Spytko po polsku:
Odliczył monety i wręczając je Lubej rzekł Zakład wygrałaś, ale proponując go chyba przegrałaś coś cenniejszego od złota.
Techniczny:
26 złota zostaje, 10 do Katariny.
Wersja do druku
Spytko po polsku:
Odliczył monety i wręczając je Lubej rzekł Zakład wygrałaś, ale proponując go chyba przegrałaś coś cenniejszego od złota.
Techniczny:
26 złota zostaje, 10 do Katariny.
Katarina
Wyciągnęła rękę w stronę Spytka,, Stukając stopą w posadzkę....
Robert
Nieco zdezorientowany patrzył to na Charlotte to na jej brata,jednak po chwili potrząsnął głową otrząsając się nieco z oszołomienia wywołanego ciosem a uśmiech pojawił się na jego twarzy, powoli wstał z ziemi po czym delikatnie ujął dłoń panienki i powiedział do konstabla pochylając przed nim głowę - Dziękuję Panie....., nigdy jeszcze nie spotkałem kogoś tak wprawnie władającego orężem.....
Charles de Tournemire
Ah... Zabiegi o damę... Cóż, konstabl zgodził się, więc pozostaje tylko życzyć wam szczęśliwej przyszłości... Gdyby tylko Katarina nie przesadziła z tym komentarzem... - pomyślał wpatrując się w ten widok, gdy ukochana podbiega do swego wybranka z zatroskaniem, pełna uczucia do niego...
Boemund przez chwile się przyglądał swej siostrze oraz jej wybrankowi, w końcu rzekł - żałuję, że nie poprowadzę mej pięknej Charlotte do ołtarza, żałuję że nie zdążę, żałuję że nie ujrzę waszego ślubu, żałuję... Rycerz zawrócił konia i odjechał do swej żony.
Robert
Spojrzał ze smutkiem a zarazem z ciekawością za odjeżdżającym rycerzem - Jakże można Twe wyroki Boże sprawiedliwymi nazwać? Taką piękną i szlachetną parę tak pokarać......., ehh,będę musiał się o tym z tym księdzem rozmówić, dobrze mu z oczu patrzyło - patrzył tak jeszcze przez chwilę po czym przeniósł swoją uwagę na Charlotte i jedynie stał tak spoglądając jak zaczarowany w jej oczy....,piękną chwilę przerwał zniecierpliwiony wierzchowiec Roberta który bezceremonialnie pchnął swego Pana na stojącą przed nim damę po czym zarżał radośnie...., odruchowo ją objął po czym odsunął się do wcześniejszej odległości i wyraźnie zmieszany i czerwony na twarzy powiedział - Wybacz Pani, ten łobuz ma czasem takie pomysły....
Spytko po łacinie:
Podjechał do zakochanych, skłonił głowę przed nimi i rzekł niezbyt głośno Przyjmijcie me gratulacje i życzenia szczęścia na wspólnej drodze. Proszę, wybaczcie mej Pani niestosowne zachowanie. Nie miała złych intencji.
Charles de Tournemire
Tak twierdzisz, konstablu? Jeżeli pragniesz odejścia z tego świata to nic Cię nie powstrzyma, ale Twoi bliscy na pewno będą cierpieli... Nie zjawisz się na ślubie swej siostry, ni zobaczysz ich dziecka... - pomyślał sobie, po czym przypatrywał się jeszcze młodej parce oraz odchodzącemu Boemundowi...
Łobuz? Mądry koń - odpowiedziała Charlotte Robertowi głaszcząc jego rumaka, po czym Spytkowi - wybaczam jej, ale niech waży swe słowa... Dotknęło mnie to, zwłaszcza że na powitanie wpadłyśmy sobie w ramiona czule.
Robert
Uśmiechnął się do Charlotte na te słowa po czym do Spytka odparł - Dziękuję Panie w imieniu nas obojga, a co do Twej lubej,postaram się urazy do niej nie żywić jako że w istocie wydaje się że serce ma dobre,każdemu może się zdarzyć o jedno słowo za dużo powiedzieć.....
Spytko po łacinie:
Nadal niezbyt głośno, tak by go słyszała tylko para przy której się znajduje Dziękuję Wam w swym i Katariny imieniu. Naprawdę pasujecie do siebie, na co mi Luba uwagę zwróciła. Mości Robertowi zaiste fortuna sprzyja, Twa łaskawość bowiem równa Twej urodzie, a oby i mi sprzyjała gdy będę prosił Patriarchę o zawieszenie ślubu celibatu.
