-
Edwarda:
Diane upadła na podłogę tuż obok Ciebie, wylewając na Ciebie i podłogę kufel z piwem. Karczmarz pokręcił głową, a wszyscy tam zebrani wybuchli śmiechem. Jacyś ludzie złapali was za ręce i wytargali przed karczmę, razem z kufrem Edwarda. Diane walnęła się pod ścianą tawerny i zaczęła coś tam burczeć pod nosem.
-
Edward
Diane miua moia, nic dzi nie iest!?
-
Edward:
Niiiii...... Mje pifo... Murfaaaaa - twa przyjaciółka próbuje właśnie wstać i gdzieś pójść... Ale średnio jej to idzie...
Dan:
Odprowadziłeś Sophie do domu, załatwiłeś swoje sprawy i nieco odpocząłeś po całodniowym lataniu po wyspie. Niestety jeszcze czekało Cię jedno zadanie - odebrać list z klasztoru, wrócić do miasta, a potem gnać znowu na farmę.
Podszedłeś pod kaplicę. Mag najwyraźniej już na Ciebie czekał - Dobrze, że już jesteś. Słuchaj, weźmiesz ten list i pokażesz go odźwiernemu klasztoru. Zwie się Pedro. Powinien Cię wpuścić do środka. Następnie znajdź maga ognia o imieniu Karras. Jest to mistrz inwokacji, oraz przyzywania. Zapytaj się, czy dowiedział się czegoś o tym posągu. To tyle. Śpiesz się. Musisz zdążyć przed zapadnięciem ciemności. A i jeszcze jedno... Nie bierz Edwarda z sobą, ani go nie szukaj. Poszedł przepić swoją nową wypłatę w karczmie. Chyba nawet słyszałem jego krzyczenie gdzieś z daleka. W każdym razie domyślasz się jakby skończył, gdyby magowie zobaczyli go w tym stanie...
Vito:
Obudziłeś się. Wszystko boli Cię od ran, jakie zadały ci tamte szkielety, choć widzisz, że po części niektóre ci się zasklepiły. Siedzisz teraz w jakiejś celi, która znajduje się w jakiejś kopalni bądź jaskini. W innych widzisz niektórych ze swoich towarzyszy, a w niektórych już tylko martwe trupy i szkielety. Cały ekwipunek został ci odebrany. W celi widzisz tylko stare, prowizoryczne łóżko, wiadro z niewielką ilością wody i parę drewnianych misek. Nie wygląda to dobrze...
-
Vito
Zaczerpnął wody z wiadra za pomocą jednej z misek, usiadł na łóżku i zaczął z niej popijać. Gdzie ja kurwa jestem? spytał pod nosem, pomiędzy łykami. Te! Nekromanci! Co to za obskurna jama?! krzyknął w końcu.
-
Vito:
- I jeszcze idiota ich woła. Chyba mu jeszcze mało wrażeń! - rzucił jeden ze strażników z jednej z cel.
- Ano! A jak został sam na sam z jednym to nóżki za pas i spierdalać chciał do Khorinis.
- E tam... Mógłby do niego przyjść któryś. Ciekawe czy dalej by tak cudaczył.
-
Vito
A co miałem kurna zrobić? Wkurzyć go jeszcze bardziej, żeby mnie spopielił na miejscu? A zresztą morda tam, i tak nas wszystkich zajebią.
-
Vito:
- Oh, oczywiście, nie miał co zrobić! Chyba woli jednak zostać zabawką nekrofili.
- E, może pozwoli nam przed śmiercią nakopać mu do dupy?
- Teee, dobry pomysł.
-
Vito
Wypierdalać ode mnie, ciekawe co Wy byście na moim miejscu zrobili. mruknął, wypił resztę zawartości z miski i odłożył ją na miejsce, po czym obmył twarz wodą z wiadra, wpatrując się chwilę w swoje odbicie w jej lustrze.
