Kersijana
Nalegam... Powiedziała łagodnie,,, To bardzo ważne dla mnie.....
Wersja do druku
Kersijana
Nalegam... Powiedziała łagodnie,,, To bardzo ważne dla mnie.....
Catherine:
Mogłabym tak cały dzień - mruknęła Betty, równie zadowolona co Ty.
Kersijana:
Rycerz westchnął, ale zdjął łańcuszek delikatnie z Twej szyi i wsunął Ci go w dłoń, gładząc Twe włosy...
Wszyscy:
Następne pytanie do Tristana! Krzyknął wreszcie strażnik miecza. Co najbardziej trapi twe serce!? Rycerz Lwa zacisnął zęby ze złości, spojrzał złowrogo na wojownika i syknął - to, że jestem zdrajcą! I żaden motyw nie usprawiedliwia złamania przysięgi!
Catherine
Tak ja też....,nie chciałam żebyś przeze mnie tyle płakała ale to z troski,ja naprawdę się martwiłam a do tego musiałam zostawić ranną Adele i Lothiriel i gnać za Tobą....i dalej jestem zła na małą podłą żmiję zwaną Betty!Musisz zachowywać zimną krew,zbyt wielu Cię kocha i zbyt wiele od Ciebie zależy żebyś działała tak lekkomyślnie.... - odparła spoglądając na nią - Ten nie miał zbyt trudnego pytania,nie to co ja czy Lothiriel,my miałyśmy najgorsze....,no i Kersijana z tym swoim ukochanym,ale widzę że sobie wszystko wyjaśnili....
Catherine:
Wiem, że to z troski siostrzyczko... Naprawdę jeszcze się na mnie gniewasz? Spytała Betty patrząc na Ciebie uroczo, słodko i niewinnie... Mrugając przy tym oczkami.
Kersijana
Należał do mojej matki, i jest jedyną pamiątką po niej... Chcę byś nosił go zawsze tak jak i ja Cię w sercu nosić będę... Elfka zakładała go powoli na szyje ukochanego. Nigdy go nie ściągaj to zawsze będę przy Tobie. Pokazała swój pierścionek.. Ten w kształcie Liścia
Jak te miecze co w tej komnacie są tak i ten pierścień i ten łańcuszek, Jedno ciało w dwa zaklęte. Gdy liście się złączy Serce odkryją spójrz.. Elfka Przytknęła wisiorek do swojego pierścionka i rzeczywiście okazało się ze po złożeniu pokazało się złote serce....
Elfka spojrzała na Tristana gdy swoją ponurą prawdę wyjawiał... ehhh.. Pomyślała... A tak romantycznie się już robiło
Catherine
Tak!I skup się na tym co mówiłam przed chwilą,to ważne!Obiecaj że więcej tego nie zrobisz!
Kersijana:
Przysięgam, że nigdy go nie zdejmę Kersi, zawsze będziemy razem... Odparł rycerz i ucałował Cię bardzo namiętnie w usta.
Catherine:
Ojej Cathy, nie bądź taka... Wiesz, jaka jestem... Odrzekla Betty, dalej słodko i niewinnie na Ciebie patrząc.
Wszyscy:
Tymczasem strażnik miecza rzekł - dobra odpowiedź! Zatem teraz, Beatrice, przyszła królowo Pendoru, posiadaczko Anoru, masz prawo odebrać miecz Ithil i przekazać go komuś, kogo uznasz za godnego!
Catherine
Betty proszę,musisz to obiecać!Nie możesz tak się zachowywać!Jesteś jej matką,powiedz jej! - poskarżyła się Lothiriel
Kersijana
I ja przysięgam.. Równie namiętnie i długo Go całowała..... Przerwał ich pocałunek głos strażnika... Kersi odwróciła się w kierunku Betty.... Przepraszamy, ale zapomnieliśmy sie odrobinę.... hi hi... Przytknęła rękę do ust nie mogąc za bardzo zapanować nad swoim chichotem. Widok wojowników którzy musieli być chyba odrobinę znudzeni ich ckliwymi wyznaniami jakoś dziwnie ją rozweselił.... Przez chwilę starała się zapanować nad roześmianiem, ale nie wiadomo jak długo jej się to będzie udawało....
Dobrze, obiecuję! Betty pokazała siostrze język i wstała, mówiąc potem z zadartym noskiem - skoro nie pozwalasz mi być sobą, niech tak będzie. Lothiriel zachichotała szepcząc tylko Catherine - cała Betty...
Królewna powoli podeszła do miecza strzeżonego przez dwóch wojowników. Ten, który zadawał pytania, odsunął się, przepuszczając ją. Betty nieśmiało wzięła miecz do swej dłoni i odwróciła się w waszą stronę. W jej oczach pojawiła się wielka duma, pewność siebie i zapał. Uniosła oręż do góry, patrząc na jego lśniące ostrze, rozświetlające poświatą całą komnatę.
