmy dalej, a ten człowiek mówił, że jak jedno kocha drugie, to musi zlecić komuś porwanie tej osoby, a potem zaplacić za nią okup! Jakie to romantyczne, prawda? Chciałabym tak...
-
Alessio
Chciałabyś zlecić moje porwanie? No wiesz co.... - powiedział żartobliwie uśmiechając się do niej
-
Z tak dużej odległości nie słychać o czym Anna z Alessio rozmawiali z nieznajomym, ten jednak po chwili oddalił się od nich nadal trzymając na ramieniu związana kobietę. Arathena widzi, że zamiast jechać sprawdzić dalej, zebrało się im na czułości.
-
Anna de Loiret
Spojrzała zaskoczona na Alessia. Czemu mężczyźni nic nie rozumieją! Rzekła, po czym ruszyła dalej...
-
Arahena
Co oni wyprawiają? Przecie mięli grać małżeństwo a nie nieczułych na krzywdę kogoś.... A może całują się już na pożegnanie?
-
Alessio
Czemu kobiety bywają takie poważne - powiedział puszczając jej oko po czym ruszając dalej sprawdzać obozowisko....
-
Minąwszy krąg wozów Anna z Alessio widzą grających muzykę Stygan. Przed nimi zaś wirują w tańcu kobiety o egzotycznej urodzie podnosząc raz jedną ręką, raz drugą rąbki swych spódnic i błyskając przy tym nader zgrabnymi smagłymi łydkami. Do burty największego wozu, przypięty jest łańcuch, który kończy się obrożą założoną na kark sporych rozmiarów niedźwiedzia. Misio ma na pysku założony skórzany kaganiec. Gdy was zobaczyli przestali grać, kilka kobiet jeszcze wirowało w tańcu, by szybko przestać i schowac się za mężczyzn. Nieliczne dzieci pierzchły na wozy.
Arathena straciła z pola widzenia "szpiegów" gdy Ci zagłębili się między wozy. Liothannea syknęła Podkradnę się bliżej, bo nic stąd nie widzę.
-
Anna de Loiret
Ło, co to za ludzie dziwni... Witajcie, jesteśmy podróżnikami, postanowiliśmy więc napotkawszy was przywitać się i zapoznać! Powiedziała w staroświatowym sympatycznym tonem. Nie bójcie się, nie mamy złych zamiarów!
-
Arathena
Nie ma innej rady... podobnie jak Elfka Arathena starała się jak najostrożniej podkradać za Liothanneą
-
Alessio
Hmm,ładnie tańczą te dziewczny....,nie Alessio,nie zapominaj o Ance! - pomyślał lustrując otoczenie i starając się zapomnieć o zgrabnych kobietach tańczących w rytm muzyki....
-
Christophe Leroy
To ja zostanę tutaj. U mnie ze skradaniem się jest kiepsko...
-
Liothannea zsiadła z konia i wyciągnęła z plecaka jakieś zawiniątko, wyglądające jak jakiś kłąb liści, traw i gałązek. Po rozwinięciu okazało się płaszczem strażników Lasu sięgającym samej ziemi. Gdy opadła by się podkraść, zaczęła wyglądać jak jakiś ruchomy pagórek.
Witajcie zatem w naszym taborze, zapoznamy się podczas ślubu i wesela na który was serdecznie zapraszamy. odparł straszy nieco mężczyzna w staroświatowym. Nie bójcie się Miszy, on tylko groźny gdy ktoś ma zamiar nas zaatakować.
-
Arathena
Ja bez tego tak blisko nie podejdę Pani.. dalej idź sama.... Na ciebie będę teraz baczenie miała....
-
Anna de Loiret
A kiedy ten ślub się odbędzie? Już? Tu i teraz? Spytała w staroświatowym.
-
Jak tylko zmrok zapadnie Pan Młody pójdzie do wozu Panny Młodej. padła odpowiedź w tym samym języku.
-
Anna de Loiret
Skinęła głową i rzekła do Alessia po bretońsku, cicho - chyba trzeba powiadomić resztę. Właśnie zostaliśmy zaproszeni na wesele.
