Alessio
Tak,myślę że to bardzo dobre rozwiązanie - powiedział do ukochanej uśmiechając się do niej - Chyba jej się głupio o ten opatrunek zrobiło,hehe - elfce zaś odparł - Dziękuję za troskę,ale już moja najdroższa Ania się zaoferowała
Wersja do druku
Alessio
Tak,myślę że to bardzo dobre rozwiązanie - powiedział do ukochanej uśmiechając się do niej - Chyba jej się głupio o ten opatrunek zrobiło,hehe - elfce zaś odparł - Dziękuję za troskę,ale już moja najdroższa Ania się zaoferowała
Arathena
Ja nie widzę najmniejszego problemu. odparła... Nie wiem ino co na to giermek?
Christophe Leroy
Tak będzie najlepiej - W końcu sam w siodle... Co za ulga - odparł, po czym począł zajmować się swoim koniem.
Arathena
Zatem ustalone... Liothanneo pierwsza dzisiejszej nocy spisz czy mnie w pierwej giermek ma trzymać?
Pierwsza zasnę, tylko proszę bez takich czułostek jak przy Annie. Zbyt wrażliwą mam na to mam skórę na karku. odrzekła Liothannea w elfim i podała Christophowi linę Aratheny.
Arathena
Jak każesz Pani,, Twoje słowo jest dla mnie rozkazem... zażartowała.... Będę Twoją ostoją i warownia gdy Ty będziesz smacznie spała....
Jeśli Elfka wejdzie na jej konia Arathena przesuwa jej delikatnie włosy na bok przepuszczając jej kosmyki przez swoje palce.... Aksamit na głowie... aż żal puszczać.... Zaśmiała się jeszcze cicho i ruszyła z kopyta...
Okład przyniósł znaczną ulgę. Ruszyliście naprzód galopem, znów jadąc cały dzień i noc. Po nocy zaś godzina odpoczynku dla rozprostowania kości, napojenie i nakarmienie koni, zmianę opatrunku. I tak kolejne trzy dni i trzy noce. Zapasy wody się wam wyczerpały. Alessio całkowicie przestały boleć plecy, a i humor dzięki wspólnej jeździe z Ukochaną w nocy się znacznie polepszył. Choć myśl, iż niedługo spotkają ojca Anny, oraz obawa czy zaakceptuje go jako swego zięcia, nieco ten humor psuły. Liothannea obudziła Arathene i zeskoczyła z Jej wierzchowca. Godzinę drogi są przed nami. Odpoczywamy by ich w nocy dogonić, czy przyśpieszamy bez odpoczynku?
Techniczny:
Alessio, pełna Żywotność.
Arathena
Zeskoczyła ze swego konia... Zrobiła szybką gimnastykę by rozprostować ścierpnięte mięśnie... Podeszła do giermka i wyciągnęła wymownie rękę by odebrać swoją linę...
Gdy ten jej ja odda...
Tyle drogi gnaliśmy za Ojcem Anny, ze teraz chyba nie ma co marudzić. Skoro Mówisz Pani , że nim z dzbana karczmarnego wina ubędzie ojca Anny witać będziemy to chyba nie ma co się zastanawiać.... Ja bym ruszała, szkoda życia na marudzenie... odpowiedziała Elfce z uśmiechem... Anna pewnie tez niecierpliwa i tękni za ojcem... Ogarnijcie się ino jakoś by Pan Alessio na Przyszłym teściu dobre zrobił.. zaśmiała się głośno..
Anna de Loiret
Zeskoczyła z konia i pociągnęła za ręce ukochanego, by ten również zsiadł. Gdy to uczynił, podwinęła mu wąsy do góry i zaczęła poprawiać jego fryzurę rzecząc - Alessio, wolno ci te włosy rosną, ale już niedługo chyba będziesz wyglądał jak przystało na mego przyszłego męża. Zarost już wszak ładny masz.
Christophe Leroy
Podał Arathenie line, po czym dodał - Tak... Im szybciej tym lepiej. Nie ma co jak jesteśmy tak niedaleko celu....
