Alessio
Nic już nie powiedział jedynie pocałował ją czule w usta po czym ułożył się wygodnie,okrywając kocem a głowę na jej kolanach kładąc.
Wersja do druku
Alessio
Nic już nie powiedział jedynie pocałował ją czule w usta po czym ułożył się wygodnie,okrywając kocem a głowę na jej kolanach kładąc.
Warta Anny również mija spokojnie. Mniej więcej pamięta gdzie położyła się Liothannea, zresztą jest tam plama nieco głębszej ciemności w kształcie Jej wierzchowca.
Anna de Loiret
Wstała powoli, głowę Alessia kładąc na ziemię, przedtem wyciągając część koca spod niego, by na nim ją oprzeć. Podeszła po tym do Liothannei patrząc pod nogi, trzymając się także z dala od tylnich nóg wierzchowca. W pewnym dystansie od elfki, zaczęła nucić niezbyt głośno melodię jednej z pieśni bretonńskich, woląc nie podchodzić nagle do być może śpiącego rumaka, który czuwa nad przyjaciółką.
OD MG:
+5 PD
Rumak królewskiej córki parsknął cicho nad uchem śpiącej ledwo Anna zaczęła nucić. Liothannea odezwała się niezbyt głośno Ach, to już moja pora na pełnienie warty, udaj się Anno na spoczynek.
Anna de Loiret
Skinęła elfce głową i wróciła do ukochanego. Weszła pod jego koc i wtuliła się mocno, kładąc też swoje nogi na jego, a swe złote włosy zarzucając mu na twarz.
O brzasku obudziło Christophe potrząsanie przez ramię i głos Liothannei Idź na drugą stronę traktu nazbierać chrustu na ognisko, zostaw konie w spokoju. Są wyczyszczone, a muszą pozycję w stadzie ustalić. Jest dość zimno, w obozowisku nie widać wierzchowców, leżą tylko ich siodła i uprzęże.
Arathena
Przebudził ją lekki ziąb, ale czuła się wyspana i wypoczęta . Z zamkniętymi oczami wsłuchiwała się w ''życie obozu". Nic niepokojącego nie usłyszała więc postanowiła podciągnąć swój koc po uszy i jeszcze chwile poleżeć... Zastanawiała się co przyniesie im dzisiejszy dzień. Rano, a szczególnie po wyspaniu, umysł poukładawszy sobie w nocy wszystko na miejsce do swoich szufladek, przypominał jak wygląda droga, gdzie są jakieś miejsca na ewentualne zasadzki czy inne niespodzianki.... Zbliżali się znowu do Zakazanego Lasu i wiedziała że dziesiątki oczu będą ich obserwować. Zdawała sobie też sprawę, że nie umknie z ich spojrzenia Dostojnik Wysokich Elfów. Nawet jeśli nikt nie rozpozna w niej córki króla to koń, którego dosiada będzie i tak świadczył o tym, że mają do czynienia z kimś ważnym.
Tak sobie jeszcze rozmyślała przez chwilę gdy przypomniała sobie o pstrągach.....
Wstała powoli i przeciągnęła się.....
Widząc Liothannę. Czas pomału by posiłek złowić... uśmiechnęła się i wzięła swą sieć w ręce....
Christophe Leroy
Otworzył oczy i odparł jej zaspany - D-dobrze, pani... - choć nie miał najmniejszej ochoty wstawać, to zmusił sięi powstał, schował swój koc do sakwy podróżnej, założył swój pas na miecz, schował oręż do pochwy i ruszył po suchy chrust tam, gdzie nakazała mu elfka.
Arathena Czarna Wdowa
Właśnie Cię miałam budzić w tym celu. Alessio z Anną niech sobie śpią dalej, obudzi się ich na śniadanie. Christophe poszedł już po chrust na ognisko.
Christophe Leroy
Przeciąwszy trakt zobaczyłeś w oddali małe stado Waszych koni. Rumak Liothannei właśnie spółkuje z klaczą Aratheny. Trzmiel przeganiany przez wierzchowca Anny zbliżył się za bardzo do konia Alessio, który także go pogonił. Twój zaś z potargana grzywą goni Motyla. Faktycznie ustalają swą pozycję w stadzie.
Arathena (elficki)
Uśmiechnęła się do Elfki.... Przepraszam za moje zachowanie... wczoraj Anna mi kazała więc nie zabrzmiało to pewnie szczerze, ale dziś sama chcę ci przysiąc, że Twoja tożsamość zostanie tylko dla mnie... ruszyła w stronę strumienia.... I dziękuję Ci....
Gdy była w pobliżu strumienia starała się być jak najciszej tylko można. poszukała jakiegoś wąskiego miejsca, by mogła w nim rozciągnąć sieć.
Za pomocą kamieni i kijków przymocowała ją do obu brzegów i bardzo ostrożnie i cicho poszła w dół strumienia. Wcześniej też starała się też wypatrzeć pstrągi.
Gdy była jakieś z 20 metrów od sieci rzuca kamieniami w wodę i płoszy ryby, które instynktownie powinny uciekać w górę rzeki. Jeśli udaje się coś złowić a nie jest tego za dużo powtarza czynność w innym miejscu, wyjmując wcześniej i ubijając połów...
Potem wraca do obozu...