-
Kersijana
Gdy Margaret jej wycierała łzy i pocieszała zrobiło jej sie jakoś tak milej... Nawet wysiliła się na odrobinę uśmiechu. Spojrzała na Elfa gdy ten przykucnął. Pocałowała Margaret w policzek.. Dziękuję Ci,, Dobre słonko z ciebie.... Znów przeniosła wzrok na Elrohira . Słucham.. Jej głos mimo smutku był jednać ciepły w stosunku do jego osoby... Nadal pozostawała wtulona w Margaret
-
Kersijana:
Czego tu chcesz niewykastrowany łajdaku, nie widzisz że płakała przez ciebie!? Krzyknęła Margaret na Elrohira wciąż przytulając Cię mocno. Rycerz, co widzisz po jego minie, zezłościł się mocno, ale nic nie powiedział do kobiety. Pragnę z tobą pomówić, na osobności, moja miła...
Catherine:
Ja z tobą nie dyskutuje córeczko, Betty zajmę się po tobie, jej najcięższa rana jest dobrze opatrzona - rzekła stanowczo choć łagodnie Lothiriel, przykładając zawiniątko bandaża do Twej rany. No, to teraz tylko zawiązać... Szepnęła do siebie.
Arstan:
Tristan westchnął i oddalił się do swojego rumaka.
-
Catherine
Ale jesteś uparta.... - powiedziała poirytowana przyglądając się wiązaniu bandaża na swojej ranie,choć musiała przyznać że było jej teraz całkiem miło,siostry trzymały ją za ręce,a Lothiriel robiła opatrunek i opiekowała się jak własną córką....
-
Arstan
Dosiadł wierzchowca i oczekuje jak reszta w końcu ruszy się z tego zawszonego miejsca
-
Kersijana
Nie mogła zaprzeczyć,że Margater miała rację. Płakała przez Elfa, ale postanowiła z nim porozmawiać na osobności tak jak prosił. Dziękuję Ci moja droga i przepraszam, ale Elrohir ma rację... Musimy porozmawiać.. Wstała powoli i poszła w ustronne miejsce.... Sama zaczęła rozmowę... Wiem, że martwisz się o mnie... Przepraszam za moje zachowanie, ale zrozum mnie, że to mój obowiązek. Wy narażacie się miedzy innymi i dla mnie... Ja nie umiem inaczej się odwdzięczyć. Wybaczysz mi? zrobiła słodkie oczka do Elfa.. Uroczy uśmiech miał spotęgować jej uroczą osobowość i uczucie którym go darzyła.
-
Catherine:
Uparta... Bo jesteś moją córeczką i nie pozwolę, żeby coś ci się stało, zrozumiano? Zapewniła z uśmiechem Lothiriel, kończąc robienie opatrunku. Zabrała się teraz za rany Beatrice.
Kersijana:
Kocham twe dobre serce Kersijano, ale i ty zrozum, że nie chcę byś pomagała łajdakowi, który zabijał naszych braci, może nawet nasze siostry, bo oni nie wahają się unieść oręża na kobietę. Nie mam ci czego wybaczać - rzekł rycerz i objął Cię, całując w usta na koniec.
Arstan:
Niezbyt się spieszą, na razie tylko wredna Veccavianka z trudem dosiada swego konia, Lothiriel opatruje Beatrice a para uszatków okazuje sobie czułości.
-
Kersijana
Odwzajemniła pocałunek... Elf miał dużo racji i nie mogła temu zaprzeczyć... Ale Ona wiedziała, że jeśli zajdzie potrzeba to znajdzie sposób by pomóc w razie czego Arstanowi.. Jednak teraz najwidoczniej Barbarzyńca nie potrzebował jej pomocy skoro wsiadł na wierzchowca... Jeszcze chwilę i ruszać dalej musimy... Nie wiadomo jak długo ta ziemia będzie jeszcze bez życia, ale nie chciałabym być na niej gdy się ściemni....
-
Arstan
Widząc jak reszta się grzebie wyciągną flaszkę z juków i pociągnął kilka łyków Ha magia elfów tu nie działa, nie odbierzesz mi przyjemności królowo, po czym skinął do Tristana chcesz golnąć?
-
Catherine
Skrzywiła się lekko,i już miała powiedzieć że wcale nie jest jej matką jednak w porę powstrzymała się od tego by wypowiedzieć te słowa na głos....
-
Catherine:
Lothiriel spojrzała na Ciebie przeszywająco, ale bez żadnego gniewu czy złości, raczej podejrzliwie jak troskliwa matka na córkę, która coś przeskrobała. Skończyła opatrywać rany Betty i pomogła jej wstać, po tym podeszła do Ciebie, by również Ci pomóc... Na Arstana nawet nie zwróciła uwagi.
