-
Catherine
Pierwszego koczownika na swej drodze ścięła niczym snop zboża,lekkozbrojny jeździec nie miał z nią najmniejszych szans....Niestety wrogów było tak wielu że nie było mowy o chwili oddechu i natychmiast runęło na nią dwóch kolejnych przeciwników znacznie lepiej uzbrojonych,obaj bowiem nosili ciężkie pancerze i dzierżyli potężne kawaleryjskie szable,dosiadali też znacznie lepszych rumaków a ponadto jeden z nich wyróżniał się bogatymi zdobieniami na swym ekwipunku....Na domiar złego przebita dłoń powoli zaczynała pulsować tępym bólem,mimo to nie miała zamiaru oddać im pola....Postanowiła najpierw wyeliminować słabszego z przeciwników by z tym groźniejszym walczyć jeden na jednego....Obaj jednak równie mocno pragnęli zatknąć jej głowę na lancę i przez to uderzyli jednocześnie zasypując ją ciosami i tym samym krzyżując jej plany,nie zdołała sparować wszystkich ataków jednak większość powstrzymała jej zbroja oraz tarcza,zaledwie jedno cięcie delikatnie zraniło ją w bark....To co z początku okazało się utrudnieniem stało się przeszkodą,koczownicy bowiem w ferworze walki i skupieniu na niej wpadli na siebie nawzajem przeszkadzając sobie tym samym i wyrzucając stek przekleństw we własnym języku....Błyskawicznie wykorzystała ten dar od losu i czystym pchnięciem trafiła idealnie pod czepcem kolczym jednego z Jatu strącając go z siodła....Groźniejszy z rywali opamiętał się w porę i nie podzielił losu kompana zamiast tego przechodząc do kontrnatarcia....Wdali się w piękną wymianę uderzeń,żadne z nich nie mogło uzyskać jednoznacznej przewagi,w końcu jednak doświadczenie dało o sobie znać i wojownik uderzył ją znienacka tarczą w głowę o mało nie zrzucając z siodła i chwilę po tym wyprowadzając cios który rozciął jej niedawno zagojony bok,zacisnęła zęby o mały włos nie krzyknąwszy z bólu,postanowiła zagrać tą kartą i udała bardziej oszołomioną niż była w istocie....Podstęp najwyraźniej się udał bowiem jej przeciwnik zgodnie z przewidywaniami się rozluźnił tracąc koncentrację i odsłaniając się podczas wykonywania jak wydawało by się kończącego ciosu,w mgnieniu oka wykorzystała jego błąd przeszywając jego zbroję pod pachą z taką siłą że jej miecz aż przeszedł na wylot....Jednak gdy tylko go wyszarpnęła ujrzała szarżującego wprost na nią jeźdźca z włócznią pochyloną do ciosu,wiedziała że nie ma już czasu na reakcję i jedynie przymknęła oczy licząc na to że jej zbroja jakoś wytrzyma to pchnięcie....Które jednak nie nadeszło,nagle bowiem znikąd wyskoczyła Lothiriel i finezyjnym cięciem pozbawiła go głowy.... - To mówisz że fechtunek nie jest Twoją mocną stroną?Tiaaa.....
-
Kersijana:
Adela zaśmiała się i wtuliła znów w Ciebie, szepcząc - tak się martwię ciociu... O moje siostry i mamę... I przyjaciółki... Lilly wzruszyła ramionami i odstawiła buteleczkę. Pozostaje nam chyba tylko czekać, nie?
Catherine:
Córeczko! Lothiriel podjechała do Ciebie szybko i zaczęła oglądać Twe rany, mówiąc - przepraszam cię kochanie, tak bardzo cię przepraszam, że nie zdążyłam...
Betty tymczasem dostrzegła Cię uśmiechnęła się do Ciebie głupkowato, łapiąc w swe dłonie chorągiew rycerzy Gryfa. Jej mina sugeruje, że coś kombinuje... Nie jest poważnie ranna, cieknie jej tylko krew z kolana.
-
Catherine
Spojrzała na mamę i wzruszyła jedynie ramionami,rany jak to rany,nieunikniona rzecz na bitwie,już zbierała się by jej coś odpowiedzieć jednak gdy spostrzegła zachowanie siostry bez zastanowienia podjechała do niej i odebrała chorągiew mówiąc stanowczo - Nawet o tym nie myśl....Już ja wiem co Ci chodzi po głowie....
-
Kersijana
Nie martw się Moja Księżniczko... Nic im się nie stanie złego.. Elfy są z nimi... Zobaczysz... A teraz to faktycznie pozostaje nam czekać....
-
Catherine:
W oczach Twojej walniętej siostrzyczki pojawiły się znów łzy... Spływające powoli po jej umorusanych kurzem policzkach.
Kersijana:
A właśnie ciociu... Elfy naprawdę przybyły? To musiało niesamowicie wyglądać...
-
Kersijana
Tak,,, Nie ma nic piękniejszego jak widok dumny i odwagi, na swych pięknych rumakach. Takich jak Mirillia Lassi... Równy szyk powoli rozpędzający się w morderczą dla wroga szarżę... Powiadają że zginać z ręki Rycerza Brzasku to zaszczyt.. Wiesz, coś w tym jest,, choć wolałabym by nigdy nie wyło wojny.. Ale niestety to nie jest możliwe...
-
Catherine
Nie no proszę,jedź przed siebie Betty,zapomnij że cokolwiek mówiłam....Jedź i baw się dobrze.... - wyrzuciła z siebie puszczając chorągiew,męczyło ją tak dziecinne zachowanie siostry w czasie bitwy....- Ehh,ona chyba myśli że to wszystko jest zabawa a ja zabrałam jej ulubioną zabawkę....Nie wyrobię z tą dziewczyną,po prostu nie wyrobię....
-
Catherine:
Za co mnie tak nienawidzisz siostro - szepnęła piskliwie Betty i nie czekając na odpowiedź, pomachała chorągwią, a następnie krzyknęła załamującym się głosem - zawracamy! Na lewą flankę i okrążamy ich, w galop!
Kersijana:
Gdyby nie było wojny, nie byłoby i rycerzy... A bez nich tak trochę smutno, prawda?
-
Catherine
Zaczęła mówić z niedowierzaniem - Jak możesz tak mówić Betty?Ja to.... - jednak w pewnym momencie po prostu urwała,pokręciła głową i pojechała w ślad za siostrą,miała serdecznie dość tego dnia i liczyła że jak najszybciej sie skończy,miała ochotę po prostu zamknąć się w jakiejś pustej komnacie i walnąć w spokoju na łóżko z dala od tego wszystkiego....
-
Kersijana
To nie jest dokładnie tak, moja droga...Bycie rycerzem to coś więcej niż walka... Prawdziwy rycerz wie co to honor i odwaga.. Owszem często to wymaga uczestniczenia w różnego rodzaju mniejszych czy większych potyczkach, a czasem i w wojnach... Ale Nie każdy rycerz jest Rycerzem... Kiedyś zrozumiesz to.... Nie mówmy o wojnie i walkach.... daj uczeszę Ci włosy... Ten diadem co ci podarowałam będzie pięknie wyglądał jak zrobię Ci nordolską fryzurę....