-
Catherine
Kocham Was obie.... - rzekła obejmując je delikatnie i całując każdą w policzek, po czym wskoczyła na konia i rzuciła jeszcze z siodła - Zaraz powinni przynieść Margaret i Tristana,zajmijcie się nimi proszę.... - i nie czekając na odpowiedź pognała z powrotem w stronę pola walki....
-
Kersijana
Gdy rycerz skonał na jej kolanach elfce popłynęły łzy z oczu. Nie było ich wiele ale jedna spływając po jej twarzy skapnęła na jego twarz... Dziwne, ale Elfka to właśnie zapamiętała. Ilekroć zobaczy łzę na kogoś policzku to zawsze pomyśli o tym młodzieńcu co postawił na szali swoje życie by bronić takich jak ona... Ludzi czy Nordolczyków... Nie jest istotne jakie rasy, ważne że bezbronnych i słabych... Zawsze znajdzie się ktoś kto ma siłę postawić się niesprawiedliwości i tyrani. Koto jest w stanie do najwyższego poświęcenia...,
Kersijana jeszcze chwilę była przy rycerzu, ale w końcu wstała... zaczęła rozglądać się w około by rozpoznać sytuację... Zastanawiała się gdzie jest Lothiriel. Przecie Ona musi być tam gdzie jej Bracia... Tam gdzie nordolsie rumaki.......
-
Kersijana:
Rycerz zamknął oczy i zmarł, gdy zdjęłaś jego głowę ze swych kolan. Królowej nigdzie nie widzisz, ale dostrzegłaś że Beatrice wraca z konnymi Lariańczykami kłusem. Wymachuje swym mieczem wykrzykując - zluzować szyki! Przegrupować się i nacieramy znowu! Widzisz również z oddali, na prawej flance armii, jak jacyś jeźdźcy na białych oraz czarnych koniach szykują się do kolejnego natarcia. To prawie na pewno Noldorowie, gdyż ich zbroje błyszczą niesamowicie a maści ich wierzchowców świadczą o doskonałych rasach...
-
Kersiajana
Wreszcie....Moi bracia... Kersijana wskoczyła na Mirillia Lassi chciała znaleźć jakieś w miarę bezpieczne miejsce by móc popatrzeć na szarżę nordolczyków....Gdy usłyszała Beatrice schyliła się mocno na szyję konia by ta jej nie dostrzegła. Było mało prawdopodobne by Beatrice ją zobaczyła ale zawsze istniało takie prawdopodobieństwo.
-
Kersijana:
Beatrice zgodnie z przewidywaniami nie dostrzegła Cię, podekscytowana i zajęta zagrzewaniem swoich rycerzy do walki. Gdy podjechałaś trochę do hufca noldorskich wojowników, dostrzegłaś że to Rycerze Brzasku pod przewodem samego króla... Władca, ubrany w przepiękną, srebrną, runiczną zbroję, w długim płaszczu, w złotej koronie i dosiadający białego rumaka, zwrócił na Ciebie swą uwagę.
-
Kersijana
Powitała Skinieniem głowy Króla..... Witam Was Panie... Jestem służką waszej żony... Zagubiłam się w tej matni i miałam nadzieję odnaleźć ją Przy Was... Przy Rycerzach Brzasku. Proszę nie odsyłajcie mnie... Tam gdzie i Ona tam jest moje miejsce......
-
Kersijana:
Nigdzie jej dostrzec nie możemy, ale wyczuwam jej obecność, moja Lothiriel naprawdę żyje, moja kochana Lothiriel... Odparł król. Z szeregów Rycerzy Brzasku wyjechał również Elrohir, patrząc na Ciebie i pytając - co tu robisz? Drogę masz wolną, możesz jechać dokąd zechcesz. Nie chcesz wszak już być przy mnie.
-
Kersijana
Spuściła głowę gdy Elrohir ją tak powitał.... Wiele słów powiedziała ale niewiele zrozumiał On z tego co mówiła... Czuła jak do oczu napływają jej łzy... nagle spięła konia i ruszyła cwałem w kierunku zamku.... Nie oglądała się za siebie i nie słuchała żadnych nawoływań... Jak mogłeś,,, jak ty mogłeś? Kersi miała zamiar pozbierać swoje rzeczy i uciec. Uciec jak najdalej od wszystkich których tak kochała i których tak mocno raniła....
-
Kersijana:
Elrohir ruszył cwałem za Tobą, doganiając Cię po kilku chwilach. Zatrzymaj się, jeśli jeszcze mnie kochasz - rzucił patrząc na Ciebie.
Catherine:
Gdy wyjechałaś z bramy, zobaczyłaś że rycerze niosą jeszcze Tristana, ale Margaret już nie... Jej rumaka również nie ma.
-
Catherine
O nie! - pomyślała i natychmiast do nich pytając - Gdzie ta dziewczyna którą przed chwilą tu nieśliście nieprzytomną?!