Falmir:
Źle mu z oczu patrzy. Lepiej będę go bacznie obserwować. Nie chciałbym się obudzić z nożem w plecach nagle.
Nie słyszę sprzeciwu. Zatem ruszamy, panie.Odparł Wulfgarowi, po czym udał się z Rhenem i Vito do portu.
Wersja do druku
Falmir:
Źle mu z oczu patrzy. Lepiej będę go bacznie obserwować. Nie chciałbym się obudzić z nożem w plecach nagle.
Nie słyszę sprzeciwu. Zatem ruszamy, panie.Odparł Wulfgarowi, po czym udał się z Rhenem i Vito do portu.
Dan
Stanął nieco bliżej drogi z której nadejdą strażnicy wraz z Vatrasem by zawczasu ich uprzedzić,cały czas chodził jednak niespokojnie w kółko - Brr,odrażający posąg,nie dość że trupy ożywiają to jeszcze paskudne kapliczki sobie budują,no nic,długo nie pożyją,hehe
Edward
A jak zapłacę pewnym cennym zwojem? Spytał, przerywając na chwilę pieszczenie kobiecości kurtyzany, poprzestając póki co na masażu jej ud.
Edward:
A cóż to za zwój, panie? - spytała kurtyzana z nutą ciekawości.
Falmir, Rhen i Vito:
Dotarliście do portowego magazynu. Widać, że jest już on nieco podstarzały i zaniedbany sądząc po jego wyglądzie. Stare deski, odrapane czy niekiedy ledwo trzymające się kupy... Przed wejściem stoi jakiś wojskowy noszący na sobie zwykłą zbroję knechta, a obok niego już ciężej uzbrojony osobnik. Falmir poznaje w nim swojego kwatermistrza Richarda. Po minie widzisz, że wygląda na zdenerwowanego nie na żarty.
Dan:
Oczekując na strażników po jakiś 10 minutach dotarło tu ich sześciu wraz z jednym z farmerów i Vatrasem, z czego jeden w ciężkiej zbroi, takiej, jaką noszą wyższą rangą strażnicy. Zatrzymali się przed Tobą, po czym mag wody wyszedł przed nich i zapytał się Ciebie - Przybyliśmy na waszą prośbę tak szybko jak tylko mogliśmy. Wasz współpracownik powiedział, iż w tej kopalni za wami mieści się kult Beliara. Byłeś już tam, więc zapewne znasz więcej szczegółów czego możemy się tam spodziewać?
Dan
Wyraźnie się ucieszył że będzie rozmawiał z Vatrasem a nie strażą,pozdrowił ich z daleka gestem uniesionej dłoni a gdy podeszli zaczął mówić rozgorączkowany - No więc tak,jeden z chłopaków powiedział że coś w nocy podeszło pod farmę,postanowiliśmy to sprawdzić a ślady zaprowadziły do kopalni,od razu nam się to przestało podobać,zwłaszcza że szybko natknęliśmy się na 3 zmasakrowane pełzacze,im dalej się w nią zagłębialiśmy tym gorzej było,zeszliśmy po rusztowaniu i natknęliśmy się na stosy ludzkich czaszek i kości zaś w jednej odnodze stała kapliczka Beliara a przed nią kilku ożywieńców i ktoś kto wyglądał na czarnego maga. Daliśmy nogę i posłaliśmy do miasta i do klasztoru by sprowadzić pomoc. Uff,to by było na tyle - Heh,o tym że kapliczka mnie obserwowała przy tych głąbach gadać nie będę...
Falmir:
Podchodzi do kwatermistrza Richarda, po czym mówi:Witam. Kapitan Wulfgar nas do Ciebie wysłał, mieliśmy Ci pomóc w jakimś... zerka na jego wyraz twarzy, po czym dokańcza ...problemie. Zatem? Tak wnerwionego to go nie widziałem.
Dan:
Mag przysłuchiwał się z zaciekawieniem temu, co mówisz, po czym dodał - Kult Beliara powiadasz... Ciekawe są jego plany. Chyba was nie widzieli, mam rację? I chyba mag ognia już się zbliża do nas - rzeczywiście. Z daleka możecie zobaczyć, iż zbliża się do was jakiś mag ognia wraz z nowicjuszem w waszym kierunku. Nie poznajecie jednak kto to.
Dan
Hmm,oni nie.... - po czym zszedł do szeptu i powiedział tak by tylko Vatras to słyszał - Ale jestem pewien że posąg się we mnie wpatrywał,niemal czułem jego spojrzenie na sobie,nawet teraz gdy o tym mówię włos mi się jeży....
Dan:
Mogłeś zwrócić swoją uwagę na niego. Nie wiadomo, czy Beliar nie powiadomił ich, że mogłeś być w tej kopalni. To trochę nam krzyżuje plany... Ale chyba damy radę - wyszeptał, po czym dodał na głos widząc, że mag ognia przybył:
- Witaj, Hyglasie.
- Witaj. Widzę, że już jesteśmy w komplecie. Przyszykowałem kilka run i zwojów na wypadek, gdyby coś poszło nie tak.
- Dobrze. Danie, prowadź proszę. Ja muszę pomówić jeszcze na osobności z Hyglasem. Będziemy szli za wami, na tyłach.
Widzisz, jak Vatras coś szepcze na ucho magowi ognia, po czym daje wam znak ręką, byście ruszali.
Falmir, Rhen i Vito:
No, to świetnie. Zostaw nas samych - warknął do nieznanego wam knechta, a ten zaraz odszedł w kierunku królewskiego statku. No dobra. Jakiś chędożony złodziei podkrada mi zapasy. Zniknęło nam sporo zwojów, mikstur i mieczy. Niby nic, gdyby nie to, że tych zaklęć to my nie wiadomo ile nie mamy, a kilka mocniejszych tam było. Mikstur też wiele to my nie mamy, bo miecze to najmniejsze nasze zmartwienie. Przeszukałem z innymi magazyn, ale nie znaleźliśmy żadnych śladów. Zero naruszonego zamka, zero dziur w dachu czy czegoś podobnego. Po prostu nic. Ci żołnierze, którzy pilnowali magazynu nie mają zielonego pojęcia o żadnym włamaniu, a sami przysięgają, że niczego nie brali. Przeszukaliśmy ich kajuty i ekwipunki, ale niczego nie znaleźliśmy. Strażnicy na mieście też nie widzieli tych łajz, żeby się poruszali po mieście.
Edward
Zobaczysz, jak skończymy - odparł, po czym kontynuował pieszczenie kobiecości kurtyzany, aż do doprowadzenia jej do pełnej rozkoszy...