Robert
Spojrzał na niego ze zdumieniem i dużym zaciekawieniem po czym odparł mu życzliwie - Dziękuję Panie za dobre słowo.......,liczę że Ci się uda, bowiem prawy z Ciebie rycerz a i widzę że silne uczucie i Was połączyło.....
Spytko po łacinie:
Niestety na drodze naszego szczęścia są przeszkody, ale mamy zamiar je wszystkie pokonać. odkłonił się ponownie i powrócił do Katariny.
Po polsku:
Zamieniłem słowo z Charlotte. Wybaczyła Ci, choć Ją Twe słowa zraniły. Prosiła byś na przyszłość bardziej je ważyła, jeśli Ci na Jej przyjaźni zależy.
Bertrand
Cóż za zrządzenie losu; miłość wszędzie naokół mnie, a ja swej nie mogę uoasabiać... Muszę wypocząć, zanim w bój ruszę. Ulotnił się z dziedzińca, kiedy inni poruszeni pojedynkiem byli i udał się do stajni, gdzie zostawił swego wierzchowca. Następnie podążył do przydzielonej mu komnaty. Zdjął zbroję i położył się wygodnie na łóżku. Panie Boże... Być może moja ostatnia prośba była zbyt próżna i dlatego jej nie spełniłeś... Dziś zatem proszę Cię, byś mym bratom, za którymi tak bardzo tęsknię, szczęście i spokój zesłał. I żeby się moim losem nie przejmowali. Amen.
Techniczny
-1 PL na spokojny sen ;D
Charles de Tournemire
Podjechał do pary, gdy tylko Spytko odjechał do swej ukochanej, zszedł z konia i powiedział - Gratuluję panie zdobycia błogosławieństwa konstabla. Oby Ci się powodziło w życiu wraz ze swoją ukochaną wybranką, a Bóg sprzyjał waszemu związku. Co teraz zamierzacie?
Co teraz zamierzamy? Ciężko powiedzieć, boję się o Jerozolimę, o Boemunda, o Agnes, o Roberta... O wszystko... Odpowiedziała Charlotte.
Robert
Dziękuję ojcze - odparł mu z szacunkiem w głosie po czym wziął rękę ukochanej,złożył na niej delikatny pocałunek po czym odezwał się szeptem tak że tylko ona słyszała - Moja miła ja też się boję.......,najbardziej tym że Cię utracę......., spróbujmy jednak cieszyć się tymi chwilami,które nam pozostały zanim wraz z królem wyruszę na bitwę
Charles de Tournemire
Nie bój się pani niepotrzebnie, bom tylko Ci to na złe wyjdzie, uwierz mi. Spędźcie szczęśliwie i w miłości czas jaki macie, a wtem kiedy nadejdzie odpowiednia chwila martwcie się... -odparł im, po czym po kilku chwilach dodał - Ja natomiast udaję się teraz do grobu pańskiego oddać tam cześć Jezusowi Chrystusowi i zmówić modlitwę do niego jak i Boga. Później się jeszcze zapewne zobaczymy. W każdym razie żegnajcie... - odwrócił się i zaczął zmierzać w kierunku tegoż grobu, dodając jeszcze - Ktoś się zechce tam udać ze mną?
Katarina (polski)
Czy mi zależy, sama nie wiem. Owszem powie się coś czasem niestosownego ale to nie jest powód do obrazy. Za nią stoi wprawdzie obawa o ukochanego, ale nie wiem czy chce mieć coś więcej wspólnego z nią.
łacina
Podeszła do Charlotte i Roberta.
Wybaczcie, moją niefortunna gafę. Nie jest to pewnie w zwyczaju tu... No cóż, mleko się rozlało. Przyjmijcie moje gratulacje i oby wasz związek zaowocował, bo widać, że miłość w was kwitnie.....
Oddaliła sie spowrotem do Spytka
Robert:
Jak więc zamierzasz spędzić ten czas? Spytała panienka.
Bertrand:
Nagle do drzwi twej komnaty rozległo się pukanie, usłyszałeś krzyk po francusku - szukam pana Bertranda z Tuluzy!
Bertrand
Czegóż to... Powstał prędko, miecz mając na wyciągnięcie ręki w razie czego i wykrzyknął Wejść!
Spytko po polsku:
Udam się wraz z księdzem do siedziby swego zakonu Kochana. Gdzie mam Cię później szukać?
