Edward
Podszedł nieco chwiejnym krokiem do maga, spoglądając chwilę na niego i mówiąc w końcu - chciałem ci kogoś przedstawić! Diane!
Wersja do druku
Edward
Podszedł nieco chwiejnym krokiem do maga, spoglądając chwilę na niego i mówiąc w końcu - chciałem ci kogoś przedstawić! Diane!
Edward:
Vatras spojrzał na Ciebie z miną niczym kot srający na pustyni, któremu ktoś przeszkadza... Chyba to oznacza poirytowanie, albo zdenerwowanie, albo naprawdę chce mu się iść na stronę? Najprawdopodobniej to pierwsze... W każdym razie Diane odezwała się pierwsza, kłaniając się Vatrasowi - Emm... Witaj, magu. Jestem wędrowną wojowniczką. Kilka lat temu wyruszyłam z Nordmaru, z Klanu Młota i od tej pory tułam się po świecie. Trafiłam parę dni temu na tę wyspę i... rozglądam się za jakąś pracą. Od Edwarda dowiedziałam się, że być może u Ciebie coś znajdę, wielebny?
- Hmmm... - jego wyraz twarzy powrócił do spokojnego, a po chwili dodał - Taak... Być może będę miał coś dla Ciebie. A więc mówisz, że pochodzisz z Klanu Młota? Umiesz dobrze walczyć?
- Tak, w szczególności mieczami, chociaż z łukami i kuszami też daję sobie radę. Znam też się trochę na kowalstwie i nieco na polowaniu.
- Mhm... Dobrze, pomyślę nad tym. Przyjdź tu wieczorem. Ty Edwardzie zostaniesz tu na chwilę.
Dan:
Oj tam... Niedługo będziesz mógł sobie pozwolić na coś takiego, na pewno... Jak już tak gadamy o Edwardzie to skąd go znasz? Nigdy go nie widziałam na mieście, tylko raz dzisiaj chyba w... Czerwonej Latarni? Tiaa...
Edward
O murwa, czego on ode mnie chce - pomyślał zaskoczony, stając przed Vatrasem z niewinną miną dziecka, które coś napsociło.
Dan
Też go dzisiaj poznałem,jest zdrowo pieprznięty ale mimo to jest w porządku....- powiedział mimowolnie się uśmiechając gdy przypomniał sobie wyczyny Edwarda na obu farmach - Dobrze że tutaj nie przylazł bo by mi wstydu narobił hehe
Edward:
Diane odszedła gdzieś na bok, ale chyba zauważyła, że tuż przy placu świątynnym stoi knajpa i zniknęła... Zresztą ty też dopiero ją tu zauważyłeś.
Nie przyprowadzaj do mnie już więcej żadnych ludzi. Dwóch najemników by mi zdecydowanie starczyło... ale przynajmniej postarałeś się i nie przyprowadziłeś mi tu zramolałego wieśniaka... I ogarnij się z tym piciem, albo chociaż sobie mięty kup i wykąp się zanim tu do mnie przyjdziesz, zrozumiano? Bo inaczej sobie pogadamy - powiedział nieprzyjemnym tonem, uprzednio powstając z ławki.
Dan:
Ano... Ciekawe kiedy znowu zacznie mi się podlizywać... Nieprzyjemny typ.
Dan
Taki już jest....,ale mogło być gorzej,wierz mi.....- Mam nadzieję że ją przyjmą,zasługuje na coś od życia....
Edward
Wybacz, o wielebny, ale zawieranie nowych znajomości wymaga... Piwa. Tak, piwo. To, co ludzi łączy i brata ze sobą, pozwala odnaleźć kogoś, kogo się kocha, prawdziwą miłość swego życia i takie tam... To był szczególny przypadek! Ja zazwyczaj nie piję! Odparł Vatrasowi.
Edward:
A poprzednią Twoją miłością, bratem czy kim tam kto był?
Dan:
Taa, wiem... - Sophie przymknęła oczy i ucichła. Słodko wygląda... Rodzice tylko coś długo dyskutują. Trochę Cię to niepokoi.
Edward
Nieustraszony Ogier - odparł zabójczo poważnie.
Dan
Również zamilkł - Ehh,oby to nie znaczyło nic złego,ale nie będę im przeszkadzał,w końcu nie minęło tak dużo czasu....
Edward:
I z nim też sobie obaliłeś te kilka piw? Ehh... - mag machnął ręką na to wszystko, usiadł na ławie i znowu otworzył swoją księgę - Na razie nie mam dla Ciebie żadnych zadań, jeżeli już chodzi o tą Twoją pracę. Zgłoś się jutro o to... A, no i masz zapłatę za zadanie.
Dan:
Minęło kilka dobrych minut, a oni dalej nie wracają. Powoli traciłeś nadzieję, aż ojciec wyszedł przed dom i zawołał was.
No... To werdykt wydany. Chodźmy już...
