-
Kersijana
Chodzi Ci o to z kim się... Kersijana ugryzła się w jezyk.... przy kim moje serce mocniej bije> z kim chce spędzić resztę życia? To Chyba nie jest trudno zgadnąć... Wiesz? on jest ojcem mojego dziecka..... To Elrohir.... Kersi uśmiechnęła sie do dziewczynki...
-
Catherine:
Rycerze zgodnie z Twym poleceniem odsunęli się. Lothiriel opatrzyła ranę królewny i przyłożyła swoją dłoń do jej i Twej, którą ją trzymasz. Zmęczona królowa rzekła bezsilnie - co ja mam zrobić, jestem zbyt wyczerpana, nie uzdrowię jej teraz... Moje biedactwo...
Kersijana:
Hihi... Przystojny jest, ale niemiły strasznie. A jak sobie radzi w... Hihihihi...
-
Catherine
Nie uzdrawiaj jej,przeżyje....A jak to zrobisz to nie pomożesz nikomu innemu.... - rzekła pochylając się i całując siostrę w czoło,zaraz po tym wstała i rzekła na odchodne - Idę poszukać Margaret,kto wie co ta wariatka sobie zrobiła....I dziękuję za pomoc mamo,bez Ciebie skończyła bym jak Betty....
-
Kersijana
Osz Ty mała spryciulo... No tak już duża jesteś dziewczynka,,, nic dziwnego że zaczynasz się interesować chłopcami.... Kersijana wyraźnie była zakłopotana.... Schyliła się nad jej uchem i wyszeptała.... On jest wspaniały... i comoknęła ją w uszko....
-
Catherine:
Dobrze córciu... Jęknęła Lothiriel. Znalazłaś Margaret siedzącą przy swym koniu i syczącą co chwila z bólu. Właśnie odgania jakiegoś rycerza, który chce jej pomóc. Tak na niego wrzasnęła, że ten uciekł szybko...
Kersijana:
Adela zachichotała zadowolona z pocałunku. Oparła się po tym na Twoim ramieniu i przymknęła oczka...
-
Kersijana
Myśląc że dziewczynka ma zamiar pospać przytuliła ją do siebie i głaszcząc po głowie nuciła cicho elfia kołysankę...
-
Catherine
Bez słowa podeszła i zaczęła ją dokładnie oglądać,wiedziała że Margaret nie powie jej złego słowa a wręcz się ucieszy z jej przyjścia dlatego też nie zamierzała pytać o zgodę....
-
Catherine:
Margaret odetchnęła z ulgą gdy Cię zobaczyła. Chyba skręciłam kostkę - rzekła cicho.
Kersijana:
Adela prędko zasnęła wtulona w Ciebie...
-
Catherine
Daj,zobaczę....- rzekła podchodząc do jej nogi jednak nie wytrzymała i wyrzuciła z siebie ze złością - I wiesz co,naprawdę przesadzasz....Tristan ryzykował życiem by Cię ocalić,gdyby nie on była byś martwa,leży teraz nieprzytomny pod opieką Lilly....Rozumiem że wolisz dziewczyny od mężczyzn,i kocham Cię taką jaka jesteś ale naprawdę nie każdy mężczyzna jest zły i nie każdy zasługuje na takie traktowanie z Twojej strony....
-
Catherine:
A... Ale jak, Tristan ocalił mi życie? Spytała Margaret z szczerym niedowierzaniem.