-
Catherine
Tak,tak będzie lepiej.... - powiedziała do Margaret,już miała pójść dalej kiedy dostrzegła zdenerwowanie Kersijany i to jak coś nerwowo szepcze do ucha Adele,uznała że to dobra okazja by się trochę odwdzięczyć za to jak dobra była dla jej małej siostrzyczki - I może Kersijana niech z Wami zostanie,nikt nie ma lepszego wzroku od elfów a w tej mgle to będzie nieocenione....
-
Tak, ciocia niech zostanie z nami, będzie nam raźniej - powiedziała głośno do wszystkich, puszczając po tym oczko Kersijanie. Po tym mała podbiegła do Beatrice i Catherine, by przytulić się do obydwu swych sióstr. Obiecajcie, że wrócicie... Szepnęła poruszona. Betty objęła ją i Cathy, patrząc niepewnie na tą drugą...
-
Catherine
Tak,wrócimy,nie zostawimy przecież naszej małej siostrzyczki! - odpowiedziała z uśmiechem także ją obejmując i całując czule w głowę
-
Adela uśmiechnęła się, ale po policzkach Betty pociekły łzy... Zacisnęła zęby i łzawiąc, dobyła swojego brzeszczota wbiegając do kurhanu, choć przy jej krokach widać, iż rana doskwiera.
-
Catherine
Widząc zachowanie Beatrice złapała ją za rękę i nie pozwoliła jej odejść zbyt daleko,westchnęła ciężko i wciąż trzymając ją za rękę powoli ruszyła za nią z mieczem trzymanym w drugiej dłoni....
-
Kersijana
Wdzięczność w oczach po słowach Catherine można było tylko odczytać. Dziękuję... Ledwie ruszyła ustami nawet chyba nie wydając żadnego dźwięku....
Gdy Adela mrugnęła do niej oczkiem zrozumiała, że ten mały urwis jej mądrzejszy niż by się wydawało... Kersi patrzyła jak Adela żegna się z siostrami i zastanawiała się dlaczego tak polubiła tę dziewczynkę... Ogólnie lubiła dzieci, ale do niej czuła coś znacznie mocniejszego... Podeszła w końcu do dziewczyn i wzięła małą za rękę... Chodź słoneczko moje. Musimy konie związać i zająć się Twoją ręką... Obiecuję ze tylko sprawdzę jak się ma rana, ale to nie będzie nic a nic boleć....
-
Kersijana:
Dobrze ciociu, chodźmy... Odparła cicho Adela z chęcią dając się ująć za dłoń. Margaret tymczasem bacznie patrzy w drzewa, czy aby spomiędzy nich nic nie wychodzi...
Reszta:
Weszliście do ciemnego korytarza, tak, że ledwo widzicie osobę przed sobą. Jesteście w kolejności - Arstan, Beatrice, Catherine, Tristan, Lothiriel i Elrohir. Rycerz hebanowej rękawicy o mało nie spadł, gdy okazało się, że przed sobą ma schody w dół.
-
Arstan
Posrana architektura, pochodni rzecz jasna żadne nie wzięło pewno, no nic trza iść po omacku pewno kark skręcę
-
Kersijana
Bardzo ostrożnie odwiązała opatrunek Adeli coby przyjrzeć się ranie... Nie zauważyła nic niepokojącego, więc zawiązała go z powrotem... Popatrzyła w stronę, w którą Margaret spoglądała. Mam nadzieję, że nikt nie wyjdzie z tych drzew, ale w razie czego musimy ustalić coś... Gdyby jacyś nieumarli na nas szli to chyba najlepiej by było wskoczyć na konie i uciekać... Ino nikt wtedy by nie ostrzegł naszych towarzyszy... Obawiam się że jedyne wyjście to będzie w takiej sytuacji iść do tego grobowca... Wejście jest wąskie więc nie łatwo będzie ich nas dopaść.. Jako, że ja walczyć zupełnie nie umiem to proponuję, ze pójdę jako pierwsza za mną Adel a na końcu Ty byś odpierała ataki... Ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie....
Kersi przez chwilę jeszcze patrzyła w drzewa i zmieniła zdanie... Nie lubisz mężczyzn.. z tego co zauważyłam... Daj spojrzę na ranę na udzie puki są w grobowcu.. Kersi przykucnęła koło Margaret...
