Catherine
Uspokój się kochanie,tylko ja widzę Twoją piękną stopę....A mnie się chyba nie wstydzisz,prawda? - rzekła uspokajająco patrząc jej przy tym w oczy
Wersja do druku
Catherine
Uspokój się kochanie,tylko ja widzę Twoją piękną stopę....A mnie się chyba nie wstydzisz,prawda? - rzekła uspokajająco patrząc jej przy tym w oczy
Catherine:
Nie, ciebie nie... Już dobrze, spokojnie, spokojnie, spokoooojnie... Szepnęła sama do siebie dysząc ciężko.
Catherine
Hmm,skarbie,co mogę zrobić żebyś się nie wstydziła swojej stopy? Nie mogę założyć Ci buta bo Twoja noga mówi że to bardzo zły pomysł....Bandaż wystarczy?
Catherine:
Zostaw mnie tu Cathy, niech umrę spokojną śmiercią, mam dość, oni mnie pożerają wzrokiem, naga przed mężczyznami... Takie upokorzenie...
Catherine
Przestań wygadywać bzdury!Nie zostawię Cię,nawet o tym nie myśl! - ofuknęła ją ze złością jednak zaraz dodała łagodniej - To jak?Bandaż?Nie zobaczą Twej skóry....To tak jak byś owinęła ją w tkaninę....
Catherine:
Niech będzie bandaż... Ale pocałuj mnie jeszcze - rzekla cicho i pociągnęła nosem.
Catherine
Dobrze skarbie....Już dobrze,nie bój się,zaopiekuję się Tobą.... - odparła i pocałowała ją czule i delikatnie w stopę a następnie zaczęła ją powoli i starannie obwijać bandażem....
Catherine:
Kobieta westchnęła od pocałunku... Gdy owinęłaś jej stopę bandażem, spojrzała na Ciebie niepewnie.
Catherine
Przesunęła się tak że leżała obok niej i przytuliła się mocno mówiąc cicho - Nie wiem co mam robić....Czuję taki ból w środku....Wiesz,dziś zrozumiałam że mama ma już setki lat a wciąż wygląda jak by dochodziła do trzydziestu....Boję się Margaret,tak strasznie się boję starości gdzie ona wciąż będzie piękna,młoda i zwinna a my stare,brzydkie i niedołężne....To dzieci powinny się zajmować rodzicami na starość nie na odwrót....
Catherine:
Wiesz... Spójrz na to z tej strony, że nie będziesz musiała patrzeć na jej śmierć... Pomyśl, jak wiele bólu by ci to sprawiło... Odparła, również Cię przytulając.