Catherine
Nie interesuje mnie to,w tym tempie zanim dojdziemy do uzdrowicieli bitwa się skończy!Oni może nie mogą jechać konno ale ja już tak,pojadę sama,opatrzą mi dłoń i wracam do walki,a teraz stawiaj mnie na ziemi bo kończy mi się cierpliwość!
Wersja do druku
Catherine
Nie interesuje mnie to,w tym tempie zanim dojdziemy do uzdrowicieli bitwa się skończy!Oni może nie mogą jechać konno ale ja już tak,pojadę sama,opatrzą mi dłoń i wracam do walki,a teraz stawiaj mnie na ziemi bo kończy mi się cierpliwość!
Catherine:
Ehh, dajcie tu jej konia! Krzyknął rycerz, po czym usadził Cię na Rosie. Powodzenia, pani!
Catherine
I wam powodzenia życzę.... - odparła po czym ujęła wodze w zdrową dłoń i pognała w stronę miasta by jak najszybciej wyleczono jej dłoń
Catherine:
Za Tobą gnali jeszcze jakiś czas rycerze przysłani przez Betty, dopiero zawrócili przed bramami miasta. Gdy przez nie przejechałaś, dojrzałaś jak z murów zbiegają Adela z Lilly, zaniepokojone. Siostro! Krzyknęła mała.
Catherine
Kochanie! - odkrzyknęła na jej widok,zeskoczyła z konia podbiegając do niej i objęła ją zdrową ręką,jednak zaraz po tym zwróciła się do Lilly mówiąc - Moja droga,potrzebuję Twojej pomocy,Betty kompletnie straciła głowę i miota się po polu bitwy zupełnie nie orientując się w sytuacji,zaraz znów wpadnie w jakieś kłopoty....Dlatego muszę tam wracać,ale z tą dłonią nie dam rady,opatrzysz mi ją?
Catherine:
Adela przytuliła się mocno do Ciebie... Lilly wzięła do rąk Twą zranioną dłoń i rzekła - dziewczyno chyba nie sądzisz, że pozwolę ci wrócić do bitwy tak! Muszę ci najpierw wyjąć strzałę, przemyć ranę, obandażować... A później musisz uważać, by jej nie zakazić, nie, nie ma mowy, dla ciebie bitwa się skończyła!
Catherine
Lilly,bo poszukam innego uzdrowiciela!Jesteś najlepsza zaraz po mamie,i ufam Ci tak samo jej....Dlatego proszę,nie każ mi tego robić,beze mnie którejś z nich może się coś stać.... - rzekła kładąc zdrową dłoń na policzku przyjaciółki spoglądając w jej oczy....
Catherine:
Ehhh no dobra już dobra! Co za uparta cholera z ciebie... Z was wszystkich, w ogóle, jedna szarżuje jak głupia, druga chce ją ratować, a potem wszystkie do Lilly, najlepsze że jeszcze nie pozwolą jej się sobą zaopiekować, tylko "muszę wracać do walki, muszę wracać do walki"! Daj rękę i się nie ruszaj...
Catherine
Też Cię kocham.... - odparła zastygając w bezruchu zgodnie z poleceniem....
Catherine:
Lilly ułamała Ci strzałę, a następnie starannie usunęła grot z dłoni. Po tym polała ranę jakąś miksturą z niewielkiej buteleczki, a następnie zabandażowała Ci dłoń... Cały zabieg był bolesny, a Ty wciąż niezbyt możesz ruszać zranioną dłonią, ale wygląda na to że chociaż wodze będziesz mogła w niej trzymać. Gotowe, a teraz jedź, nie bacz jeszcze na własne bezpieczeństwo, bo po co - rzekła Lilly i przytuliła Adelę do siebie, roniąc łzy.