Edward
Wytargał go za fraki z karczmy i poszedł z nim w ustronne miejsce, przyciskając do ściany. Albo dajesz złoto, albo... Wiedz, że jestem nieobliczalny, aaaaaahahahaha!
Wersja do druku
Edward
Wytargał go za fraki z karczmy i poszedł z nim w ustronne miejsce, przyciskając do ściany. Albo dajesz złoto, albo... Wiedz, że jestem nieobliczalny, aaaaaahahahaha!
Dan:
Nie, ja dziękuje... Uciekam. Dobrej nocy - odparła ci z uśmiechem i weszła do swojego domu. Wróciłeś do karczmy Coragona.
Edward:
Ale ja nie mam złota! Zresztą... Nie zrobisz mi niczego, nie odważysz się - odparł ci spanikowany.
Dan
Dobrej nocy - odparł jej,gdy wrócił do karczmy zamówił sobie jeszcze kolację a także jakieś piwo i rozwalił się przy jakimś wolnym stoliku rozkoszując wypoczynkiem....
Edward
Zobaczymy! Wyjął swoją starą koszulę, owiązał nią swój kordelas, trzasnął w łeb dłużnika tak żeby padł na ziemię i... Zsunął mu spodnie po czym wsadził w tyłek nie za głęboko owinięty kordelas, rytmicznymi ruchami wsuwając go i wysuwając... Aaaahahahaha!
Dan:
Zjadłeś swoją kolacje i napiłeś się piwa. Całkiem nieźle tu gotują i napełniłeś swój żołądek strawą. Karczma dalej żyje swoim życiem i właściwie nie dzieje się tu nic ciekawego. Widzisz tu paru starych zleceniodawców z górnego miasta, czy też jakiś to innych osobników. Na dworze zrobiło się natomiast zupełnie ciemno. Przez okna widzisz jak robotnik rozpala latarnie w okół placu świątynnego.
Edward:
Nie! Zostaw mnie ty pierdolony sodomito! - wydarł się, gdy próbowałeś zdjąć mu spodnie. Julian nie był zbyt silny, więc i to nie sprawił Ci większych problemów z wsadzeniem mu kordelasa w tyłek. Na początku kompletnie nie chciał wejść, lecz po kilku siłowych próbach udało się. Biedak zaczął drzeć się w niebogłosy i za wszelką cenę uwolnić się od tej tortury. Słyszysz też jakieś głosy z oddali. Chyba ktoś zaciekawił się tym, co się tutaj dzieje.
Techniczny:
15 za kolacje + 25 za wino = 40 sztuk złota wydane
Dan
Jak dobrze mieć stałego pracodawcę i nie musieć latać po całym mieście żeby się czegoś złapać.... - pomyślał obserwując wnętrze karczmy,choć mimo to humor miał nie najlepszy....,dlatego po skończonym posiłku udał się do wynajętego pokoju,zamknął go na klucz i wreszcie oczyścił swoją zbroję i ubranie z sadzy by następnie po prostu położyć się i zasnąć po ciężkim dniu,w końcu jutro znów czekało go wiele roboty....
Edward:
Dłużnik po paru krzykach oddał ci w końcu całe swoje złoto, a miał coś tam jednak przy sobie. Spieprzał tak, jakby go jakowyś demon gonił, a i tak ledwo co nie wywrócił się po drodze. Nikt jednak do "miejsca zbrodni" nie odważył się udać, więc bez problemu wróciłeś do gospody. Oddałeś Hannie jej należną część, a resztę zachowałeś dla siebie. W końcu po wielu perypetiach spocząłeś w wygodnym łóżku i zasnąłeś twardym snem...
Dan i Edward:
Nastał kolejny dzień. Obudziliście się całkiem wyspani, lecz niedługo czeka was niestety kolejne godziny biegania i robienia zadań dla Vatrasa. Czas chyba powoli się zbierać...