Catherine
Przewróciła oczyma gdy usłyszała jej odpowiedź,jednak na słowa Lothiriel uśmiechnęła się i spojrzała na swoją młodszą siostrę z nieskrywaną radością,nie miała najmniejszego zamiaru dopominać się o miecz,powoływać na przeznaczenie czy też w jakikolwiek inny sposób próbować wpłynąć na Beatrice,niech sama dokona wyboru,zwłaszcza że wcale nie czuła iż to ona powinna otrzymać to wspaniałe ostrze kosztem kogoś innego....,dlatego po prostu siedziała wtulona w królową i czekała na rozwój wypadków
Kersijana
Gdy Betty uniosła miecz w górę jednak zapanowała nad śmiechem.... Ślicznie wygląda,, prawda? szepnęła do Elfa trzymając go za dłoń..
Arstan
Zaraz poleci sama wojnę wygrać, ehh
Prawda, czasem bolesna, była ceną za zdobycie tego ostrza, któremu pisane odegrać swą rolę w nadchodzącej wojnie - rzekł donośnie strażnik miecza, wracając na swoje poprzednie miejsce i zastygając w bezruchu.
Jak na ludzką kobietę, to nawet ładna - obojętnie stwierdził Elrohir niegłośno, by tylko Kersijana usłyszała.
Beatrice opuściła miecz i zaczęła powoli, dumnie, kroczyć po komnacie. Do czasu gdy... Znów się nie potknęła przewracając na podłogę, wypuszczając przy tym brzeszczot. Aj! Krzyknęła piskliwie.
Catherine
Zerwała się i podbiegła do Beatrice by sprawdzić czy nie zraniła się mieczem - Nic Ci nie jest siostrzyczko?
Arstan
Ehh łamaga, po czym podniósł miecz i rzucił Tristanowi, Ty pewno zrobisz lepszy użytego z tego żelastwa, bo Ona to sama się zaszlachtuje, ehh żeby to topór był to bym Wam pokazał jak się nim robi
Nie... Nic Cathy... Ta podłoga jakaś krzywa, nie sądzisz? Odparła niewinnie królewna.
Tristan złapał miecz, ściskając mocno jego rękojeść i przyglądając się klindze przez chwilę z uwagą. Po tym jednak odparł stanowczo - choć to piękny i potężny miecz, to nie mam prawa z niego korzystać, królewna bowiem nie przekazała mi go. Rycerz podszedł do Betty, uklęknął przed nią i podał jej miecz, który ona odebrała od niego.
Catherine
Tak,to na pewno dlatego.... - powiedziała łagodnie,pomagając jej wstać - Słodka z niej niezdara,gorzej że kiedyś naprawdę coś sobie przez to zrobi....
Arstan
Szkoda, że jak jej ten miecz podawał to się nie potknęła znów i łba nie upitoliła
Kersijana (nordolski)
Zadziwiające jest to, że od jakiegoś czasu same ładne ludzkie kobiety ostatnio się krzątają koło nas...
Ekhmmm... Kersi już głośniej do wszystkich... Ja przepraszam, że tak w słowo się wtrącam, ale chyba już możemy wyjść z tego grobowca zanim jakieś szczury czy inne paskudztwa się pojawią... Betty przekaż komuś ten miecz i chodźmy już stąd... Margaret i z Księżniczką tam czekają za nami....
Kersi... Elrohir westchnął zrezygnowany, pamiętając chyba o pytaniu zadanym jego ukochanej. Masz rację, a co do miecza, muszę się zastanowić... Odparła królewna.
Wyszliście na zewnątrz, a tam Betty okręciła ostrze miecza w materiał i przytroczyła do swego siodła. Na ziemi wciąż siedzi Margaret, przytulająca śpiącą Adelę, bardzo troskliwie...
Kersijana
Gdy wyszła z grobowca podeszła do Margaret i Adeli... Przyprowadziłam ich,,, wyszeptała coby nie zbudzić małej.... Szkoda, że Ciebie tam nie było... wiele Cię ominęło.....
Kersijana:
Tak? Co się działo? Spytała Margaret szeptem, wciąż tuląc małą.
Kersijana
Opowiedziała jej pokrótce o wydarzeniach z Wojownikami Miecza... Zastanawiam się jakie by Ci pytanie zadali? Wiesz oni dobrze wiedzieli o co pytać... Ale mniejsza oto....
Najważniejsze że Betty zdobyła miecz i możemy ruszać dalej....