Weszliście do domu. Matka z ojcem czekali przy stole. Ojciec zaczął - Dobrze... Przyjmiemy Cię i Twoją matkę na farmę, lecz w zamian za mieszkanie tutaj musicie nam pomagać przy pracy. Akceptujesz takie warunki?
Tak, oczywiście... Dziękuje - po chwili odparła Sophie z uśmiechem.
Techniczny:
75 sztuk złota dla Edzia
Dan
Także się uśmiechnął - To świetnie,jeszcze dziś postaram się znaleźć czas aby Wam pomóc w przeprowadzce....,o ile się wyrobię z bieganiem dla magów....
Edward
Dobrze je spożytkuję wielebny! Krzyknął i biegiem poleciał do karczmy, do której widział że wchodziła Diane.
Dan:
Nie śpiesz się. Możemy to zrobić jutro... No nic. Ja będę musiała się powoli zbierać do miasta... Odprowadzisz mnie?
Edward:
O Adanosie... Co za człowiek - usłyszałeś za sobą jeszcze komentarz maga. Karczma jest pełna ludzi - czy to zwykłych kupców, czy to bogatych dostojników i szlachciców. Wnętrze jest całkiem nieźle zadbane. Czysto tu, ładnie i schludnie, a nie to co w tej melinie w porcie. Obejrzałeś się po gospodzie i znalazłeś Diane rozmawiającą z właścicielem.
Dan
Oczywiście,nawet gdybyś chciała iść sama to bym Ci nie pozwolił.... - odparł poważnie
Edward
Podszedł do Diane, oparł się o blat i skinął jej głową na powitanie. No, nareszcie w normalnym towarzystwie a nie z tym starym dziadem w niebieskiej piżamie, co pewnie se trzepie w świątyni jak nikt nie patrza, aaaaahahahaha!
Edward:
No hej Edziu... Jak tam po rozmowie z magiem?
Edward
Opieprzył mnie, że po piwie do niego przychodzę hehehe. Ale ty dobre wrażenie na nim zrobiłaś, dziadzio chyba poczuł czasy młodości, hah!
Edward:
Haha, no może. W sumie zapomniałam ci powiedzieć, żebyśmy jakieś zioła sobie kupili, żeby nie waliło od nas piwem, ale koniec końców jakoś się to udało hehe... To co? Pijemy za moją nową pracę?
Edward
Dawaj coś mocniejszego karczmarzu - rzekł, uśmiechając się do kobiety.
Edward:
Karczmarz nalał wam kufel jakiegoś ciemnego piwa. Rzeczywiście było mocne, a zarazem jakie dobre... Poszły jeszcze dwa między waszymi rozmowami, aż w końcu Diane z paroma trudnościami powiedziała - D-dobra. Sta..rczy mi. Tobie chba tesz...
Edward
Hyk... Chiba tia, to co mosze się odpotrzniemy gdzieś?
Edward:
Gdie niby...?
Edward
Wynajmimy pokói... Kartszmaszu... Pokój proszem...
Edward:
Aaa co, my tag w jydnm łószku?
Edward
Tiak... Bo... Bo tszeba bytś w naszym stanie ostrosznym... Jak bendziemy rasem spatś, to nie spadmiemy z użka. A jagbyśmy spadli, to moglibyźmy zginondź. Po co ryzykowadź?
Edward:
N...nieeeeeeeee. Psygnieciesz mie..
Edward
Ale ja bendem obok a nie na tobie hyk hehehe.
Edward:
Kharczarzu... PIFA!
Edward
Nic nie powiedział tylko walnął łbem o blat nie mając już na nic siły...
Edward:
Kuwaaaa Edgar! Daj zuotaaaaaaaaaaa...
Edward
Sama se je weś, mam w zakfie.
Edward:
Gdzi to kurwa... - patrzy się na Edwarda i stara się zrozumieć gdzie on może mieć tą sakwę. Ludzie co poniektórzy gapią się na was i śmieją się pod nosami widząc tą... uroczą scenkę...
Edward
Nic nie odpowiedział, dalej leżąc z głową na blacie...
Edward:
Chuiu! - zaczęła energicznie szturchać pirata za ramię, by w końcu powstał i się obudził...
Edward
Wyjął sakiewkę i dał Diane, nie zabierając głowy z blatu... Kuuurwaaaa...
Edward:
N...ooo. Karaczu! Dwaaaj... Edgarowi tyż - podała sakiewke karczmarzowi, a ten podał Diane i Edwardowi kolejne piwo. Wojowniczka od razu łapczywie wzięła kufel i zaczęła pić, przy okazji nieco oblewając się...
Edward
Ja nie pijem, masz i moie - rzekł podsuwając jej swój kufel do ust, gdy opróżni już poprzedni.
Edward:
Pijesz... No alej - Diane odstawiła kufel, wzięła Twój i zaczęła nalewać ci siłą piwo do ust.
Edward
No nie Diane aaaaaa! Spadł ze stołka na podłogę, przy okazji pociągając ją za rękę trzymającą kufel...