Arstan:
Królowa nie zwróciła na Ciebie uwagi, zajmując się córkami. A mogę, ale niewiele, nie mam ochoty się zachlać, kiedy śmierć czai się za każdym drzewem - rzekł Tristan i pociągnął łyka z flaszki, oddając Ci ją. Z drugiej strony, człowiek po gorzałce skłonniejszy do poświęceń, walki w imię wyższych ideałów i takie tam. Straciłem w to wiarę, przez cholernego króla Ulrica.
Kersijana:
Tak... Weź małą, żeby nie spadła - rzucił Elrohir, dosiadając swego rumaka.
-
Catherine
Odsunęła jej ręce od siebie i sama spróbowała się podnieść z ziemi,pomagając sobie mieczem....
-
Kersijana
Poszła do dziewczyn... Jak się czuje nasza dzielna księżniczka? zapytała rezolutnie dziewczynkę... Zawołaj Mirillia Lassi i Twój rumak przybędzie do Swej pani.. Elfka starała się rozbawić dziewczynkę działając na dumę i poczucie ważności dziecka... W myśl zasadzie... Daj mi odpowiedni obowiązek a będę się starała go wypełnić...
Jeszcze zanim wsiadły na konia zapytała Catherine czy da radę jechać sama konno. Naprawdę rozumiała jej stan i wiedziała że Ona nienajlepiej się czuje... Dodatkowo wojowniczka nie mogła przy dziewczynce mówić wprost. Kersi miała nadzieję, że Catherine kiedyś zrozumie , że się o nią martwi.
-
Catherine:
Niezbyt wyszło Ci samodzielne wstawanie, o mało nie grzmotnęłaś o ziemię, w ostatniej chwili jednak złapała Cię Lothiriel i przytrzymała na nogach. No, właśnie widzę, jak sobie dajesz radę, zawsze mądrzejsza - rzekła głosem, w którym wyczuwasz złość, ale również troskę, która ten gniew na pewno wywołała. Chodź, pomogę ci dosiąść konia i bez dyskusji!
Kersijana:
Dziewczynka zaśmiała się radośnie patrząc na Ciebie... Mirillia Lassi, koniku! Krzyknęła w stronę Twego rumaka.
-
Catherine
Spojrzała z delikatnym uśmiechem na Kersijanę,nie lubiła jej za bardzo po tym jak podpadła jej przy Tristanie ale za to co robiła dla Adele była jej szczerze wdzięczna....,słowa Lothiriel wyrwały ją z zadumy - No dobrze,dobrze,i tak byś mi nie pozwoliła spróbować samej....
-
Kersi
Widząc,że wojowniczka poddaje się Woli królowej i nie odtrąca jej pomocy chciała odwrócić uwagę dziecka od tego by nie patrzyła jak Catherine cierpi.
Zdawała sobie sprawę,że Rumak nie przyjdzie na zawołanie dziewczynki, ale znała go na tyle by być pewna że jej posłucha... No chodź do Swej Pani, Urwisie jeden.... Powiedziała do konia z udawaną złością. Masz się ładnie ukłonić i przeprosić, że księżniczka musiała czekać ranna bo Ty się za jedzenie zabrałeś... Kersi chwyciła wodzę konia gdy to mówiła i koń schylił głowę kłaniając się przed dzieckiem....
Masz szczęście że Księżniczka ma dobre serduszko... Chwyciła dziewczynkę pod pachy i posadziła na siodło... Tak pięknie wyglądasz moja Pani, że kiedyś namaluje jakiś znany malarz Twój portret na Lśniącym Liściu... Elfka chwilę się zachwycała jej widokiem, cmokając i achając jednocześnie... Wskoczyła w końcu na konia... Sprawdziła temblak na ręku dziewczynki... Jestem dumna z Ciebie moja kochana... Naprawdę... Nie jeden mężczyzna mdlał gdy mu grot z ramienia wyciągałam... A ty.. Elfka nie mogła wyjść z podziwu..tylko parę łezek puściłaś....
-
Kersijana:
Naprawdę? Dziękuję ci za te słowa... Jesteś dla mnie taka dobra i miła... Wiesz, świat nie jest taki okrutny, jak mi się wydawało... Straciłam rodzinę, ale... A... Ale teraz mam siostrę i ciebie, więc chyba mogę być radosna... Mogę nazywać cię swoją ciocią? Spytała dziewczynka, splatając swoje palce z Twoimi.
Catherine:
Owszem nie pozwoliłabym. Gdy dotarliście do Twojego konia, Lothiriel opuściła nisko strzemię, pomogła Ci wsadzić w nie nogę i przytrzymała z tyłu. Raz, dwa, trzy, hop! Znalazłaś się w siodle, popchnięta od tyłu przez królową. Wiem, że nie masz mnie za swą matkę, istotnie nią nie jestem... Ale pragnę ci ją zastąpić, żebyś wiedziała jak to jest mieć mamę, być kochaną, by ktoś się tobą zaopiekował... Rzekła patrząc Ci w oczy, ale nie czekając na odpowiedź poszła do Beatrice, jej również pomóc dosiąść konia.