Vito:
Obudziłeś się zmarznięty, zdołowany i zdezorientowany. To, co wczoraj ujrzałeś w swym śnie, oraz gniewne słowa boga ognia przerażało Cię, jak i napełniało Twe serce smutkiem i goryczą. Na dodatek miałeś spory mętlik w głowie jak i wiele wątpliwości... Twa siostra darzyła Cię miłością, spędziliście razem tyle pięknych chwil... A teraz? Musisz ją porzucić z rozkazu Innosa, albo mu się sprzeciwić i liczyć na to, iż zignoruje to. W celach nic się nie zmieniło, prócz tego, iż brakuje tu paru ludzi, których wczoraj jeszcze widziałeś. Z oddali natomiast widzisz światło wpadające wprost do kopalni, oraz jakieś odnogi.
Techniczny:
Edzio + 25 sztuk złota
Vito
Przemył twarz wodą z wiadra, znów upił trochę za pomocą miski, i przywarł do krat, starając się wyjrzeć jak najdalej, poczuć słoneczne promienie na twarzy, być może ostatni raz, nie wiedział bowiem, czy w tym śnie naprawdę objawił mu się Innos, czy też może po prostu go sobie wyobraził i do żadnej ucieczki nie dojdzie...
Dan
Wstał jedząc szybkie i niewielkie śniadanie ze swoich zapasów popijając to wodą po czym udał się czym prędzej do Vatrasa,w końcu miał jeszcze zajrzeć do Sophie....- Ale się wkopałem....,no trudno, nie zostawię jej teraz na lodzie
Edward
Diane! Zerwał się z łóżka z tym okrzykiem, szybko się odziewając, przypinając pas oraz łapiąc swój kufer. Szybko pobiegł do świątyni, by spotkać się z Vatrasem, a nade wszystko miłością swojego zycia...
Edward:
Pobiegłeś w kierunku kaplicy i rzeczywiście ujrzałeś tu swoją najukochańszą wraz z Vatrasem i Danem. Spotkanie najwyraźniej się już zaczyna.
Dan:
Hej - rzuciła Diane, gdy tylko się pojawiłeś. Mag wody powstał w końcu z klęczek i powiedział - Powoli chyba możemy zaczynać, chociaż nie widzę tu Ed... Nieważne. Biegnie tu.
Vito:
Ciesz się tym słońcem, póki możesz... I na nas przyjdzie kolej - rzucił jeden więzień z celi. Poznajesz po głosie, że to chyba dowódca waszego oddziału, ten który paradował w ciężkiej zbroi strażnika.
Dan
Cześć - odparł lekko uśmiechając się na jej widok zaś Vatrasa pozdrowił skinieniem głowy,gdy zobaczył Edwarda westchnął lekko jednak nic więcej nie powiedział
Vito
Nie odpowiedział nic strażnikowi, pokładał wielkie nadzieje w tym proroczym śnie, lecz wolał się z tym nie afiszować, wolał w razie czego nic o tym nie mówić, bo jeszcze go usłyszą nekromanci i plan spali na panewce.
Edward
O jest! Jest! Aaaahahaha! Podbiegł uradowany, że jego wielka miłość przybyła... Zatrzymał się tuż przy wszystkich, skinąwszy głową na powitanie Vatrasowi oraz Danowi i wykonując delikatny ukłon przed Diane.
Edward:
Diane szarpnęła Tobą i ustawiła Cię od razu w "szeregu", gdy tylko podleciałeś do niej kłaniać się. Nic nie mówiąc zaczęła słuchać maga wody...
- Ty Edwardzie odejdź na razie. Zaraz z Tobą porozmawiam... - rzucił Vatras. Diane dodatkowo też pokazała ręką, byś odszedł na moment.