Techniczny:
4 dni temu założył swoją zbroję już, przy okazji jakoś się próbuje ogarnąć w miarę by nie wyglądać jak brudas z wioski
Atarhena
Podeszła do Anny i Alessia i rozpięła bluzkę... Odpięła z kolczyka rodowy pierścień Anny... Miałam go strzec jak oka w głowie i strzegłam. Proszę to Twoje. Oddaje pierścień Annie
Alessio
No nic najwyżej się nie spodobam i mnie usiecze....,przynajmniej od humorów ukochanej wolny będę,hehe,nie no żartuję,co będzie to będzie - zażartował w myślach jednak o dziwo był zaskakująco spokojny przed poznaniem jej ojca,świadomość nieuniknionego dodawała mu luzu i pewności siebie,dlatego odparł jej spokojnie - Dziękuję,szkoda że nie mogę się w niczym przejrzeć....
Anna de Loiret
Objęła jedną ręką Alessia, a drugą podała Arathenie, dając do zrozumienia że pragnie, by założyła jej ten pierścień.
Liothannea podała Alessio srebrne owalne pudełko. Otwórz, w środku zwierciadło i czernidło, jednak brody Ci czernić nie będę, nie ma takiej potrzeby.
Arathena
Wzięła delikatnie rękę Anny do swoich dłoni... Och Pani ma, niech ten pierścień będzie świadectwem mej wierności i oddania. Jak jego strzegłam przed złem na tym świecie tak i Ciebie strzec będę jakowy największy skarb.... Uklęknęła na kolano i założyła Annie pierścień, a słowa wręcz celebrowała....
Alessio
Dziękuję.... - odparł odbierając pudełko i od razu je otwierając
Anna de Loiret
Aratheno... Uklękła przed przyjaciółką i mocno ją utuliła nie mogąc już powstrzymać emocji. Ucałowała ją po tym w policzek i kolejny raz, jeszcze mocniej przytuliła.
Alessio dostrzegł że faktycznie trochę zarósł, starannie pielęgnowana bródka nieco wyróżnia się długością z reszty zarostu. Trzeba by jakiegoś balwierza odwiedzić, by wyglądała tak jak kiedyś. Choć może w Bretonni nie przykładają aż takiej uwagi do męskiej mody.
Alessio
Nie jest źle.... - powiedział jak gdyby sam do siebie, po chwili oddał Liothannei pudełko i zapytał wiedząc że otrzyma szczerą odpowiedź - Zdanie ukochanej już znam....,a Ty Pani co myślisz?
Jedźmy, według mapy blisko już lasu jesteśmy. Mam tylko nadzieję że nikt nie spadnie z siodła podczas cwału.
Aratchena
Gdy przestały się z Anną tulić dosiadła swego konia uprzednio sprawdzając czy wszystko z nim i jego oporządzeniem jest w porządku i ruszyła cwałem ku spotkaniu z ojcem Anny....
Anna de Loiret
Podniosła sobie wysoko strzemiona i dosiadła Thilbauta, ruszając do cwału w półsiadzie, wiedząc że znacznie zmniejsza to szanse na upadek.
Alessio
Parsknął śmiechem widząc jej unikanie odpowiedzi - Cóż....,albo elfy mają inne standardy,albo ojczulek uzna że ukochanego w lesie sobie córka znalazła,haha - pomyślał po czym odpowiedział z uśmiechem po Tileańsku - Hmm,jest aż tak źle? Tak czy inaczej ruszajmy....,mam spotkanie z przeznaczeniem
Ruszyliście cwałem. Widzę coś na skraju lasu! zakrzyknęła Liothannea. Niestety Jej okrzyk odwrócił uwagę Aratheny od skupianiu się na bezpieczeństwo jazdy. Spojrzała na wprost i spadła z konia. Na szczęście tylko trochę się potłukła.
Techniczny:
Arathena + 3 pkt ran, - 2 PS
Christophe - 1 PS
Anna de Loiret
Serce jej się prawie zatrzymało, gdy ujrzała upadek Aratheny. Zatrzymała natychmiast Thilbauta, który przez gwałtowne pociągnięcie go wodzami stanął dęba na chwilę. Anna zaraz też zeskoczyła z niego i podbiegła do przyjaciółki chwytając ją za ręce - Aratheno, przyjaciółko miła, nic ci nie jest? Spytała wyraźnie przestraszona.
Alessio
Także podjechał do elfki,zsiadając z konia i oglądając ją czy nie doznała poważnych obrażeń....