-
Arstan
Ja piję bo lubię, po czym odebrał flaszkę pociągnął łyka jeszcze, a teraz popatruje na resztę
-
Kersijana
Możesz skarbie... Elfka uśmiechnęła się i dała jej długiego cmoka w policzek... Zaśmiała się potem radośnie.... Rozglądnęła się jeszcze w stronę maruderów... My jesteśmy gotowe by ruszyć.... No dalej, nie ociągać się... Poszukała wzrokiem Elfa... i złożyła usta w dyskretnym całusie posyłając mu go...
-
Catherine
Odprowadziła ją tylko wzrokiem także milcząc,jednak słowa królowej dały jej dużo do myślenia,no i spodobało jej się to że nareszcie powiedziała jej wprost co myśli i przestała mówić zagadkami....
-
Wszyscy po chwili znaleźliście się w siodłach i wyruszyliście w dalszą drogę... Po pewnym czasie okolice zasnuła mgła, tak że niewiele widzicie. Droga jest na razie spokojna, choć złe przeczucia nękają wasze serca...
-
Arstan
Ile jeszcze niedługo wóda się skończy a nadal ta porąbana sceneria ehh
-
Kersijana
Była pełna obaw... Takie pojawienie się mgły nagle potęgowane wcześniejszymi wydarzeniami nie działało na nich pokrzepiająco i uspokajająco. Bacznie obserwowała rumaka czy coś wyczuje.... Szepnęła do dziewczynki... Nie bój się Okryła ją szczelnie swoim płaszczem... Nie chciała by wilgoć z mgły osiadała na jej ubraniu... A i Elfce było raźniej.
Miała nadzieję, że dziewczynka nie zapyta czemu szepcze, bo by musiała odpowiedzieć jej.... "Bo się boję"
-
Catherine
Nie potrafię jej zrozumieć,czemu widzi we mnie córkę,czemu akurat we mnie?!Najgorsze jest to że gdybym ją spytała to by zaczęła mówić coś o wizjach,przeznaczeniu i innych pierdołach....Szkoda że zawsze nie może być taka bezpośrednia jak przed chwilą.... - pomyślała co jakiś czas na nią zerkając z wyraźnie zamyślonym obliczem - Ale z drugiej strony to prawda że to jest miłe mieć kogoś takiego jak ona,troszczy się o mnie i dba w naprawdę cudowny sposób....Czy w ten sposób chce ukoić ból że nie ma własnej córki? A może po prostu ma taki przemożny matczyny instynkt? Ale według jakiego klucza wybiera "córeczki"?Póki co to mam wrażenie że traktuje tak naszą całą "siostrzaną" trójkę....
-
Nie boję, nie przy tobie ciociu - odszepnęła Adela.
W pewnym momencie Lothiriel złapała się za serce i krzyknęła z bólu, jakby z przerażoną miną. Ciężko jej złapać oddech, zachowuje się jakby bardzo cierpiała...
-
Catherine
Aż pisnęła przerażona i podjechała do niej szybko,zaczynając głaskać uspokajająco i mówiąc z rozgorączkowaniem - To pewnie przez tą mgłę!Niech ktoś ją z niej wywiezie!
-
Kersijana
Nie możemy bo się zgubimy... odparła gdy podjechała do Królowej i Catherine... Pani Co Ci ?zapytała.... Że też nie mogę jej teraz pomóc... patrzyła na królową zamartwiając się...
-
Królowa nic nie mówiła przez chwilę, po prostu dyszała ciężko łapiąc z trudem oddech. Ten jednak w końcu coraz łatwiej jej przychodził, ból też najwyraźniej ustąpił. Miałam wizję, związaną z tym miejscem... Betty, pokaż mi swój miecz - rzekła Lothiriel a Beatrice szybko podała jej rękojeść do dłoni. Spójrzcie na to ostrze... To miecz Anor, jeden z bliźniaczych mieczy wykutych 400 lat temu w Elacrai. Anor znaczy w naszym języku słońce, przepowiednia mówi, że dzierżyć ją może tylko kobieta o czystym sercu, niepokalanym złem... Nosiłam go długi czas u pasa, aż wreszcie przekazałam go Betty, by nim wywalczyła tron Pendoru. Miecz uznał, że jest godna, przyjął ją na swą panią. Drugi miecz, Ithil, czyli księżyc, został zagubiony 127 lat temu... Nie jesteśmy tu przypadkiem, przeznaczenie sprowadziło nas w to miejsce... Musimy wejść do kurhanu, by zdobyć ten potężny miecz. Przepowiednia dotycząca Ithilu mówi, że dzierżyć go będzie ktoś, komu przekaże go właścicielka Anoru...