Catherine
Gdy ujrzała Margaret tulącą śpiącą Adele od razu do nich podeszła,przykucnęła,i uśmiechnęła się promiennie do swojej przyjaciółki mówiąc szeptem - Prześlicznie razem wyglądacie!
Margaret ze zdziwieniem wysłuchała opowieści o wydarzeniach w kurhanie, czerwieniąc się cała. Wolę nie wiedzieć, jakie bym dostała pytanie... Rzekła niegłośno, a po tym odwzajemniła uśmiech Catherine rumieniąc się i podając jej ostrożnie Adelę - proszę, to twoja siostrzyczka.
Catherine
Potrzymaj ją jeśli chcesz.... - wyszeptała z uśmiechem,delikatnie kładąc jej dłoń na ramieniu
Veccavianka znów utuliła Adelę do siebie, głaszcząc ją też po włosach. Cathy... Nie boisz się zostawiać jej ze mną? Wszak wielu ma mnie za... No wiesz... Szepnęła.
Catherine
Słucham? - wyszeptała z niedowierzaniem - Nie jestem jedną z wielu,i nie obchodzi mnie co o Tobie myślą jakieś palanty!Nie jesteś potworem Margaret!Tylko moją słodką,kochaną,szlachetną przyjaciółką i nie chcę nic więcej słyszeć o żadnych innych! - dodała rozgorączkowanym,choć wciąż ściszonym głosem,po czym usiadła obok niej i mocno ją objęła,głowę opierając na jej ramieniu
Margaret wzruszyła się słowami Catherine, roniąc kilka łez. Nic nie powiedziała, obie siedziały tak po prostu przez chwilę... Do momentu, gdy Lothiriel krzyknęła - wsiadajcie na konie, spróbujemy się stąd jakoś wydostać!
Veccavianka pocałowała Catherine w policzek i podeszła do Kersijany, dając jej małą Adelę. Ty nie jesteś ranna jako jedyna, ja i Cathy ledwo na nogach stoimy, poza tym mała to ciebie nazywa ciocią. Zaśmiała się cicho.
Arstan
No w końcu ktoś coś mądrego rzekł
Catherine
Także ucałowała Veccaviankę w policzek i podeszła za nią do Kersijany mówiąc - Tak,weź ją,Adele bardzo Cię lubi....
Kersijana
Wskoczyła na konia wyciągając ręce po Adelę... Lothiriel ma rację... Musimy się wydostać z tego przeklętego miejsca jak najszybciej... Wtedy moc odzyska i wszystkich Was wyleczy.... Posadziła dziewczynkę najwygodniej jak to było możliwe i okryła płaszczem zaciągając kaptur na głowę... Ruszajmy.... powiedziała cicho....
Ruszyliście w drogę, przez te przeklęte miejsce. Wkrótce, gdy ziemia zdawała się być coraz mniej wypalona a drzewa żywsze, pod wieczór, ujrzeliście jakiegoś wojownika w pordzewiałej zbroi... Siedzi na trawie, jego miecz leży obok niego. Nie widzicie jego twarzy. Zdaje się nie słyszeć was.
Arstan
Albo jakiś ranny albo to pułapka, ja bym go strzałą poczęstował na Waszym miejscu, ale to nie ja dowodzę
Catherine
Bądź pozdrowiony rycerzu,potrzebujesz pomocy? - zagaiła kurtuazyjnie,jednak rękę trzymała na rękojeści miecza a objechała go dookoła by móc dojrzeć jego twarz
Kersijana
Zwolniła konia coby nie musieć zagadywać pierwsza nieznajomego. Jechała za Elfem czekając na rozwój wydarzeń....
Najpierw bij potem myśl, powiadasz panie Arstanie? Spytała kpiącym tonem Betty, dodając - jedź i ty z Cathy do niego, Elrohirze, miej łuk pod ręką, reszta baczyć na drzewa, czy coś z nich nie wypełza, nie wyłazi i takie tam...
Nie rozkazuj mi człeczyno - warknął Noldor, ale dobył łuku, nakładając strzałę na cięciwę. Adela tymczasem coś jęknęła przez sen ledwo słyszalnie, tak że tylko uszy Kersijany to uchwyciły. Dziewczynka wydaje się strasznie niespokojna, jakby miała koszmar...
Catherine dostrzegła, że twarz rycerza jest cała pokrwawiona, skóra jego niemal przegniła, miejscami odchodząca od kości... Nie zwrócił na nią żadnej uwagi.
Catherine
Zemdliło ją na jego widok a jej twarz wyraźnie zbielała,zaraz też spojrzała niepewnie na resztę towarzyszy,jej mina mówiła że nie jest dobrze.... - Ohyda!A już myślałam że opuściliśmy to miejsce na dobre....
Arstan
Phi, mogę się na następny raz nie odzywać