Dan:
Vatras tylko pokręcił głową widząc Edwarda i zaczął mówić, uprzednio wypraszając go - Skoro już jesteśmy to możemy zacząć rozmawiać o kolejnym zadaniu... Chciałbym, byście wytropili bazę tych nekromantów. Patrole żołnierzy niewiele wykazywały, a jedyne na co ostatnio natrafili to kilka szkieletów niedaleko farmy Lobarta. Dodatkowo zaginął jeden z tych zwiadów, mający pokonać bestię za gospodarstwem Sekoba, choć obawiam się, że zwyczajnie zginęli. Ale kto wie... Może ktoś ich widział, albo coś zauważył. Podejrzewamy, iż mogą chować się gdzieś w górach, skoro w lasach niczego nie mogli znaleźć. Problem polega na tym, iż czasu mamy niewiele, a potencjalnych miejsc na kryjówkę jest sporo. Obstawiamy trzy możliwe miejsca - tereny w okół górniczej doliny, tereny w okół farmy Onara, oraz starożytne ruiny i okoliczne ziemie na północnym wschodzie. Musicie działać ostrożnie, bo jeżeli wróg was dostrzeże to zapewne będzie was próbował powstrzymać przed powiadomieniem miasta, bądź zakonu magów ognia. Do pomocy dostaniecie dodatkowo zwiadowców Tymorisina.
Vito:
Nic się nie dzieje. W okół panuje cisza... Minęło trochę czasu, aż strażnik ponownie się odezwał - A ty coś wyglądał tak, jakbyś zobaczył samego Beliara, hmmm?
Techniczny:
Vatras zaczyna mówić jak Edzio sobie idzie :P
Dan
Ehh....,jedno miejsce gorsze od drugiego....,zaczniemy zatem od górniczej doliny a potem zobaczymy co dalej...,kiedy i gdzie dołączą do nas zwiadowcy?
Vito
Miałem jakiś koszmar, pewnie przez atmosferę tego miejsca. A Ty spałeś dziś w ogóle?
Dan:
Zwiadowcy są już gotowi do działania i czekają na was w koszarach. Jeżeli będziecie mieli możliwość, to podzielcie się na grupki i tak sprawdzajcie te miejsca. Omówicie sobie zresztą wszystko na spokojnie na miejscu... Znasz mniej więcej wyspę, no nie? A, i Diane niech będzie pod Twoją... opieką. Zobaczysz jak sobie daje radę.
Vito:
Obudziłem się chyba późnym wieczorem z cholernym bólem głowy i tak do którejś w nocy. Ten potwór nieźle mną pieprznął o glebę...
Vito
Przywołał ręką strażnika, żeby podszedł jak najbliżej krat i rzekł do niego cicho. Mam propozycję...
Dan
Oczywiście,zaraz do nich zajdziemy,jeszcze chciał bym pomóc mojej znajomej w przeprowadzce ale to nic takiego bowiem farma jest po drodze do górniczej doliny.... - odparł mu lekko się kłaniając po czym dodał do Diane - Mam nadzieję że nie masz nic przeciwko?
Dan:
- Dobrze, tylko niech ci to za długo nie zajmie i żeby ci ludzie Tymorisina nie stali tam w koszarach nie wiadomo ile czasu - kapłan odpowiedział ci, po czym udał się do Edwarda.
- Nie, nie mam - odpowiedziała ci, dodając zaraz po cichu - Ja i tak pewnie będę miała Edwarda na ogonie, więc nudzić się nie będę... Ehh no nic. Za ile mniej więcej będziesz? Skoczyłabym przy okazji na rynek kupić jakieś zapasy na drogę.
Vito:
Strażnik podniósł brew słysząc Twe zdanie, ale podszedł do krat i równie cicho odpowiedział - O co chodzi? Streszczaj się, kto wie czy czarne szaty zaraz się tu nie pojawią.
Edward:
Mag podszedł do Ciebie i poważnym tonem przemówił do Ciebie - Twa służba u mnie Edwardzie dobiegła końca. Nie nadajesz się do żadnych zadań, które mógłbym Ci zaoferować. Na Twe miejsce wskoczy Diane.