Po łacinie:
Do siedziby swego zakonu będę Ci towarzyszył Ojcze. To po drodze.
Robert
Jeśli nie przeszła Ci ochota chętnie zobaczyłbym dziś choć kawałek miasta a także posłuchał Twego cudownego śpiewu..... - odpowiedział jej zaś Katarinie skinął głową nie mając zbyt wielkiej ochoty by z nią rozmawiać mimo tego że zgodnie z daną obietnicą nie żywił już do niej tak dużej urazy.
Katarina(polski)
Nie wiem... Mam ochotę się gdzieś upić.
Charles de Tournemire
W porządku, zatem chodźmy - odparł mu i czeka na niego
Techniczny:
Jak podejdzie to po prostu lecim gdzie trzeba :P
Bertrand:
Do Twej komnaty wszedł dość bogato ubrany człowiek, z toporem u pasa. Nosi na sobie lekki kaftan kolczy oraz brązowy, podróżny płaszcz. Szukałem cię tyle czasu panie! Mam list od twego brata Gwidona, proszę. Posłaniec wręczył zwój pergaminu, oraz pokłoniwszy się wyszedł natychmiast z komnaty, jakby wystraszony.
Robert:
Chętnie ci zaśpiewam, chodźmy zatem zwiedzić miasto!
Wszyscy wyruszający na miasto:
Po niedługim czasie, w promieniach zachodzącego słońca, w akompaniamencie pięknego śpiewu Charlotte, dotarliście do znajdującego się na wzgórzu Grobu Pańskiego. Znajduje się on w budynku, strzeżonym przez dwóch rycerzy z takimi samymi krzyżami, jakie nosi Spytko.
Przed wyruszeniem do grobu:
Spytko po poslku:
Ruszając w stronę księdza odpowiedział jeszcze Katarinie Zaczekaj z tym na mnie Luba. Do siedziby zakonu ruszam by wystąpić z jego szeregów.
Bertrand
Fajno, gdybym jeszcze umiał to odczytać... rzekł do siebie, przywdział zaraz kolczugę z powrotem i wyszedł z komnaty w poszukiwaniu kogoś kto potrafi czytać.
Robert
Zsiadł z konia po czym zaoferował Charlotte pomoc przy tej samej czynności, gdy oboje znaleźli się na ziemi nadstawił ramię z pytającym wyrazem twarzy nieco się przy tym czerwieniąc....
Bertrand:
W korytarzu cytadeli, natrafiłeś na Agnes i Boemunda, zmierzających zapewne do swej komnaty. Witaj Bertrandzie, gdzie tak spieszasz z tym pergaminem? Spytała kobieta.
Bertrand
Przed chwilą otrzymałem to od posłańca który zaraz czmyhnął jakby go co goniło. Wieści od rodziny podobno jakoweś otrzymałem, lecz niestety nie potrafię tego rozczytać, jestem niepiśmienny... ostatnie słowa rzekł jakby trochę zawstydzony, że nie posiadł tak ważnej umiejętności w swym życiu.
Spytko po łacinie:
Do zobaczenia niebawem. Ruszył dalej do głównej siedziby swego zakonu
Bertrand:
Daj, przeczytam ci - powiedziała Agnes, biorąc list. Dopiero spostrzegłeś, że pieczęć jest złamana... Kobieta zaczeła czytać:
Mój mam nadzieję przeklęty na wieki bracie
Twój wrodzony talent do pakowania się w kłopoty, a także rozpusta, zaciąganie długów, ściągnęło na nasz ród nieszczęście. Simon i Roger polegli od mieczy rycerzy de Gastonrose'a, u któregoś się zadłużył i przy okazji, któremuś córce bękarta zrobił! Jego ród dokonuje więc pomsty na nas, za twe nikczemne czyny! Wrócić masz do Tuluzy, jeśli choć trochę sumienia zostało w twym sercu, na pamięć naszej matki! Musisz odpowiedzieć za to, cos poczynił, inaczej cały nasz ród wyginie, bowiem król i hrabia Tuluzy poparli de Gastonrose'a, krew naszą przelewając!
Gwidon, baron de Chastelle, twój brat.
Boemund usłyszawszy treść listu zagwizdał, zaś Agnes oniemiała z wrażenia...
Charles de Tournemire
Do zobaczenia... - odparł mu, po czym swój wzrok zawiesił na grobie pańskim. Długo oczekiwał na tę chwilę, więc po kilku chwilach zsiadł ze swego konia i wolnym krokiem zaczął podążać do grobu, po czym uklęknął przed nim na kolana, głowę swą zaś pochylił a dłonie złączył i pogrążył się w modlitwie...
