-
Catherine:
Jatu zaczęli panicznie się cofać, nie zamierzając chyba stawiać zbyt silnego oporu. Lothiriel zatoczyła koło, dobywając łuku i puszczając celne strzały w stronę koczowników, a następnie wyczekując aż przejedziecie. Wasza szarża wbiła się w nich, siekając jeźdźców i tratując wysadzonych z siodeł. Rozległy się przeraźliwe krzyki, szczęk stali, rżenie koni i grzmoty wielu, wielu kopyt. Rozpętała się straszliwa walka, ale Jatu starają się wycofywać, chociaż co chwila zawracają, tak jakby byli atakowani z dwóch stron... Widocznie spodziewana odsiecz przybyła.
Kersijana:
Dostrzegłaś, że szarża kawalerii wreszcie wbiła się w Jatu. Na jej tyły wycofała się Lothiriel, zbierając wokół siebie kilku konnych łuczników, w tym Ritę. Królowa dostrzegła Cię i zaczęła się przyglądać ze zdziwieniem...
-
Catherine
Siekła koczowników bezlitośnie,nie tylko by dać ujście złym emocjom jakie się w niej zebrały ale także za rany jej przyjaciółki,zgwałcone kobiety,zamordowanych mężów i dzieci i spalone wioski....Zatracała się w walce i nie baczyła zbytnio na trzymanie szyku,nie przejmowała się też tym czy przeżyje czy zostanie na polu bitwy już na zawsze....
-
Kersijana
Starała się jak tylko mogła zapanować nad koniem... Dostrzegła wpatrującą się w nią Lothiriel jednak nie podjeżdżała do niej... Trzymała się z tył by przypadkiem królowa nie zginęła próbując ją ochraniać, albo robiąc podobnie głupią rzecz. Obserwowała z pewnej odległości co się w ogóle dzieje... Skupiała się na koniu... To w sumie teraz powierzyła mu swoje i tak już wątpliwe życie...
-
Catherine:
Po kilku chwilach bezlitosnej walki, koczownicy otrząsnęli się i zaczęli desperacko walczyć. Potężni, elitarni i znakomicie opancerzeni wojownicy okazali się trudnym wyzwaniem. Pośród bezladnej rąbaniny, dostrzegłaś Margaret walczącą szaleńczo w okrążeniu. Na jej pomoc rzucił się całe szczęście Tristan, ścinając dwóch koczowników od razu i dołączając do walki z resztą. Sam jednak dostał potężnie buzdyganem, który wgniótł jego hełm... Blacha zadała mu chyba poważną ranę na głowie, bo krzyknął głośno z bólu. Betty tymczasem spięła swego rumaka ostrogami i z wyskoku odrąbała głowę jeźdźcowi Jatu, ale sama znalazła się niemal w beznadziejnej sytuacji, wychylając się przed szereg rycerzy.
Kersijana:
Mirillia Lassi niesie Cię z gracją... Jatu zaczynają okrążać Lariańczyków z lewej flanki, już ich strzały padają tam, gdzie jesteś, na szczęście póki co Cię mijając. Jeden z konnych łuczników po oddaniu strzału, krzyknął do Ciebie - uciekaj pani, śmierć tu znajdziesz tylko a i tak orężem się nie posługujesz!
-
Catherine
O nie....Za mną!Chronić królową! - krzyknęła ruszając jej na pomoc,życie Tristana także ceniła jednak nie mogła porzucić siostry w tak trudnej sytuacji....Gdy tylko wyrąbała sobie do niej drogę rzekła gniewnie z trudem nie czyniąc jej wyrzutów ze złamanej obietnicy - Wracaj do szeregu głupia,nie widzisz że wpadłaś w okrążenie?!
-
Kersijana
Jakby ją łucznik z jakiegoś odrętwienia wyrwał nagle... Ściągnęła wodze i skierowała konia łukiem na tyły... Wzrokiem jeszcze spojrzała na królową nordolczyków... ale powoli wycofywała się... Ów łucznik miał rację.... Co ona właściwie chciała robić w strojnej kiecce na polu walki... Gdy wycofywała się i była w miarę w bezpiecznej odległości zaczęła rozglądać się za rannymi...
-
Catherine:
Rycerze szybko podążyli za Tobą i przebiliście się do królewny. Beatrice tymczasem jest tak podekscytowana, że nie orientowała się, że jest w okrążeniu. Skinęła Ci głową z dziwnym uśmiechem, ogniem w oczach, i łapiąc Cię za rękę ruszyła naprzód, w kolejne kłębowisko wrogów, a rycerze za wami... Ale Jatu zawrócili swe konie i zaczęli zasypywać was deszczem strzał...
Kersijana:
Ujrzałaś, że właśnie na lewą, chwiejącą się i oskrzydlaną flankę, nadjeżdża masa rycerzy Gryfa, imponująca swym złowrogim wyglądem. Prowadzi ich Wielki Mistrz Archibald, i mimo że nie widzisz przysłoniętej hełmem twarzy, to rozpoznajesz go po czerwonej poświacie z oczu. Niektórzy ranni leżą na polu bitwy, nie mogąc się ruszyć, ale podejście do nich jest wielce ryzykowne...
-
Kersijana
Nie zwracając uwagi na niebezpieczeństwo starała się dostać mimo wszystko do rannych... Wzrokiem też szukała Elfki....
-
Catherine
Złapała ją mocno za rękę i cmoknęła w policzek mimo że miała ochotę dać jej z liścia by nieco ochłonęła....Zaraz po tym krzyknęła - Jadę sprawdzić co z Margaret i Tristanem!Nie goń ich Betty i nie szalej tak!Już jedną obietnicę złamałaś! - po czym zawróciła konia postanawiając wprowadzić swój plan w życie,normalnie nie opuściła by siostry jednak grupa rycerzy która jej towarzyszyła nieco ją uspokajła....Nie liczyła jednak na to że Betty ochłonie,czuła że jedynie uderzenie w twarz mogło by ją teraz ostudzić ale wiedziała że wtedy jej mała siostra zaczęła by płakać....No i nie wypadało bić królowej na oczach całego wojska nawet jeśli ta na to zasługiwała....
-
Kersijana:
Zeskoczyłaś z konia i wzięłaś jednego z rannych rycerzy. Ciężko mu pomóc lub znieść z pola bitwy, wiele bowiem waży w tej zbroi... Jest przytomny, ale nic nie mówi. Królowej nigdzie nie dostrzegasz. Nagle spadł ogromny deszcz strzał, niektóre z nich doleciały aż tu. Jedna zraniła Cię w udo...
Catherine:
Natarcie się zatrzymało, gdy Jatu zaczęli uciekać i zasypywać was deszczem strzał. Dotarłaś do Margaret i Tristana, rycerz leży na ziemi i osłania swym ciałem nieprzytomną Veccaviankę. Sam niestety na wbite trzy strzały w lewe ramię...