-
Arstan, Hallbjorn:
Arstan ciął Fiersdvaińczyka w plecy, nieźle go haratając, przeciągnięciem po zadanej ranie swego potężnego topora. Szczęście dla niego, że miał kolczugę i rany nie są zbyt poważne, padł za to obalony na ziemię. Hebanowy! Hebanowy! Rozległy się krzyki Gryfów.
Techniczny:
Hallbjorn - 2 rany lekkie.
-
Catherine
Spojrzała na nią zszokowana,nie mogąc uwierzyć w to że dała im swój płaszcz i sama zamierzała spać na deszczu niemal bez żadnej osłony,dlatego złapała ją za rękę mówiąc - Grrr,nie wierzę w to co mówię ale....nie ma mowy żebyś spała na deszczu kiedy my będziemy przykryte Twoim płaszczem,więc siadaj obok i się nie wydurniaj skoro już się zdobyłaś na taki gest....,przyjęłam go tylko ze względu na Adele....
-
Arstan
Przydepnął Hallbjorna No i po co było się mieszać w nie swoje swary, choć to jeszcze bym puścił płazem, ale okładania po głowie nie zdzierżę, raz łaskę okazałem i odpuściłem licząc, żeś rozumny i poniechasz tego, ale widać nie poskutkowało co rzekłszy odrąbał głowę Fiersdvaińczyka
-
Catherine, Erilla, Kersijana:
Dziękuję, pani - powiedziała cicho Adela do Kersijany z wyraźną wdzięcznością. Lothiriel tymczasem usiadła pod drzewem, też cała przemoknięta w płaszczu, który nie dawał już żadnej ochrony. Skulona, oparła głowę o kolana, nogi opasując rękami. Drży nieco, widocznie od przemokniętego ubrania zrobiło się jej zimno.
Arstan:
Nie mogę z tymi człeczynami , sami się wyrzynają, nie trzeba brudzić nawet swego ostrza - skomentował Elrohir parskając śmiechem. Rycerze Gryfa natomiast zaczęli klaskać w dłonie przyglądając się "pojedynkowi", rozbawieni.
Malcolm:
Gdy zmorzył Cię sen, ujrzałeś Ritę... W swej sukni i pelerynce, przyglądającej Ci się bacznie. Ty zaś masz na sobie jedynie swój płaszcz, który skrywa jedynie tył Twego ciała. Kobieta po chwili podeszła i uklękła przed Tobą, łapiąc w swe dłonie Twą męskość... Spoglądała na nią chwilę, aż w końcu wzięła ją do swych ust i zaczęła doprowadzać Cię do rozkoszy... Najpierw powoli, a potem szybciej i szybciej... Aż wydałeś z siebie głośne westchnięcie.
Zbudziłeś się na deszczu, Malacath wciąż czuwa, a Rita śpi nad jeziorem.
Malacath:
W czasie Twej warty, po godzinie, Malcolm zaczął być niespokojny we śnie. Wzdychał i dyszał... Aż wreszcie zbudził się, może miał jakiś koszmar?
Techniczny dla Andrespola:
Niestety Hallbjorn zginął z ręki Arstana, więc finito, dziękuję za grę.
-
Catherine
No nie wierzę....,chyba jestem za dobra.... - pomyślała poirytowana po czym odezwała się głośno markotnym głosem - Wasza łaskawość,słyszałam wiele o Tobie....dlatego chodź tutaj i wskakuj pod płaszcz,przeziębisz się i tyle będzie....
-
Arstan
Śmiej się śmiej uszaty, już jednego upierdliwca się pozbyłem po czym skłonił się Gryfom
Techniczny
Ja też dziękuje Andrespolowi, początki bywają trudne, ale nie było źle, następnym razem pewno pójdzie lepiej
-
Malcolm
Przełknął ślinę i przetarł dłońmi twarz. Co to był za dziwny sen... Miałem uważać na niewiasty a tu już jednej pożądam, i jakieś mary mi się w głowie roją... Gdy doszedł do siebie rozejrzał się wokół. Przemoknie na tym deszczu... Wziął kropierz i zaniósł go nad jezioro, do Rity. Opatulił nim ją i wrócił do swojej klaczy, próbując znowu zasnąć, oby bez przygód tym razem...
-
Malacath:
Ale ty przeżywasz. Chyba to fajny sen miałeś... Cóż. Mam tylko nadzieję, że nie obudzą mnie kiedyś jakieś jęki czy się ich nie przestraszę jak takie sny powrócą hehe - pomyślał rozweselony i kontynuował swoją wartę.
-
Kersijana
Troszkę zaskoczył ją gest i słowa rudowłosej kobiety... Ale ta mała dziewczynka najwidoczniej by nie chciała teraz od niej odchodzić a i dyskutować nie było sensu... Dając swój płaszcz, oczywiście w jak najlepszej intencji, sama zapewne by za chwilę była przemoczona.
Ja najbardziej sucha jestem ale Wy wszystkie przemoczone do skóry i przemarznięte... Dobrym pomysłem jest by razem pod płaszczem się ogrzać , ale te ubrania to niestety trza zdjąć.... Pani Moja proszę... Choć do nas... Nie mam zamiaru by rano wszyscy przeziębnięci byli. Proponuję z derki mojego konia zrobic coś na zasadzie namiotu pod ubrania to wiatr je osuszy i rano będzie w co się ubrać. a noc przetrzymamy pod moim płaszczem... Podeszła do Królowej i w zasadzie bez większych ceregieli zaczęła jej pomagać się rozebrać... Ton głosu, którym do niej mówiła, był bardzo przyjazny i grzeczny, ale stanowczo wskazywał na to, ze nie zgodzi się z żadnym sprzeciwem. Nie mamy się czego krępować. Wszystkie piękne i kobiece..., Starała się troszkę zażartować coby rozładować napięcie.
Erillio widzę, że wartę chcesz pierwsza objąć.. Jeśli mogę coś doradzić to Mirillia Lassi zawsze czujna to blisko niej się trzymaj. W porę ostrzeże Cię jeśli coś wyczuje. A i jakiś ogień by się mały przydał... Taki naprawdę bardzo mały...
-
Catherine, Erilla, Kersijana:
Królowa na razie zdjęła z pomocą Kersijany swój płaszcz. W trakcie szepnęła po noldorsku - widziałam, że od razu zasłoniłaś mnie, gdy Catherine wymierzyła swój miecz w mą stronę. Dziękuję, nie zapomnę ci tego. Potem dodała głośniej po sarleońsku - nie rozbierajmy się, i tak nasze ciała już przemoknięte, a tylko się zabrudzimy niepotrzebnie. Lothiriel zdjęła jeszcze swe buty i na palcach podeszła do Catherine oraz Adeli i skryła się pod płaszczem, opierając się o rudowłosą kobietę. Chodź Kersijano! Powiedziała wysuwając rękę do Noldorki.
Adela poprawiła się delikatnie w objęciach Catherine i pogłaskała swą opiekunkę, nic nie mówiąc tylko mrucząc cicho.
Arstan:
Jak chcesz, bierz co do niego należało, to twoje łupy - rzucił jeden z rycerzy Gryfa. Wszyscy wrócili już do rozkładania obozu, konie porozkulbaczane, zbroje i pasy takoż pozdejmowane. Jedynie deszcz gnębi niemiłosiernie, ciężko będzie usnąć.
Malcolm, Malacath:
Nadszedł czas warty rycerza.