-
Kersijana:
W razie czego weźmiesz Adelę i wbiegniesz do środka, a ja zostanę tu i ich zatrzymam - odparła stanowczo Margaret. Istotnie nie lubię, zwłaszcza tych niewykastrowanych, cóż za nikczemne, zboczone łajdaki! Gwardzistka zdjęła z lewej nogi stalowe zbrojniki i opuściła nogawice, tak że ujrzałaś jej piękne, choć zranione ciało. Rana nie wydaje się specjalnie poważna.
-
Kersijana
Nikt nie będzie zostawał na zewnątrz i walczył... zresztą nic jak do tej pory nie widzę niepokojącego więc miejmy nadzieję że tak pozostanie.. Uśmiechnęła się do Gwardzistki....
Delikatnie opuszkami palców dotknęła miejsca w okół rany na udzie... Musze to obmyć... Spojrzała w oczy Margaret i się uśmiechnęła... Nalała wody na kawałek szmatki i obmyła te miejsce.. Bardzo delikatnie i powoli....
Nie wszyscy są napalonymi zboczeńcami, ale masz rację.. większość z nich tak....
-
Kersijana:
Margaret westchnęła, gdy opuszkami palców dotykałaś jej uda, wbiła wzrok w Twą dłoń, nie mogąc go oderwać. Gdy skończyłaś obmywać jej ranę, rzekła zamykając oczy - jesteś bardzo delikatna...
-
Catherine
Ale ona jest wrażliwa,nawet obrazić się nie można bo już płacze....,i dobrze że ten fiut idzie przodem,żadna strata jeśli kark skręci....
-
Arstan, Catherine:
Zaczęliście powoli schodzić w dół... Jednak na ostatnim stopniu Beatrice się potknęła i wraz z trzymającą ją za rękę Catherine, poleciała na Arstana... We trójkę grzmotnęliście o podłogę.
-
Arstan
Która niedojda na mnie spadła?
-
Catherine
Jęknęła z bólu gdy upadek nadwyrężył jej rany....gdy rozeznała się w sytuacji jedynie westchnęła ciężko i zebrała się z ziemi pomagając przy tym wstać Beatrice,Arstanowi zaś odparła poirytowanym głosem - Nie ważne,jakie to ma teraz znaczenie? - Oj Betty,ale z Ciebie niezdara....cud że żadna z nas nie nabiła się na miecz przy upadku....
-
Arstan
W sumie żadne odparł zbierając się z ziemi ale tak chciałem wiedzieć coby na przyszłość z którąś z Was koordynację poćwiczyć, przydać się może
-
Beatrice otrzepała kurz z sukni, patrząc niewinnie na oboje. Nie moja wina, że te schody takie krzywe... Powiedziała z miną niewiniątka i ruszyła pierwsza naprzód, trzymając Cathy za rękę. Widzicie jakieś światło w korytarzu...
-
Arstan
Yhm, ale jakbyś chciała "równowagę" królewno poćwiczyć to zapraszam haha dostrzegłszy światło ciekawe co to za diabelstwo?
-
Catherine
Prychnęła ze złością na słowa Arstana jednak dała się poprowadzić Beatrice za rękę,gdy się nieco oddaliły wyszeptała - Uważaj jak chodzisz bo coś sobie zrobisz a mamy wrócić dla Adele pamiętasz?
-
Dobrze... Obiecuję, że będę ostrożna siostrzyczko - szepnęła Betty, dodając - ale czekaj chwilę. Nerwowym krokiem podeszła do Arstana i uderzyła go otwartą dłonią w policzek. Twoje perwersyjne propozycje zostaw sobie dla tej szmaty, którą w dyby zakułeś! Wrzasnęła.
-
Kersijana
Nie chcę Ci bólu sprawiać i staram się być jak najbardziej...... No musiała powiedzieć jednak te słowo.... delikatna... Widząc, ze Margaret nie podjęła dalszego wątku o mężczyznach domyślała się czego może dotyczyć dalsza rozmowa z nią... Nie chciała jej jednak sprawiać przykrości, a domyślała się co ma na myśli... Tak właściwie to Kersi nie wiedziała co ma powiedzieć. Czuła się trochę zmieszana... Lubiłą gwardzistkę i zależało elfce na jej przyjaźni...
-
Kersijana:
Po skończeniu opatrywania rany, Margaret podciągnęła szybko nogawice, założyła zbrojniki i przytuliła na chwilę Kersijanę. Dziękuję - szepnęła, widzisz, że z czoła pociekło jej sporo potu... Martwię się o nią... O nich... Dodała, siadając na ziemi.
