-
Catherine:
Wyruszyliście główną ulicą miasta, w stronę bramy wyjazdowej... Ludzie zebrali się po bokach tej ulicy, pochylając głowy przed wami i rzucając kwiaty pod kopyta bojowych rumaków. Beatrice jest dumna, jak jeszcze nigdy przedtem...
Wyjechaliście przed miejskie bramy na otwarte pole. Jatu widząc to, szybko porzucili swój sprzęt oblężniczy, spieszeni po dosiadali koni i sformowali się w ogromną ławę, w oddali od was. Zagrzmiały ich rogi wojenne... Zaraz dołączyli do was pozostali rycerze oraz inni obrońcy miasta. Cała wasza jazda zebrała się w dużym hufcu, w którym się znajdujecie, w centrum tej małej, lariańskiej armii. Tristan i Margaret zajęli miejsca przy Tobie. Królewna wysunęła się na czoło, jeżdżąc stępa powoli, patrząc na wszystkich... Szczególnie zaś często zawieszając swój wzrok na Tobie i mamie. Wygląda, jakby zbierała myśli...
-
Catherine
Mimo własnego fatalnego nastroju i samopoczucia nie zapomniała o swoich bliskich,gdy siostra zbliżyła się do niej powiedziała - Betty....Pamiętaj co mi obiecałeś po starciu z żywymi trupami....Uważaj dziś na siebie i nie szarżuj za bardzo,dałaś mi słowo siostro....
-
Catherine:
Pamiętam o wszystkim, co ci obiecałam siostro - odszepnęła Beatrice i zacisnęła zęby, szarpiąc mocno wodzami. Zaczęła galopem jeździć przed szeregami swojej jazdy... Wydobyła miecz Anor z pochwy i rozpoczęła swą przemowę - zwróćcie swe oczy ku mnie, posłuchajcie, co chcę wam rzec! Wiele lat temu uzurpator Ulryk wymordował potomków królewskiego rodu Pendoru! Przeżyłam tylko ja... Wychowana przez królową Noldorów i rycerzy Gryfa, niezłomnie stojących na straży dynastii! Dzisiaj wiodę was do walki... Do walki o sprawiedliwość! Na moje przybrane siostry przysięgam wam, że dam wam chwałę, dam wam sprawiedliwość, dam wam dobro a Pendor znów będzie uosobieniem cnót, honoru, rycerskości! Nie bójcie się śmierci w tej bitwie... Śmierć jest tylko początkiem, kiedy nadejdzie, wyczekiwać będziecie w raju na swych bliskich! Nie odejdziecie od tych, którzy was kochają, nie odejdziecie na zawsze! A gdy znów się spotkacie w krainie wiecznego życia i młodości, będziecie mogli rzec, że oddaliście swe ziemskie żywota za słuszną sprawę! Na wszystko co miłujemy, na wszystko czemu jesteśmy wierni, wzywam was do walki, rycerze Larii! Na śmierć albo zwycięstwo, na śmierć albo zwycięstwo!!! Wywrzeszczała na cały głos unosząc miecz do góry.
-
Catherine
Na śmierć albo zwycięstwo! - krzyknęła w ślad za siostrą by dodać jej otuchy dobywając przy tym miecza,chciała nawet zaklaskać w dłonie bowiem była to naprawdę dobra przemowa jakiej prawdę mówiąc się po niej nie spodziewała....Do myślenia dały jej zwłaszcza słowa o raju jednak nie przekonały jej a wręcz ponownie przypomniały straszny i nieubłagany dla niej los.... - Cóż z tego skoro najpierw będę paskudna i niedołężna i przez kilka lat wycierpię tyle ile przez całe dotychczasowe życie?!A takie zdziry jak Kersijana mają dar nieśmiertelności,ten świat jest naprawdę popieprzony....
-
Catherine:
Ten sam okrzyk podchwycili wszyscy, poza Lothiriel, która wyjęła sakwy przytroczonej do siodła biały, zdobiony róg. Cokolwiek się stanie, nie rób nic głupiego i zaufaj mi, wiem co robię - szepnęła do Ciebie królowa i ruszyła cwałem naprzód. Beatrice wrzasnęła znów - naprzód, zawierzmy swe żywota na ołtarzu walki między dobrem a złem, szarża! Skinęła mieczemw stronę wroga i cały hufiec ruszył galopem z głośnymi okrzykami.
-
Catherine
Pognała w ślad za siostrą jednak cały kontrolowała wzrokiem gdzie jest mama....Jej słowa nie zbyt wzięła sobie do serca bowiem w obecnym stanie ostatnie na co zwracała uwagę było własne życie i bezpieczeństwo....W śmierci w boju widziała nawet szansę na uniknięcie strasznego losu jaki z pewnością ją czekał....
-
Kersijana
Poszła do szpitala, ale nie mogła usiedzieć na miejscu... Wewnętrznie czuła, że jej miejsce jest gdzie indziej. Wierciła się pospiesznie z kąta w kąt by w końcu pobiec do stajni po swego konia....
Nie umiem walczyć, ale Ty zasługujesz na to by tam być.... Może,,,,Ty nie zapomniałeś jak kiedyś przy innym Panu dzielnie stałeś w szyku i razem z innymi rumakami w szalonej szarży niosłeś strach i panikę wrogowi... Biegnij mój miły na zatracenie... Może przyjdzie dziś nam razem jeszcze gnać w Zielonym Gaju. Niekończących się łąk w trawie gęstej jak mgła poranna.... Biegnij...
Kersi dosiadła rumaka i pognała za chorągwiami.....
-
Catherine:
Pędząc z całym hufcem w stronę Jatu, dostrzegłaś jak królowa zaczęła jechać cwałem po ukosie i zadęła z całej siły w róg. Pierścień na jej palcu zalśnił niesamowitą, niespotykanie wielką jak dotąd poświatą... Wtedy z oddali usłyszałaś odpowiedź kilkudziesięciu innych, tak samo grzmiących rogów wojennych a Jatu, szykujący się do szarży, zatrzymali się zdezorientowani.
Kersijana:
Wystrzeliwszy pędem z miasta ujrzałaś ogromną, błękitną poświatę i usłyszałaś dźwięk kilkudziesieciu rogów wojennych. Nie doszło jeszcze do walki...
-
Catherine
W każdej chwili była gotowa rzucić się na pomoc mamie i z niepokojem obserwowała to co właśnie wyczyniała....
-
Kersijana
Zwalniała konia gdy podjechała na tyły chorągwi... Mirillia Lassi nastroszył uszy i Elfka wyczuła jak napina mięśnie.... Nawet Ona, znając go i doskonale czując się w siodle ledwo mogła nad nim zapanować. Koń zaczął się tak zachowywać dokładnie wtedy gdy usłyszał Róg Nordolskiej Królowej.... Widocznie wyczuwał Swych Braci i Siostry... Elfka mogła przysiąc, że za chwilę straci nad nim kontrolę... Położyła dłoń na jego szyi. Już nie długo..... Obiecuje....