-
Vito:
Jak to co? Walczyli, albo przynajmniej nie spieprzali jak tchórz zostawiając swoich. Lepiej być kupą prochu niż żywym trupem po wsze czasy - w wodzie właściwie prawieże nie widzisz jakiegokolwiek odbicia. Jest tu zbyt mało światła. Z oddali słyszysz, że ktoś zbliża się do waszych cel.
-
Vito
Żywym trupem?! Ja pierdole, ale się wjebałem... Ale ich wjebałem... westchnął ciężko i podszedł do krat, by sprawdzić kto do nich idzie.
-
Dan
Tak....-był by żywą pochodnią,magowie ognia nie są tak cierpliwi hehe - zatem,nie będę tracił czasu - powiedział odbierając list,kłaniając mu się krótko i udając od razu do klasztoru - Murwa,ale dzisiaj się nabiegam,ehh....
-
Vito:
Przyszedł do was ten sam nekromanta, który ostatnio was zaatakował. Podszedł do Twojej celi i przyglądał się Tobie. Reszta więźniów przygląda się wam z ciekawością, ale i ze strachem - I jak ci się podoba w Twoim nowym domu? Przytulnie, nieprawdaż?
Dan:
Dotarłeś pod bramy klasztoru. Przed jego murami stoi jakiś nowicjusz, ubrany w czarno-czerwoną szatę. Widząc, że do niego podchodzisz przywitał się uprzejmie - Witaj. Nazywam się Pedro i jestem odźwiernym klasztoru. Czego tu poszukujesz, nieznajomy?
-
Vito
Nie narzekam, choć jest tu trochę za ciemno. Powiesz mi w końcu co z nami będzie?
-
Edward
Dianee!!! Dzie leciż!? Krzyknął podłażąc do niej i chwytając w pasie.
-
Dan
Mam dla Ciebie list od wielebnego Vatrasa.... - powiedział przekazując mu pergamin po chwili dodając - No i muszę się widzieć z magiem....,tym no....Karrasem,o! Ma mi przekazać informacje dotyczące posągu znalezionego w pewnej kopalni....
-
Dan:
Nowicjusz wziął go i przeczytał. Od razu po tym zwrócił Ci go - Hmmm... Dobrze. Otworze ci drzwi do klasztoru. Od razu skieruj się do mistrza Parlana. On zaprowadzi Cię do mistrza Karrasa. Stoi przed główną kaplicą klasztoru. To ten wielki budynek z witrażami, na pewno widziałeś go z daleka - nowicjusz otworzył ci drzwi kluczem i wszedłeś na teren klasztoru. Widzisz tu nowicjuszy pracujących w ogrodzie z jakimiś ziołami, sprzątającymi sale czy zwyczajnie rozmawiających z sobą. Jest tu całkiem ładnie i przyjemne. Widać, że magowie i nowicjusze bardzo dbają o te miejsce. Widzisz tu rzeczywiście jakiegoś maga przed głównym budynkiem. Przygląda się on pracy nowicjuszy.
Edward:
Sp...aaadzi - odpowiedziała ci i wyrwała się z Twego objęcia. O mało co się nie wywaliła przy tym na glebę, ale dalej dzielnie idzie. Poszedłeś za nią i w końcu postanowiłeś zasnąć pod jakimś budynkiem... Ciekawe tylko co to za budynek?
Vito:
Chcesz wiedzieć? Proszę bardzo - nekromanta wtem ożywił ciało martwego mężczyzny z jednej z cel. Kilka chwil potem zaczął się ruszać, dyszeć i nieludzko krzyczeć. W końcu powstał i rzucił się na kraty, wyciągając ręce do Ciebie. Jego skóra cholernie posiniała, a jego oczy były koloru białego. Widać, że ma na swoim ciele wiele ran kłutych, jak i ciętych - To taki przykład, a pomysłów jest wiele... Bardzo wiele. Może zechcesz zaprzyjaźnić się z nim?
-
Vito
Uroczy... Powiedz mi jedną rzecz - po co to wszystko? I - jeszcze tak z czystej ciekawości - co o mnie wiesz?