Dan
Ehh nie zazdroszczę....,ale wydawał się o Ciebie martwić.... - odparł równie ściszonym głosem - A spotkajmy się za jakieś....10-15 minut,przed koszarami,weźmiemy tych zwiadowców,odstawimy moją znajomą na farmę i zabierzemy się za zadanie....
Vito
Mam plan jak się stąd wydostać. W odpowiednim momencie dam Ci znak, a wtedy będziesz robił co Ci każę. Ale musisz przyrzec, że zapomnisz o tym zajściu z moją "haniebną ucieczką"... Nie mamy nic do stracenia, trzeba spróbować. To jak będzie? Powiedział stłumionym głosem.
Dan:
Chyba raczej czekał na okazje, aż dam mu dupy... Ale kto wie co mu do tego łba strzeliło. No dobra, to ja idę... - ruszyliście w swoje strony. Edward ruszył za Diane, lecz po kilku zdaniach ten odwrócił się od niej i ruszył za Tobą w kierunku portu. Nie odezwał się jednak ani słowem, lecz pognał dalej w kierunku przystani. Czyżby "złamała mu serce"? Czy to Vatras jednak postanowił się w końcu go pozbyć, a tenże przyszedł się pożegnać?
Dotarłeś pod dom Sophie. Ta już najwyraźniej czekała na Ciebie, bo zanim zdążyłeś zapukać, ta otworzyła ci drzwi i z uśmiechem powiedziała - Hej. Jesteśmy już przygotowane, więc możemy ruszać w drogę.
Vito:
Po chwili ciszy strażnik odpowiedział - A co to niby za plan? Chłopie... Tu stacjonuje armia nekromantów i trupów, jak nie lepiej...
Vito
Jak się zacznie to sam zobaczysz, nie mogę Ci powiedzieć więcej bo zobaczą że jesteś zbyt ucieszony. I uznasz mnie za szaleńca... Zaufaj mi, trzeba spróbować.
Dan
Hej - odparł nie potrafiąc nie odwzajemnić uśmiechu - Będziecie miały iście królewską eskortę w drodze do farmy bowiem będą nam towarzyszyć wojskowi i jedna najemniczka którą Vatras zatrudnił do tego zadania. Edwardem się już więcej nie kłopocz bo odpłynął bez słowa....,ehh....,mogę jakoś pomóc?
Dan:
Uuu, to ładnie. A czemuż to taki zaszczyt nas spotkał? I czemu Edward odpłynął? A co do pomocy to w sumie mógłbyś... Jest tam parę rzeczy do wzięcia, już zapakowanych - odpowiedziała radośnie, otwierając ci drzwi, byś wszedł do środka.
Vito:
Wątpie. Łeb mnie napierdala, plecy, dostałem parę razy mieczem... I w ogóle mam ochotę komuś skopać dupę. No ale niech ci będzie, skoro nie chcesz powiedzieć... Nie mam i tak niczego do stracenia, może co najwyżej będę przeżywać większe męki niż dla mnie zaplanowano - powiedział, po czym usiadł pod jakąś ścianą i w milczeniu wgapiał się w jeden punkt...
Vito
Również odstąpił od krat i usiadł na pryczy. Masz kogoś w mieście? Jakąś rodzinę, miłość może? Spytał po dłuższej chwili, żeby nie siedzieć tak w ciszy.
Dan
Wszedł do środka rozglądając się za rzeczami do wzięcia w międzyczasie odpowiadając z uśmiechem - Zlecenie mnie czeka to przy okazji Was odprowadzimy....,a co do Edwarda sam nie wiem,chyba złamano mu serce ale nie sądzę by jego potrafiło załamać coś takiego,raczej miał inne powody....
Dan:
Dziwny był to i kto wie co mu przyszło do głowy. No ale... Może i lepiej jak go już tu z nami nie będzie... No nic to, weź coś, a my zabierzemy resztę i możemy ruszać - widzisz tu w sumie parę "paczek", w niektórych są ubrania, innych jakieś zwoje i książki czy inne rzeczy. Nie jest tego jednak aż tak dużo jak można by się spodziewać... W sumie i dobrze, nie natargasz się.