-
Arstan
Co znowu, jakaś kolejna błyskotliwa wróżba?
-
Catherine
Westchnęła ciężko,ile jeszcze tych wizji i gadek o przeznaczeniu?Jednak było to zarazem westchnięcie ulgi że już nic jej nie jest....,złapała się na tym że wciąż ją głaszcze i nagle gwałtownie cofnęła rękę i powiedziała nieco zmieszanym głosem - Eeee....to gdzie jest ten kurhan?Po za tym w naszym stanie wchodzenie do niego to może nie być najlepszy pomysł....
-
Kersijana
Do kurhanu? Ale przecie to grób czyjś.... I na pewno będzie on strzeżony przez nieumarłych... Jesteś Pani pewna, że wszyscy tam musimy wchodzić?
Kersi z trwogą w głosie pytała królową....
-
Nie, jest nawiedzona, przyzwyczaj się - rzucił do Arstana Elrohir i wysunął się naprzód.
Przeznaczenie każe się tam udać... Ale chyba powinniśmy najpierw wyleczyć swe rany... Zdecydujcie - rzekła królowa nieco zrezygnowanym tonem.
Catherine usłyszała chichot Adeli, ta patrzy na jej zachowanie i na to, jak nie kontrolowała się z troską o Lothiriel.
-
Arstan
A w dupie z leczeniem, wrócimy, truposze znów nas spiorą i tak w koło, a miecza nie ujrzymy nigdy po czym ruszył do kurhanu, ciekawe czy tym mieczem da się Elrohira ubić
-
Kersijana
Ja bym podleczyć się proponowała... Nie jesteśmy wszyscy w dobrej formie... Przez tę mgłę straciłam poczucie czasu i nie wiem kiedy zacznie zmierzchać a jeszcze by trza znaleźć miejsce na odpoczynek i popas.
-
Catherine
Nagle uderzyło ją wspomnienie jakim Lothiriel ją obdarzyła.... - szarżująca Beatrice a ona jechała tuż obok,ramię w ramię i dzierżyła przepiękny biały miecz,równie piękny co przyszła królowa.... - lekko zachwiała się w siodle i aż złapała się za głowę na to wspomnienie,zaraz też powiedziała nieco nie swoim głosem,kompletnie nie zwracając uwagi na wygłupy Adele - Tak....,musimy tam iść skoro już tu jesteśmy.... - Nareszcie się przekonam czy te jej wizje to nie tylko objawy nie do końca zdrowego umysłu hihi
-
Beatrice i Tristan również byli za wyruszeniem do kurhanu, więc ruszyliście znów naprzód. Po chwili mgłą się nieco rozwiała, a waszym oczom ukazał się mroczny budynek o ciemnych murach... Nie jest wielki, ale wygląda złowrogo. Wejście zakończone półkolistym łukiem pomieści jedną osobę, zostawiając jej niewiele miejsca, będziecie zatem musieli iść gęsiego.
Panuje grobowa cisza, słychać jedynie lekki powiew wiatru...
-
Arstan
Widząc wejście Idę pierwszy, nie dam sobie miecza sprzątnąć sprzed nosa
-
Catherine
Bez wahania poszła w ślad za Arstanem,wciąż dzierżąc w dłoni swój wysłużony miecz - Ciekawe czy naprawdę tam jest....,a ten chyba uznał że jeśli coś tam jest to należy do niego skoro tak się wyrywa hihi
-
Kersijana
Ciarki przeszły jej po plecach i chciała już zaproponować, że zostanie na zewnątrz pilnować koni... Ale ta cisza i miejsce przerażały ją równie mocno co łażenie po czyimś grobie... Na pewno tam będą szczury pomyślała.... Chwyciła Adelę za rękę... Nic sie nie bój maleńka... Ciocia jest z Tobą... Na pewno nie pchała się tam pierwsza ale i za choinkę nie chciała iść jako ostatnia.
-
Popilnuję koni, jeśli coś się będzie dziać, krzyczcie. Może lepiej, by Adela została ze mną, zamiast tam wchodzić? Spytała Margaret.
-
Kersijana
A może... Wiesz Margaret.. tak będzie najlepiej Adelo kochana to dobry pomysł... Ucałowała ją w policzek... Zostań z Margaret....Powiedziała wyraźnie.. ale szeptem dodała.... Poproś bym została z Wami... Proszę..... Błagalnie spojrzała w oczy dziewczynki...
Gdy Margaret zaproponowała że zostanie na zewnątrz Elfka pomyślała że skoro nie musi być tu sama to jednak wolała by zostać...