-
Dan
Witaj wielebny,mam się rozmówić z magiem Karrasem w sprawie tego posągu jaki znaleziono niedawno w kopalni....
-
Vito:
A jak myślisz? A co wiem o Tobie... Tyle, że wścibiasz nos tam, gdzie nie powinieneś... oraz, że się tego wszystkiego boisz.
Dan:
Witaj. Nazywam się Parlan. Tak, słyszałem o tym. Zaprowadzę Cię do niego. Lecz zanim... Zachowuj się przyzwoicie i nie przeszkadzaj innym magom w pracy. Niczego też nie dotykaj w bibliotece, ani nie wchodź do żadnych pomieszczeń w klasztorze poza mniejszą kaplicą i głównym budynkiem. Ewentualnie u mistrza Goraxa będziesz mógł coś kupić, o ile udzieli ci pozwolenia. W skrócie to tyle zasad - mag zaprowadził Cię do biblioteki. Jest ona spora - pełno tu różnych regałów, ksiąg oraz jakiś dziwnych elementów i przedmiotów. Parlan pokazał ci ręką maga, do którego miałeś się udać. W przeciwległym boku stoi również jakiś mag. To chyba Hyglas, mag, który poprzednim razem towarzyszył wam w wyprawie do kopalni.
-
Vito
Boję się? Nie, cieszę się, jestem cały w skowronkach, że skończę jak ten chłopek. rzekł ironicznie, pokazując wkurzonego zombiaka. Oczywiście, że się boję idioto! Kto by się nie bał na moim miejscu o zdrowych zmysłach?! Ja pierdole... wykrzyczał, po czym zrezygnowany usiadł na pryczy, podpierając głowę ręką i wpatrując się w jakiś punkt w podłodze.
-
Dan
Pozdrowił Hyglasa skinieniem głowy i podszedł do Karrasa chrząkając głośno oznajmiając swoje przybycie i mówiąc - Witaj Panie,przysyła mnie mag Vatras w sprawie informacji do tego dziwnego posągu....,udało się Wam czegoś dowiedzieć?
-
Dan:
Ahh, witaj. Tak... Chyba odnalazłem jakąś poszlakę. Przeszukałem całą bibliotekę w poszukiwaniu czegoś, co by pasowało do opisu tego posągu i czynów jakie tam popełnili. Wszystko wskazywałoby na Beliara, lecz jego wyznawcy nie przedstawiają go jako pół żywego, pół martwego z berłem w dłoni, a raczej jako wysokiego mężczyznę z rogatym hełmem w czarnej szacie, trzymającym w swych skrzyżowanych dłoniach dwa miecze. Jednak... odnalazłem coś, co być może mogłoby pasować do tamtego posągu, ale pewności nie mam. Vatras powiedział, że w liście przekaże mi jeszcze jakieś informacje co do tego całego przesłuchania któregoś z nekromantów. Może to da nam więcej poszlak. Masz go?
Vito:
Mag zaśmiał się pogardliwie i odparł - Tak... Choć to i tak nic, gdy przyjdzie czas, by złożyć Cię w ofierze memu Panu... - po chwili ciszy dodał - Tęsknisz za nią? Czy może już się pogodziłeś, że nigdy więcej jej nie zobaczysz?
-
Dan
Tak,proszę.....-powiedział przekazując mu pergamin z zerwaną pieczęcią i szybko dodając - Ale to nie ja go czytałem żeby nie było....,miałem go najpierw przedstawić Waszemu odźwiernemu....
-
Vito
Zejdź mi z oczu... rzucił jeszcze załamany nekromancie, po czym położył się plecami do niego.
-
Dan:
Pedro można zaufać. Nie wygada niczego - mag wziął list i zaczął go czytać. Położył go sobie na pulpicie i zaczął przyglądać się jakimś papierom leżącym na stole. Minęło kilka minut i mag odezwał się - Taaa... To ciekawe. Chyba to, co było w tym liście utwierdziło mnie w moich domysłach. To najprawdopodobniej nie jest Beliar... Chcesz skróconą wersję opowieści, czy pełną?