-
Alessio
Ehh,tego nam brakowało,nie wiem czy to mądry pomysł biorąc pod uwagę że czas nas goni,zaraz to przedyskutujemy wszyscy razem - odparł równie cicho po chwili dodając - Ja po nich pojadę bo i tak się z tymi Styganami nie dogadam,zaraz wracam kochanie
-
Anna de Loiret
Jedź, ale szybko wracaj - wyszeptała ukochanemu.
-
Alessio
Dobrze,nie martw się szybko wrócę....,a i lepiej im powiedz że jadę poinformować resztę naszej grupy żeby nie poczuli się urażeni że odjeżdżam czy zagrożeni jak wrócę z większą uzbrojoną grupą.... - rzekł całując ją w usta
-
Anna de Loiret
Mój towarzysz pojechał po resztę naszych, którzy zostali w tyle, zaraz wróci - rzekła w staroświatowym do zebranych.
-
Dobrze, lepiej by wasz orszak nie zrobił coś głupiego gdy wasza nieobecność przeciągać się będzie. Jeśli nie liczy więcej niż pięciu zbrojnych, to ich również zapraszamy odrzekł prawdopodobny przywódca Stygan. Jedna z kobiet, w sile wieku, wysunęła się zza mężczyzn Pani da sobie powróżyć? Styganka prawdę z dłoni odczyta za jedynie jedną złotą monetę, aaaa?
Arathena ma problemy ze śledzeniem wysokiej elfki. Gdy tamta zastyga w bezruchu, nie można jej odróżnić od otoczenia. Tylko wiedza gdzie znieruchomiała pozwala dalej ją śledzić gdy się dalej zaczyna poruszać.
-
Anna de Loiret
Nie dziękuję, ja uwielbiam sama odkrywać tajemnice żywota, zamiast dawać czynić to innym - odparła kobiecie. Przeklęta oszustka zapewne... Ale może, może dowiedziałabym się dzięki niej, czy między Alessiem a tamtą wiejską dziewuchą coś zaszło?
-
Wiedzieć, że coś może się wydarzyć pozwala się na to przygotować lub nawet zapobiec, ale jak Pani sobie życzy. To, że zamknie się oczy nie spowoduje że schodząca ze szczytu lawina ominie nie chcącego widzieć jak się rodzi. odparła kobieta w staroświatowym.
Alessio wyjechał poza wozy, i ruszył z powrotem. Arathena zobaczyła, że zmierza wprost na Liothanneę.
-
Anna de Loiret
A czym by było życie, jeśli wszystko byśmy wiedzieli? Odparła, nie wyczekując odpowiedzi.
-
Arathena
Gdzie ten cyrulik jedzie? Zostawił Anne samą? Co oni tam wyprawiają?
Powiedziałą cicho w kierunku Elfki...
-
Kobieta wzruszyła ramionami No zmuszać nie będę, to w końcu nie moje życie, ani mych bliskich.
Alessio zbliża się coraz bardziej. Nagle, zanim doszło do nieszczęścia, coś prysnęło spod kopyt Gwiazdora, tak że ten stanął dęba i zarżał. Jakby spory kawałek darni się poruszył gwałtownie i odturlał na bok, ukazując twarz i ubiór Liothannei. Alessio niestety wypadł z siodła całkowicie zaskoczony. Walnął plecami o ziemię, aż poniósł się głuchy pogłos.
Techniczny:
Alessio - 7 Żywotności.
-
Alessio
Ałaaaa! Co jest do cholery! Żadne z Was nic nie mogło powiedzieć?! -wycedził pojękując z bólu i nie ruszając się z miejsca
-
Arathena
widząc jak Alessio wyleciał z siodła natychmiast wstała i podbiegła do niego i Liothannei.
Techniczny
Jeśli koń Alessio nie gna gdzieś, a stoi już to go chwyta za wodze i stara się go uspokoić...
Zanim do nich dobiegła to raczej Liothannea już sprawdza co z cyrulikiem
-
Nic Ci się nie stało? Baczenie na Was miałyśmy mieć, a wozy zasłoniły widok. odparła Liothannea.
-
Christophe Leroy
Co się tam dzieje... - wymamrotał i ostrożnie poszedł sprawdzić co się tam odstawia.
-
Anna de Loiret
Przestań przeklęta wiedźmo, przestań mnie mamić... A co to... Alessio? Ehh gdzie on gdzie on, zaraz tu nie wytrzymam sama.