-
Catherine
Co z nią nie tak?!Już rozbierać by się chciała,phi!I nazwała ją swoją panią....,kim ona do cholery jest? - pomyślała poirytowana,irytacja nieco wzrosła gdy kobieta będąca najwyraźniej jakąś księżniczką elfów się o nią oparła jednak zachowanie Adele pozwoliło jej się uspokoić,pocałowała ją w czoło i pogłaskała przez chwilę po włosach cały czas mocno ją do siebie tuląc....
-
Kersijana
Masz całkowitą rację Moja Pani. Powiedziała gdy minął jej szok po podziękowaniu Królowej... Prawdziwy Nordolczyk nie zawaha się przed oddaniem życia za Ciebie.... Stała tak przez chwilę patrząc jak Lothiriel ściąga z siebie garderobę. Gdy płaszcz i buty były zdjęte podniosła je i zaniosła pod swoją derkę coby bardziej nie mokły jeszcze.Równiez pod nią położyła swoje atłasowe buciki i rękawiczki, oraz diadem z głowy.. Włosy przy tym opadły jej luźno na ramiona zlepione od deszczu. Zanim wróciła pospiesznie do tego prowizorycznego namiotu wydżemnęła swoje włosy..Starała się spieszyć coby Jej Pani zbyt długo nie musiała na nią czekać... Gdy upewniła się, że dziewczyny są szczelnie okryte jej płaszczem usiadła koło królowej i przytuliła do niej,
Z oczu płynęły jej łzy... Tyle wzruszenia było już naprawdę zbyt dużo. Jej Pani, Królowa Nordolskiego Narodu, najpiękniejsza i najmądrzejsza, podziękowała jej, skromnej elfiej dziewczynie... Duma i szczęście przepełniało jej serce. Elfka nawet nie wiedziała kiedy jej głowa spoczęła na ramieniu Lothiril i zasnęła głębokim snem. Wcześniej wtulając swoje stopy i ręce w jej kończyny. Nic do Niej nie mówiła, nie chciała by wiedziała że jest wzruszona. O łzy się nie przejmowała. Twarz miała i tak zmoczoną już od deszczu
-
Kersijana:
Usnęłaś... Od razu jednak w swej głowie usłyszałaś głos Lothiriel - śpij dobrze Kersi, córko Jany...
Catherine:
Lothiriel otuliła Kersijanę, delikatnie gładząc ją po dłoniach i stopach tymi samymi częściami ciała. Adela tymczasem powiedziała cicho do królowej - ona ocaliła mi życie... Spalili Ehlerdah, wybili wszystkich... Ona mnie stamtąd wywiozła, zaopiekowała się mną, utulała do snu i śpiewała... Lothiriel spojrzała na Ciebie z serdecznym uśmiechem.
-
Malacath:
Jeździec potrząsnął energicznie ramieniem rycerza i powiedział - Twoja kolei... - i ruszył do spania pod kropierzem, uprzednio zdejmując swoją zbroję.
-
Catherine
Nie odwzajemniła uśmiechu tylko oparła brodę o główkę Adele nic nie mówiąc i wsłuchując się w otoczenie i padający deszcz....
-
Kersijana
"...Spij dobrze Kersi, córko Jany..."
Jany..... Jany....
Imię jak bogini o urodzie morskiej fali bijącej przy zachodzie słońca w piaszczystą plażę. Spokojnie szumiąc dając ukojenie ciału i umysłowi. Stopy przyjemnie obmywane przez falę łagodnie smugające taflę wody. Delikatnie i zmysłowo. Każda cząstka stóp, najmniejsza komórka na niej czuje każdą krople wody. Nie można się oprzeć pokusie by i dłońmi nie poczuć tę świętość...
Kersi w głowie usłyszała jakby głos Lothiri. Wydawał się on przy tym być czysty i piękny.
Czuła jak odpływa w spokoju i bezpieczeństwie.
-
Arstan
Nic nie wezmę, głupi był, może głupota jest zaraźliwa i z jego dobytkiem na mnie przejdzie bryy
-
Catherine, Kersijana, Erilla:
Strażniczka zaczęła czuwać biorąc pierwszą wartę... Adela usnęła w objęciach Catherine, do której szeptem skierowała pytanie Lothiriel, wciąż o nią delikatnie oparta - dokąd zmierzacie?
Arstan:
Jak tam chcesz, zatem my się tym zajmiemy. Przyda się, kiedy będziemy uzbrajać lojalnych królewnie ludzi - odparł jeden rycerz. Obóz jest gotowy... Możesz iść spać lub coś kombinować, Twoja wola.
-
Arstan
Jako, że na dziś dzień miał dość przygód udał się na spoczynek, no i ciekawiła go owa królewna, więc póki co nie zamierzał uciekać
-
Catherine
Tak,do Waszego obozu,tego gdzie ją wyleczyłaś....,dobra księżniczka Lothiriel....a może się mylę? - zapytała szeptem,patrząc jej w oczy