Vito:
Pocieszyć Cię? Ona też będzie należała do Pana... Obydwoje. I obydwoje będziecie znowu razem - rzucił ci jeszcze spokojnie i zaczął podążać w kierunku wyjścia.
-
Vito
Spróbuj ją choćby tknąć, Ty sukinsynu...
-
Dan
Hmm,zatem pełną,muszę zdać jak najlepszą relację Vatrasowi....
-
Dan:
A więc... Wszystko działo się jeszcze za czasów króla Rhobara I, gdy jednoczył ludy Myrtany. Na przestrzeni lat rozwijała się wszelka wiedza o magi i jej naturze. Jednak aby ustrzec się przed zagrożeniem z jej strony magowie musieli ze sobą współpracować. Tak powstały pierwsze... "zgromadzenia" magów. Podziałów na kręgi ognia i wody jeszcze wtedy nie było, lecz każdy z magów wyznawał swojego własnego boga. Jednym z tych magów był Xeron. Był bardzo ambitny i szybko piął się po szczeblach hierarchi. W końcu stał się jednym z najpotężniejszych magów, aż do dnia, gdy zniknął i oddał się nauce mrocznych sztuk... W końcu na kraj w końcu spadły przeróżne klątwy, zarazy, czy też jej ziemie przemierzały armie nieumarłych. Król wraz z magami podjęli próbę powstrzymania Xerona. Udało im się powstrzymać jego ekspansję i wydawało się, że wszystko już zmierza ku końcowi. Jednak mylili się. Xeron dysponował wiedzą na temat magi demonów. Dzięki niej mógł przyzywać demoniczne sługi ze świata Beliara, oraz się z nimi kontaktować. Nawiązał on pakt z jednym z nich. Z jego pomocą miał podbić wszelkie znane ziemie i razem sprawować władzę nad wszystkim, co żyje, a nawet przewyższyć bogów. Szala zwycięstwa przechyliła się na stronę nekromanty. Gdy wszystko wydawało się być stracone, a królewskie miasta, ludy Nordmaru i Varantu uginały się na kolanach bogowie objawili się na polach Vengardu, gdy stolica znajdowała się pod oblężeniem. Innos pokarał swego sługę, łącząc jego duszę, ciało i umysł z demonem. Tworzyli od tej pory jedność, choć zarazem byli w pewnym stopniu niezależni od siebie. Od tej pory po wsze czasy mieli znosić siebie nawzajem i toczyć niekończącą się bitwę, rzeź panującą między nimi. Adanos w gniewie zniszczył armie tych, którzy zagrażali ładu, harmonii i równowadze. A gdzie teraz to monstrum przebywa - nie mam pojęcia. Być może dotarło tu na wyspę, po tym jak się wybudziło, dlatego pojawili się tutaj ci kultyści, lub ich starzy wyznawcy jakoś przetrwali. W każdym razie leć biegiem przekaż te odkrycia Vatrasowi. On już zrobi z tą informacją co potrzeba. Ja będę szukać dalej informacji. W razie czego któryś z nowicjuszy, bądź magów powiadomi was o jakimś nowym odkryciu.
Vito:
Nie omieszkam... - powiedział ci na pożegnanie i zniknął gdzieś w ciemnościach. Czujesz się słaby, wyczerpany i całkowicie dobity po tych wszystkich słowach nekromanty. Pragniesz wrócić do domu, do swej ukochanej i zapomnieć o tym koszmarze, choć obawiasz się, że już nigdy więcej nie ujrzysz twarzy swych bliskich...
-
Vito
Starał się zasnąć, żeby odzyskać siły, może jeszcze coś się stanie i go stąd wyzwolą. Pierwszy raz, od kilku lat, przed snem pomodlił się w myślach do Innosa. Poprosił swe bóstwo o sprawowanie opieki nad rodziną i o pomoc w tej beznadziejnej sytuacji.
-
Dan
Tak jest,już ruszam,muszę zdążyć przed zmrokiem....- odparł kłaniając się i udając szybkim krokiem do wyjścia z klasztoru - Uff,nareszcie skończył gadać,ale jak już pracować to porządnie....
