-
Kersijana:
W drodze do szpitala, spotkałaś znajomego Ci Rycerza Świtu. Jechał powoli stępa na swym przyozdobionym białym kropierzem rumaku, zatrzymując się na Twój widok. O! Witaj, cnotliwa pani! Wydobył się głos spode przyłbicy.
Catherine:
Zeszłaś z Margaret na dół, na dziedziniec, gdzie spotkałyście się z Lothiriel, Ritą, Adelą i Beatrice. Lilly przybyła zaraz za wami, wciąż roztrzęsiona. Tristan podprowadził Ci Rosie, ubraną w ciemnoczerwony kropierz, z pancernym, srebrnym naczółkiem.
Na dziedzińcu czekają rycerze Stanowczego Wezwania pod wodzą marszałka Ealdreda, w pełni uzbrojeni, konno, gotowi do walki.
-
Catherine
Skarbie,trzymaj się Lilly,dobrze?I odwagi maleńka,wrócimy do Was,obiecuję.... - szepnęła do siostry mocno ją tuląc i całując czule w policzek po czym spojrzała na swoją klacz a następnie na Betty z rękami skrzyżowanymi na piersi....
-
Catherine:
No co, chyba nie chcesz by Rosie coś się stało, prawda? Spytała niewinnie królewna.
-
Kersijana
Ukłoniła się, ale nie miała mu nic poza paroma przekleństwami do powiedzenia, więc szła dalej. Zanim doszła do szpitala miała zamiar jeszcze dojrzeć Mirilli Lassi
-
Catherine
Wiesz jak do tego podchodzę Betty....Najpierw ubranie a teraz to.... - szepnęła nerwowo do siostry dosiadła jednak swojej klaczy,choć mina zdradzała że nie jest zachwycona tym jak ją obsypano drogimi podarkami....
-
Kersijana:
Twój rumak stoi spokojnie w stajni... Bardzo się ucieszył na Twój widok, od razu gdy Cię ujrzał, podszedł i polizał po twarzy.
Catherine:
No wiem, ale ty powinnaś wiedzieć, jak ja podchodzę do tych, których kocham - odparła cicho Betty.
Podjechał tymczasem do was Ealdred stępa, oraz Lothiriel na swym białym koniu. Pani, chorągiew zakonna gotowa do boju, zaszczytem będzie, jeśli staniesz na jej czele - rzekł marszałek do królewny. Tej od razu oczka zalśniły i podekscytowana odrzekła - tak! Oczywiście! Rycerze! Sformować kolumnę i wyjeżdżamy z zamku, ku bramom miasta! Wykrzyczała, a Lothiriel chrząknęła i cicho stwierdziła - ekhem, córeczko, oni już są w kolumnie...
-
Kersijana
Też za Tobą tęskniłam... Pamiętasz łąki i wiatr w grzywie? Jasne, że pamiętasz..... Już niedługo,,, Oboje pognamy znowu w nieznane.... Ku słońcu tak jak kiedyś... Tylko TY i ja.... Pocałowała konie bardzo mocno w policzek.... chwilę była w niego wtulona, ale obowiązek i chęć pomocy rannym i chorym w końcu wziął górę....
-
Catherine
Burknęła coś pod nosem i nic jej nie odpowiedziała,czuła się bardzo niezręcznie z tego powodu jednak i tak nie mogła teraz nic zrobić.... - Jak tylko bitwa się skończy to oddam to wszystko i wrócę do starych ubrań....
-
Kersijana:
Zgodnie z postanowieniem, udałaś się do szpitala czekając na nawał rannych...
Catherine:
Ach tak, hihi - Betty w końcu oparła rękę o biodro, uniosła dumnie głowę i wykrzyczała - za mną, po śmierć, chwałę i wszystko co nam na tym świecie drogie! Rycerze zawtórowali jej okrzykiem i wszyscy kłusem ruszyliście naprzód... Wraz z Margaret, Ritą i Lothiriel. Usłyszałaś jeszcze płacz Adeli...
-
Catherine
Odwróciła się do Adele i posłała jej całusa zaraz po tym pogrążając się w ponurych myślach i nawet odrobinę nie podzielając zachwytu Betty....