-
Catherine:
Betty spojrzała Ci przenikliwie w oczy dostrzegając, że coś jest nie tak, ale widocznie nie chciała roztrząsać i szepnęła tylko - przepraszam, że złamałam obietnicę, bo za to jesteś na mnie zła na pewno... Ale nie moja wina, ze taka jestem... Kocham cię, wiesz Cathy? Nie czekając na odpowiedź odwróciła się i smutna zaczęła odjeżdżać na czoło rycerzy.
-
Catherine
Z trudem powstrzymała się od warknięcia czegoś do odjeżdżającej siostry,opanowała się jednak i ustawiła w szyku patrząc przed siebie....Zastanawiało ją gdzie jej mama i Rita bowiem nigdzie ich nie widziała ale sądziła że są bezpieczne bowiem walczyły z dystansu a nie mogły skoczyć w ogień za którąś z nich bowiem były całe i zdrowe....
-
Catherine:
Betty, jeszcze nie na widoku wszystkich rycerzy, zaczęła szlochać... Na razie tylko pociągnęła nosem kilka razy, ale jeśli czegoś nie zrobisz, może dojść do tragedii...
-
Catherine
Ehh,co za wrażliwa z niej żmija.... - pomyślała i podjechała do niej opierając głowę na jej ramieniu - Nie płacz....Ja też Cię kocham i będę kochać....No już,weź się w garść,Ci ludzie czekają byś ich poprowadziła siostrzyczko....
-
Catherine:
Naprawdę? To takie piękne słowa, wzruszyłam się, wiesz kochanie? Szepnęła patrząc Ci w oczy. Smutek już z niej jakby zniknął, ale wydaje się że wciąż jest na granicy płaczu i chyba tylko wzniosłe słowa mogą ocalić sytuację.
-
Catherine
Zatem razem siostro,po zwycięstwo! - szepnęła do niej dobywając miecza i patrząc w jej oczy
-
Kersijana
Tak kochany.... Masz rację,, całkowitą rację... Odpowiedziała tuląc się do niego
-
Kersijana:
Nagle poczułaś mdłości... I uświadomiłaś sobie, że jeżdżenie po polu bitwy raczej nie zrobi dobrze dziecku, jakie nosisz w brzuchu...
-
Kersijana
Poczuła mdłości... Strach przemieszany z ogromną radością... przesunęła dyskretnie dłoń na podbrzusze... O Astero,,, Przecież ja.... Kersijana otrząsnęła się nagle... Elf. On teraz nie może się dowiedzieć... Nie chwilę przed walką... Najchętniej by błagała Go by nie jechał, ale zdawała sobie sprawę, że nie może żądać czegoś takiego.... Nie dając Po sobie poznać... Muszę odszukać Adelę... Wracaj Elrohirze.. Obiecuję, że Będę czekała na Ciebie...Pocałowała go z wielką miłością w usta i chwyciła go mocno za dłoń ale ruszyła koniem powoli zwalniając uścisk... Obiecaj, że wrócisz... Cały i zdrowy.... Masz dla kogo żyć... Pamiętaj....
-
Kersijana:
Elrohir odwzajemnił namiętny pocałunek i uśmiechnął się z nadzieją w oczach. Gdy ruszyłaś odszukać Adelę, znalazłaś ją tuż za bramami miasta. Jest razem z Lilly, która opatruje ciężko rannego Tristana. Ciocia! Krzyknęła dziewczynka.
Catherine:
Tak... Po zwycięstwo... Po zwycięstwo siostro! Krzyknęła Betty na cały głos i z mieczem skierowanym ku Jatu, ruszyła cwałem naprzód, a za nią wszyscy rycerze. Przed wasze natarcie, na prawej flance, wysunęli się też noldorscy Rycerze Brzasku, mknąc niczym błyskawice pod przewodem swego króla. Po waszej lewej stronie zaś szarżują Rycerze Gryfa wiedzeni przez Archibalda... Znów wbiliście się w szeregi Jatu, nie bacząc na ulewę strzał.