-
Edward
Co kur... Gdzie ja jestem, Diane!? Krzyknął rozglądając się i usiłując wstać na równe nogi. Choć niezbyt to łatwe po takim... No właśnie, co się działo?
-
Edward:
Nie widzisz nigdzie Diane, a co gorsza Twojego kufra... Był tam twój stary pancerz. Obudziłeś się tuż pod miejskimi koszarami, lecz na szczęście od strony wejścia do portu. Gdyby ten cały kapitan straży teraz Cię zobaczył nawalonego pod jego budynkiem, to zapewne obudziłbyś się już w lochach. Pamiętać nie pamiętasz zbyt wiele, tylko tyle, że postawiłeś Diane kilka mocniejszych piw, próbowałeś zaciągnąć ją do łóżka, rozlaliście jakieś i... chyba tyle. Reszta jest jak przez mgłę...
Dan:
Dotarłeś bezpiecznie do miasta. Jesteś cały zgrzany i zziajany tym bieganiem, a widzisz, że czasu już wiele nie masz, bo słońce już zachodzi. Vatras dalej siedzi w swojej kaplicy.
Vito:
Innos ci nie odpowiedział, ale kto wie... Może wysłuchał Twej modlitwy. Twoi towarzysze umilkli, najwyraźniej już nie chcąc się odzywać. Po pewnym czasie w końcu zmorzył Cię błogi sen...
-
Dan
Ehh,no i pięknie,będę musiał spać w mieście,oby mi zapłacił solidnie za ten trud! - pomyślał zatrzymując się aby wyrównać oddech,po dłuższej chwili podszedł do Vatrasa przywitał się delikatnym ukłonem i opowiedział mu wszystko czego się dowiedział starając się nie pominąć żadnego szczegółu.
Techniczny
Jeśli Vatras się modli to Dan czeka aż skończy
-
Dan:
Hmmm... Ciekawe. Kojarzę tę opowieść, jednak niewielu magów zna, czy pamięta tamte dzieje. Z tego co wiem, to magowie zamknęli ten twór Innosa w jakimś magicznym więzieniu i uśpili. Gdzie i jak... tego nie wiem. Być może są jeszcze jakieś zapiski w klasztorze na ten temat, albo sami coś ustalimy. W każdym razie dobra robota. Mamy w końcu jakiś porządny trop. Jutro jednak rano czeka was kolejne zadanie. Oto twoja zapłata...- mag wręczył ci spory mieszek ze złotem.
Techniczny:
Dan +200 sztuk złota.
-
Dan
Nas? To znowu będę pracował z Edwardem? - zapytał chowając mieszek
-
Dan:
Zobaczymy. Przyprowadził mi tu jakąś kandydatkę pochodzącą z Nordmaru, która chciała u mnie pracować i myślę sobie, że chyba będzie o wiele lepszym najemnikiem od niego. Zobaczymy jak sobie poradzi... Chociaż zastanawia mnie jedno. Czy ja czasem i jej gdzieś pijanej nie widziałem z Edwardem? A zresztą... Nieważne. To tyle.
-
Dan
Mi to wszystko jedno....- odparł szczerze wzruszając przy tym ramionami,po czym udał się do gospody Hanny by sprawdzić czy są wolne łóżka....
-
Edward
Znowu obrobili porządnego pirata - pomyślał wściekły, chwiejnym krokiem idąc w stronę świątyni i tamtejszej karczmy.
-
Edward i Dan:
Natknęliście się po drodze na siebie. Edward nie wygląda zbyt dobrze - wali od niego alkoholem jak cholera i idzie chwiejnym krokiem. Chyba nieźle zabalował... I przy okazji widać, że jest nieźle wkurzony.
-
Dan
Adanosie miej litość nade mną,ja chcę wreszcie odpocząć.... - jednak mimo to sam zagaił - Hej....,co tym razem Ci się przydarzyło? I gdzie Diane,chyba była z Tobą?