-
Arstan
Haha kto się czubi ten się lubi, ale teraz się skupmy bo nie wiadomo co tam się czai, a jak się wywaliliśmy to nici z zaskoczenia bo pogłos poszedł daleko
-
Kersijana
Bez cienia wątpliwości dała się przytulić... po chwili jednak usiadła obok i zbierając swoje rzeczy popatrzyła na Adelę czy wszystko z nią w porządku.
O nią.... Uśmiechnęła się.... Kto jest w Twoim sercu?.. Mnie możesz powiedzieć.... Ja naprawdę jestem tolerancyjna i.... Kersi zaczerwieniła się na twarzy... Dobrze, że nie umiesz czytać w mych myślach bo byś nie jedno już o mnie wiedziała...
-
Catherine
Dawno nie spotkałam tak odrażającego chama....,pomyśleć że rycerzem się tytułuje,jak dla mnie to raczej tępy bandyta z dobrym wyposażeniem i nikt więcej.... - pomyślała z odrazą,nie pozwoliła jednak Beatrice na kontynuowanie sprzeczki i odgryzanie się Arstanowi,i tak niepotrzebnie go już uderzyła.... - Chodź Beatrice,daj sobie spokój.... - powiedziała tylko łapiąc ją za rękę i idąc w stronę światła
-
Kersijana:
Adela wlazła Ci na kolana, obejmując po tym za szyję i przysłuchując sie rozmowie. Margaret chwilę się zamyśliła i odparła - nie wiem, czy to zauroczenie, czy miłość... Ale Cathy... Ona tak uroczo troszczy się o Adelę, ma takie dobre serce, nie odtrąciła mnie, jak większość... I tak cudownie dotykała mego ciała...
Arstan, Catherine:
Ostrożnie podeszliście w stronę światła... Po chwili wydostaliście się z ciemnego korytarza, stając w sporym, okrągłym, oświetlonym pomieszczeniu. Na ścianach są różne rzeźby, przedstawiające walczących wojowników... Na środku tej komnaty, dostrzegacie unoszący się w powietrzu, piękny, długi, biały miecz o czarnej rękojeści. Wydobywa się z niego biała poświata, to chyba ona jest źródłem światła. Po bokach miecza stoją jednak wojownicy w czarnych zbrojach, szczelnie nią okryci, dzierżący w dłoniach potężne topory o czarnych trzonkach i ostrzach...
-
Arstan
No to może królewna ich zagada na śmierć czy tradycyjnie próbujemy ich poszatkować, choć może obędzie się bez tego
-
Catherine
A więc to prawda.... - pomyślała i aż wydała z siebie ciche westchnięcie zachwytu na widok miecza,zaraz jednak otrząsnęła się i szepnęła cicho do Beatrice - Może jeśli okażesz im swoje ostrze oddadzą Ci to którego strzegą? W końcu to Ty masz prawo do decydowania komu go przekażesz zgodnie z przepowiednią....,ale równie dobrze mogą się na nas rzucić a nie wiem czy damy im radę w tym stanie....
-
Beatrice skinęła głową Catherine i zetknęła swoje czoło z jej na chwilę, po czym trzymając miecz przed swą twarzą, ruszyła powoli naprzód. Reszta bacznie się jej przygląda, Lothiriel nałożyła strzałę na cięciwę łuku, to samo kazała Elrohirowi. Straty żadnej z was nie przeboleję, jesteś rozsądniejsza, czuwaj nad nią córeczko - szepnęła królowa do Cathy.
Gdy królewna zbliżyła się do wojowników, jeden z nich wystąpił na dwa kroki i rzekł donośnym choć złowrogo brzmiącym głosem - wyczuwam miecz Anor, bliźniacze ostrze Ithilu. Przeznaczenie więc cię tu przywiodło, dlatego oddamy ci bez walki to, co twoje. Jednakoż wszyscy ci, którzy tu przybyliście, musicie odpowiedzieć na pytania, jedno dla każdego. Jeśli którekolwiek z was źle odpowie, stracicie szansę na zdobycie miecza. Zgadzacie się?!
Beatrice odwróciła się w Waszą stronę pytająco.
-
Arstan
Eee a to ma być coś jak test wiedzy czy sprawdzanie sumienia? A co tam odpowiem
-
Catherine
Uśmiechnęła się pod nosem do siebie,zaś gdy Beatrice się do niej odwróciła skinęła jej głową na znak zgody
-
Kersijana
Poprawiła pozycję by Adeli było wygodnie gdy ta usiadła jej na kolanach... Spróbuj się zdrzemnąć... Ucałowała ją w policzek i okryła swoim płaszczem.
