Catherine
Wybacz,sama bym to zrobiła ale nie potrafię....Nie znam się na uzdrawianiu jak Rita,Lilly czy....no wiesz.... - rzekła powoli się podnosząc i pomagając także wstać Margaret
Wersja do druku
Catherine
Wybacz,sama bym to zrobiła ale nie potrafię....Nie znam się na uzdrawianiu jak Rita,Lilly czy....no wiesz.... - rzekła powoli się podnosząc i pomagając także wstać Margaret
Catherine:
No wiem - Margaret wstała jakoś z Twoją pomocą i obie udałyście się w stronę szpitala. Oni dziwnie na mnie patrzą, widzieli mnie nago - rzuciła.
Catherine
Nie widzieli,masz bandaż kochanie,pamiętaj.... - odparła szukając wzrokiem Lilly
Catherine:
Gdy powoli dotarłyście za mury miasta, zauważyłyście Lilly tuż za bramą. Siedzi przy Tristanie, a obok niej Adela wtulona w Kersijanę i śpiąca... Uroczo razem wyglądają.
Kersijana:
Wkrótce wróciła Catherine, podtrzymując Margaret, która zrobiła sobie coś w nogę.
Catherine
Westchnęła ciężko na widok jaki zastała,mimo że lekko mówiąc nie była nim zachwycona to postanowiła zignorować "ciocię" swojej siostry i nie odzywać się do niej,jak zwykle zresztą....Ze wszystkich poznanych przez nią osób tylko o Arstanie miała gorsze mniemanie,nie ufała jej za grosz i nie sądziła by była w niej choć odrobina dobra czy szlachetności.... - I co z nim Lilly?Widziałaś Betty i mamę?Albo Ritę? - zapytała cicho swoją przyjaciółkę tak by nie zbudzić śpiącej siostry
Kersijana
Uśmiechnęła się widząc Cathy i Margaret nie dlatego, że lubiła wojowniczkę ale z czystej przyzwoitości. Przecie to logiczne, że widząc kogoś znajomego, kto wraca z bitwy musi owocować choć minimalną ulgą, świadczącą przynajmniej o tym, że jeszcze wróg ich nie pokonał... Uśmiech ten jednak przerodził się w pełen troski i bólu gdy zobaczyła, że z nogą Margaret nie jest najlepiej... Postanowiła jednak nie wychodzić przed szereg i ofiarować swoja pomoc nieproszona... Z jaj ust nie wydobył się jednak żaden dźwięk... żadne westchnienie... ot tylko ten uśmiech... Przytuliła delikatnie śpiącą Adelę...
Lilly podbiegła szybko do Catherine oraz Margaret i pomogła usadzić wygodnie Veccaviankę. Nie, nie widziałam ich, a co do Tristana to opatrzyłam mu rany, musi teraz tylko odpoczywać dużo. Uzdrowicielka spojrzała na obandażowaną nogę kobiety.
Tymczasem przez bramę wjechał do miasta Elrohir dumnie, trzymając jedną rękę na biodrze. Uśmiechnął się do Kersijany z początku, ale zmarszczył brwi widząc jak tuli ludzką dziewczynkę...
Catherine
Ulżyło jej na wieść o stanie Tristana zaś gdy dostrzegła zachowanie elfa pomyślała - Oboje są siebie warci.... - nie zaprzątała sobie jednak nimi dłużej głowy i rzekła do Lilly - Skręciła kostkę....Może przejdziemy w jakieś bardziej ustronne miejsce?Wiesz,że Margaret nie chce nikomu pokazywać stóp....Albo masz coś żeby ją zasłonić?
Kersijana
Gdy dostrzegła Elrohira na twarzy elfki można było odczytać wielką ulgę... Dostrzegła jego niezadowolenie i domyślała się jaki jest tego powód, ale nie przejęła się zbytnio tym.
Znała Go na tyle dobrze już by wiedzieć, że to tylko pozory, że w głębi serca jest dobry i więcej w nim człowieczeństwa niż w niejednym człowieku....
Tak wiem, ale trzeba by jakoś też Tristana przenieść, a z nim chyba i we dwie teraz rady nie damy... A samego go tu nie zostawię - odparła Lilly.
Elrohir podjechał bliżej i zsiadł z konia zatrzymując sie przed Kersijaną. Czasem chyba człeczynom pomóc możemy, za to że dzielnie walczyli, prawda? Uśmiechnął się do ukochanej, a potem mrugnął okiem do Catherine.