Vito:
Żonę... Tylko ona mi pozostała.
Dan
Wziął tyle najcięższych pakunków ile mógł udźwignąć po czym wyszedł na zewnątrz by na nią zaczekać
Vito
Pewnie za Tobą tęskni... Ja mam rodziców i siostrę. Może ich jeszcze zobaczymy. Ciekawe gdzie my w ogóle jesteśmy?
Dan:
Sophie wzięła resztę rzeczy, jej matka zamknęła dom i ruszyliście pod koszary. Już tam na was czekali zwiadowcy wraz z Diane. Jest ich czterech. Nosili na sobie utwardzane, skórzane pancerze, przy pasie długie, stalowe miecze, a na plecach kusze, przypominające nieco tą Twoją. Jeden z nich wyszedł przed grupę i przywitał się z Tobą, po czym ukłonił się Twoim towarzyszkom - Witajcie. Jestem Ryland. Z polecenia naszego dowódcy zostaliśmy przydzieleni do misji, którą zlecił wam wielebny Vatras.
Vito:
W kopalni przy wieży strażniczej chyba... Tak przynajmniej mi się wydaje. A jak nie tu to gdzieś w górach...
Vito
Nie widziałeś pewnie, gdzie zabierają nasz ekwipunek?
Dan
Cześć,ja jestem Dan,odprowadzimy moje znajome na farmę a potem się rozdzielimy przy rozstajach,jedna grupa pójdzie sprawdzić tereny wokół górniczej doliny,druga farmy Onara,jeżeli dalej nic nie znajdziemy to ruiny zbadamy całą grupą...,jakieś pytania albo sugestie?
Dan:
Porozmawiamy na spokojnie na rozstajach... Ruszajmy - odpowiedział ci i ruszyliście w drogę. W międzyczasie Diane i Sophie chyba się już zapoznały, bo po jakimś czasie cofnęły się na tyły i zaczęły sobie rozmawiać. Niestety, lub stety nie bardzo słyszałeś o czym tam tak dyskutowały... W końcu dotarliście na farmę. Diane wraz z zwiadowcami zostali na tyle, przy moście, chłopaki pracują na polu. Matka Sophie zaś spogląda na gospodarstwo Twojego ojca dosyć niepewnie, jak i na Twoją rodzinę, która wyszła wam na powitanie. Akil pierwszy zaczął rozmowę:
- Cóż, witamy na naszej farmie. Jestem Akil, właściciel tego gospodarstwa, a to moja żona, Kate - skinęła im głową i również się przywitała.
- Również witamy, panie Akilu... I jeszcze raz dziękujemy, że zgodził się pan nas przyjąć.
- Zapraszam do domu, tam sobie na spokojnie porozmawiamy, coby tak tu nie stać. Ty Dan zajmij się rzeczami Sophie i jej mamy...
Dan
Oczywiście....- odparł biorąc się za targanie rzeczy do domu....- O czym one tak rozmawiały? Może tą Diane wypytam....
Dan:
Dosyć sprawnie się z tym uwinąłeś, ojciec w międzyczasie mówił ci co, gdzie i jak położyć, a Kate z nowymi mieszkańcami farmy. Gdy tylko skończyłeś ojciec zapytał się - Zgaduję, że ruszasz gdzieś i nie zostajesz z nami?
Dan
Tak,postaram się zajrzeć na obiad....,ale niczego nie mogę obiecać.... - odparł z ciężkim westchnięciem - Kolejny dzień zapieprzania się szykuje,czy ja jeden dzień nie mógł bym leżeć i nic nie robić?
Dan:
No dobra... I pamiętaj, że od dzisiaj zaczynasz jej uczenie - ruszyłeś z Diane i zwiadowcami na rozwidlenie. Tu się zatrzymaliście - No dobra, w takim razie chyba najlepiej będzie podzielić się na na dwie grupy po trzy osoby. Ja mogę ruszyć na te tereny w okół farmy Onara.