Catherine jest bardzo dobra... Czasami tylko tego nie okazuje na zewnątrz. Ja myślę że coś ja trapi ale dotrzeć do niej nie potrafię... Ale wiesz, mądry wybór.... Myślę, że ona Cię lubi... Kersi trochę strzelała w ciemno chcąc dać nadzieję Margaret, ze wszystko z Caht się Jej ułoży....
Pocałowała małą znów w policzek i zaczęła głaskać po głowie... Chodź do nas Margaret,,, razem będzie nam cieplej i wygodnie, a mój płaszcz chyba jeszcze pomieści taka zgrabną dziewczynę jak Ty.... Zaśpiewam wam....
Niemało koni jest na świecie
Odważnych, lotnych, urodziwych
Ale takiego nie znajdziecie
Jak mój rumak urodziwy
Rumak gwiazdę ma na czole
Sprężyste nogi, piękny ogon
A kiedy niesie mnie przez pole
Ludzie napatrzeć się nie mogą
A kiedy rankiem w drogę rwie się
Sierść Lśni się niby rosa
Czuję jak on unosie się do nieba
I mnie zanosi... Tam w niebiosa.
-
Kersijana:
Margaret przytuliła się do Ciebie słuchając z uwagą piosenki, a Adela zasnęła z zadowolonym obliczem, też wtulona w Ciebie... A wracając do Cathy, to nie wyjdzie, ona... Ja jestem kobietą, dlatego... Zaoferowała mi tylko swą przyjaźń...
Reszta:
Zatem, pierwsze pytanie do ciebie, Beatrice! Donośnie oznajmił wojownik. Co uważasz za największą przyjemność, jaką da ci bycie królową!? Młoda królewna zamyśliła się na chwilę, ale odparła nieco niemrawo - to... Że będę mogła... Jechać na czele swych rycerzy, skinąć mieczem w stronę naszych wrogów, kazac im szarżować, pognać po chwałę albo i śmierć, ale to nieważne, bowiem dlatego warto żyć! Betty wyraźnie podnieciła się swą wizją, aż kładąc ręce na sercu, a jej oblicze się rozanieliło. Dobra odpowiedź! Rzekł wojownik.
Drugie pytanie do Arstana, rycerza Hebanowej Rękawicy! Czy gdyby Beatrice, Catherine i Lothiriel leżały tu związane nago, wykorzystałbyś to nikczemnie!?
-
Arstan
Elfki raczej nie, ale resztę z ochotą
-
Catherine
Ukryła twarz w dłoniach gdy usłyszała odpowiedź Beatrice i aż spojrzała na nią z zażenowaniem....,Arstan zaś zupełnie jej nie zaskoczył,wiedziała że gdyby mógł zgwałcił by bez wahania każdą kobietę jaka by mu sie nawinęła pod rękę....
-
Kersijana
Szeptem coby nie zbudzić Adeli...
Kiedyś miałam marzenie by mieć kogoś bliskiego.
Gdy go już znalazłam, boję się o niego....
Nie wiem czy mym mężem kiedyś on zostanie
Ale mam marzenie, że przyjacielem się stanie...
Bo ważniejsze jest by w związku nie partnera znać
Ale właśnie Przyjaciela co z nim konie można kraść.
Twoja przyjaciółka więcej szczęścia Ci da moja droga niż partnerka życiowa....
Długo ich nie ma, ale cisza... To chyba dobry znak? co nie?
-
Świnia! Krzyknęła Beatrice do Arstana, przytulając Catherine z troską. Odpowiedź poprawna! Teraz pytanie do ciebie, rudowłosa wojowniczko! Wymień wszystkie osoby, które kochasz szczerze całym sercem, i rzeknij, co sprawiło, że je umiłowałaś!
Kersijana:
Wszystkie Noldorki są takie mądre? Spytała szczerze Margaret, odpowiadając po tym na Twe pytanie - może i zły, a może i dobry... Boję się, może powinnyśmy sprawdzić?
-
Arstan
Co świnia, co świnia, no może i świnia, ale samobójstwo jak co niektórym mi się nie marzy, a Ty chcesz widać takowe popełnić Beti
-
Arstan:
Och, ty nic nie wiesz o romantyźmie! Odparła oburzona Beatrice.