Christophe Leroy
Również podjechał do elfki i zsiadł z konia oczekując jej jakiejś odpowiedzi...
Arathena na szczęście tylko trochę się poobijała, miała niesamowite szczęście że nie odniosła poważniejszych obrażeń przy takiej szybkości. Liothannea również wstrzymała Trzmiela. Jakieś stado ptaków poderwało się na mój okrzyk przy samym lesie. Wydaje się mi że znad jakiejś padliny, ale z takiej odległości nie jestem pewna.
Alessio
Wyjdziesz z tego Aratheno - powiedział do niej przyjaznym głosem po czym dosiadł konia i podjechał zobaczyć rzekomą "padlinę"
Alessio dostrzegł w miarę dalszej jazdy truchła koni, a później ludzkie. Jeden z martwych wierzchowców to śnieżnobiały jednorożec. Jedna trzecia trupów ludzi jest w kaftanach kolczych, jak Christophe. Dwie trzecie zaś w niebieskich tabbardach ze złotym znakiem stylizowanej lilii.
Alessio
Przełknął ślinę i natychmiast zsiadł z konia by dokładniej zbadać pobojowisko jednocześnie krzycząc do Liothannei po Tileańsku - To nie padlina Pani.....
Arathena
Wstała powoli i chwyciła się za lewe ramię... Na słowa Anny... Chyba nic mi nie jest, Jak nie się nie przewrócisz to i chodzić się nie nauczysz.... Chwila nieuwagi i popatrz....
Anna de Loiret
Potarła ramię elfki a następnie pociągnęła ją za dłoń, w drugą biorąc wodze swego rumaka i prowadząc ich oboje do reszty.
Liothannea na okrzyk Alessia ruszyła cwałem. Dogoniła go przed pobojowiskiem. Wśród koni dwa potężne ogiery widzę, jeden był przeciągnięty kawałek po tym jak padł i ktoś spod niego się wyczołgał. Dziwne, trzy ubiory przeciwników puste, jakby ktoś kazał się im z nich rozdziać i je tu porzucić. Ślady w las przecinką prowadzą, jednego rycerza, ale nader głębokie jakby kogoś niósł. Do tego trójnogiego i podpierającego się kijem. Pewno podtrzymywał tego spod wierzchowca oprócz tego że kogoś niósł. Któreś z nich jest ranne, widzę ślady krwi.
Christophe Leroy
Pomaga elfce powstać, po czym bierze i swojego konia jak i luzaki i idzie za Anną.
Sporo czasu Wam zajęło dotarcie na pieszo do Liothannei i Alessia. Wysoka elfka powtórzyła co odczytała ze śladów.
Alessio
Prowadź zatem Pani,może jeszcze uda się ich uratować.... - powiedział na powrót dosiadając konia i podążając za elfką
Arathena
Po upadku i dojściu na pobojowisko nie mogła się zbytnio skupić... Widząc zmasakrowane szczątki chwyciła zdrową ręką Anne by dodać jej otuchy... Starała się jednak by przemóc ból i sprawdzić jak najwięcej szczegółów.....
Nie kręćcie się tak by śladów nie zadeptać... Elfka coraz bardziej zaczęła się rozglądać po pobojowisku
Christophe Leroy
Murwa... Spóźniliśmy się... - warknął gniewnie, chodź nie krzycząc widząc to wszystko, wszak nie zdążył na czas i zawiódł... Wpatrywał się w pobojowisko jeszcze kilka dobrych chwil. Niektórych z tych tutaj znał osobiście, a teraz część z nich leży martwa. Kiedy się opanował wsiadł szybko na konia i powiedział - Ruszajmy zaraz, bom czas nagli. Może ich jeszcze dogonimy...
Mimo, że przeciwnicy zaatakowali z zaskoczenia, jednak zasadzka nie udała się im całkowicie. Pewno magia arcykapłanki Pani Jeziora zapobiegła śmierci wszystkich napadniętych. Trupy obcego wojska oprócz muszkietów mają ręczną broń orczej roboty. Na dalsze przyglądanie się brakło czasu, Liothannea zaczęła was prowadzić po śladach leśną przecinką. Anna poczuła po kilku chwilach ukłucie w boku, z tej samej strony z lasu odezwała się zaraz kukułka. Zakukała pięć razy i zamilkła.
Techniczny:
Anna - 1 PS