Panie Jezu, tyś zbawcą i odkupicielem nam, który gładzisz grzechy świata. W tej czarnej godzinie proszę Cię o wstawiennictwo wraz z Bogiem Ojcem i Duchem Świętym w nadchodzącej bitwie, która zdecyduje o dalszych losach oddanemu Twemu królestwa, o losach ludu, który Cię wyznaje... Przebacz nam za wszystkie nasze winy i grzechy, za nasze wszystkie uniesienia gniewem i nieczystość w naszych sercach, wszak żeśmy tylko marnym pyłem, a Tyś doskonały ponad wszystkie stworzenie... - po zmówieniu swej własnej modlitwy w danej intencji zaczął odmawiać w ciszy różne, inne modlitwy. Nie miał zamiaru opuścić grobu pańskiego zbyt szybko, a druga taka okazja już nigdy może mu się nie nadarzyć.
Bertrand
Pogładził się po brodzie wpatrując się w coś w oddali, za Boemundem i Agnes, chyba samemu nie wiedząc w co. Roger... Simon... po chwili oderwał jednak rękę od swego zarostu i jakby wyrwany z letargu rzekł, o dziwo spokojnym głosem Jakiż znowu u licha bękart? Ja żem nigdy żadnej hrabiowej córki nie zbrukał. Toż to jakieś oszczerstwa. Wybaczcie mi, muszę poskładać myśli... powiedział jeszcze w stronę pary, zabrał list i powrócił do swej komnaty. Zamknąwszy drzwi usiadł na łożu. Córka Gastonrose'a? Wa! Chyba by się musiała za kurtyzanę przebrać! Możem i od niego jakieś pieniądze brał, ale czy on w ogóle miał córkę?... I sam król go poparł? Niesłychane... Simon i Roger... Łza spłynęła mu po policzku. A zaraz potem kolejna i kolejna. Krople wielkie jak groch skapywały mu na tabard a on nawet nie próbował ich ocierać. Przeze mnie... Przynajmniej ich trud się skończył... A dla mnie wszystko stracone. Muszę wracać, honor swój ratować, i dowieść, że bękarta żem żadnego nie zrobił... Ale czy będę miał siłę?
Adriano
Razem z kapłanem podążył do grobu pańskiego po czym również zaczął się modlić.
Techniczny:
Uznaje że Adriano wyruszył za pozostałymi bo raczej nie został na miejscu pojedynku.
Robert:
Charlotte uśmiechnęła się delikatnie widząc jak się czerwienisz, zaraz też chwyciła Twoją dłoń i razem udaliście się do budynku, w którym jest Grób Pański, minąwszy uprzednio dwóch rycerzy strzegących wejścia. Znaleźliście się w niewielkiej sali, gdzie modlą się wokół grobu różni ludzie, w tym znajomy wam ksiądz Charles oraz rycerz Adriano.
Spytko:
Wjechałeś do siedziby swego zakonu, przypominającej mały, acz bardzo ładny zamek jakiegoś zamożnego pana. Po zostawieniu konia w stajni, zostaleś zaprowadzony do komnaty Wielkiego Mistrza. Gdy wszedłeś, dostrzegłeś ze ów rycerz siedzi za stołem na krześle i bacznie Ci się przygląda, nie mówiąc ani słowa.
Bertrand:
W czasie rozmyślań, rozległo się pukanie do drzwi, usłyszałeś też słodki głos Agnes, mówiący po francusku - Bertrandzie to ja, otwórz.
Techniczny
Dałem posta, ale kontynuacja jutro dopiero jak wszyscy będą. I co robi Katarina?
Bertrand
Wytarł naprędce ślepia, powstał i otworzył drzwi bez słowa.
Bertrand:
Przed Twymi oczami znalazła się Agnes wraz ze swym mężem, Boemundem. Wprosili się od razu do komnaty, kobieta usiadła na łożu. Bertrandzie, o co w tym chodzi? Nie wierzę, że byłbyś zdolny do czegoś takiego... Rzekła, konstabl zaś zagwizdał, w porę się jednak opamiętał i chrząknął, zamykając się już.
Bertrand po francusku
Westchnął ciężko po czym odparł zrezygnowany Czasem sam w to nie wierzę, ale niestety część tego listu to prawda...