Catherine
Przepięknie wyglądasz mamo....Ale nie sądzisz że to kiepski pomysł?Załóż chociaż jakąś zbroję,cokolwiek....Wyglądasz jak byś szła na ucztę,nie do bitwy.... - skwitowała patrząc na nią z uniesioną brwią i rękami skrzyżowanymi na piersiach
Wersja do druku
Catherine
Przepięknie wyglądasz mamo....Ale nie sądzisz że to kiepski pomysł?Załóż chociaż jakąś zbroję,cokolwiek....Wyglądasz jak byś szła na ucztę,nie do bitwy.... - skwitowała patrząc na nią z uniesioną brwią i rękami skrzyżowanymi na piersiach
Catherine:
Będę ostrożna, obiecuję, wiesz że ja i tak zazwyczaj strzelam z łuku, fechtunek nie jest mym talentem - odparła Lothiriel.
Catherine
Owszem....Ale wyglądasz jak doskonały cel do polowania dla ich wojowników....Załóż chociaż zbroję....Nie musisz nosić sukni by wyglądać jak królowa mamo.... - stwierdziła coraz bardziej poirytowana
Catherine:
Lothiriel objęła Cię delikatnie, ale czule i ciepło, patrząc w oczy i szepcąc - zaufaj mi kochanie...
Catherine
Przewróciła oczyma i dała jej się przytulić na krótką chwilę po czym powiedziała - Nie zmuszę Cię do niczego ale łatwiej by mi było gdybym wiedziała że masz choć minimalną ochronę przed ich ciosami a nie udajesz się tam jak na jakąś ceremonię czy ucztę....Idę zobaczyć co u Lilly i Margaret...
Catherine:
Pogładziła Cię palcami, kładąc obydwie dłonie na Twych policzkach. Wiem co robię, idź córeczko - szepnęła i ucałowała Cię w policzek jeszcze. Wyszłaś i udałaś sie do komnaty Margaret i Lilly. Veccavianka jest już gotowa, w swojej pięknej zbroi. Uzdrowicielka jest cała zatroskana co widać...
Catherine
Usiadła obok Lilly i przytuliła się do niej mówiąc cicho - Widzisz,mówiłam że będziesz miała przyjaciółki,a teraz masz ich bardzo wiele....Opiekuj się Adele jak nas nie będzie,obiecuję że wszystkie do Ciebie wrócimy....Dobrze?
Catherine:
Lilly skinęła Ci nerwowo głową i przytuliła się. Po chwili Margaret wysunęła dłoń w Twoją stronę, cały czas Ci się przyglądając, tak pięknie ubranej. Chodź już kochanie, na nas czas...
Catherine
Pocałowała jeszcze uzdrowicielkę czule w policzek,uścisnęła ją mocno po czym podała dłoń Margaret i ruszyła z nią do wyjścia. Sama była w jeszcze gorszym stanie od Lilly jednak zbyt wiele od niej zależało by mogła sobie pozwolić na słabość,i tak dobrze że mogła się wypłakać....
Kersijana
Ziewnęła przeciągając się gdy zbudziła się przy boku Elfa... Ech... zjadłabym truskawki... Spojrzała na niego wiedząc, że nie jest w stanie spełnić jej zachcianki. Ale nawet jej o to nie chodziło. Chciała zwyczajnie przypomnieć o czasie gdy nie było wojny...Wiedziała, że walka jest nieunikniona ale w takich chwilach starała się przywołać miłe i pozytywne wspomnienia...
No może nie truskawki, ale coś by się zdało zjeść... Może Ty sobie poleż jeszcze a ja pójdę się rozejrzeć czy czegoś nie znajdę? Oznajmiła wstając z łóżka całując go w policzek.