-
Dan
Dobra,to ja z Diane i jednym z Twoich ludzi idziemy w stronę górniczej doliny,nie ma sensu żeby grupa która pierwsza się uwinie stała na rozdrożach dlatego spotkajmy się w karczmie Orlana....I pamiętajcie,to nie jest misja polegająca na tym kto zabije więcej nieumarłych więc w razie walki i większego niebezpieczeństwa lepiej wiać,powodzenia.....
-
Dan:
Wiadomo... Powodzenia - ruszyliście w kierunku farmy Bengara. Po drodze na szczęście nic was nie zaatakowało, ani nie zauważyliście niczego podejrzanego. W samym gospodarstwie również jest spokój, a strażnicy i żołnierze pilnują jej obrzeży. Po jakimś czasie staneliście w końcu na ścieżce prowadzącej do górniczej doliny. Gdzieś tam zapewne znajduje się te osławione, magiczne więzienie... Modlić się tylko, by nigdy tam nie trafić.
- Macie pochodnie? Tak pytam w razie gdybyśmy musieli wchodzić do jakiejś kopalni... Miejmy tylko nadzieję, że nie przebijemy się aż do koloni karnej przez nie... - powiedział zwiadowca
- Ja mam coś tam przy sobie... Nie wiem tylko jak Dan.
Vito:
Nie... Przecież leżałem nieprzytomny. Gdyby chłopaki tu jeszcze byli to być może i by ci powiedzieli... Chociaż wątpie po tamtej akcji z nekromantą.
-
Vito
Szkoda, nie chciałbym zasuwać do miasta z okolic Górniczej Doliny w samych gaciach... Czy gdzie tam nas trzymają. No nic, może będziemy mieli wystarczająco dużo czasu, żeby poszukać naszych ubrań, o ile ich nie zniszczyli. I o ile stąd w ogóle spierdolimy...
-
Vito:
Wątpię byśmy dali radę... Poza tym jeżeli to jest jednak to miejsce, o którym myślałem, to zapewne trzymają nasz ekwipunek w którejś z wież. Albo gdzieś w kopalni... Ja już wole latać w gaciach niż zbytnio ryzykować natknięciem się na któregoś z tych nekromantów podczas przeszukiwań.
-
Dan
Nie,ja niestety nic nie mam.....- odparł Dan nieco zakłopotany tym zaniedbaniem ze swojej strony choć nie trwało ono długo.... - Dobra chrzanić to,ten zwiadowca powinien coś mieć.....
-
Vito
Zobaczymy, nie wiem jak to dokładnie będzie wyglądało, moźe będziemy mieli okazję na przeszukanie tego miejsca. Dobra, nie mówmy już nic bo nas usłyszą, teraz musimy czekać aż nas stąd zabiorą na przemianę.
-
Dan:
No to łap... Najwyżej potem będziemy się posługiwać zwojami - rzucił ci pochodnie, oraz krzesiwo i ruszyliście w dalszą drogę. Na przełęczy widzicie tu parę tunelów i jaskiń, oraz główną ścieżkę prowadzącą gdzieś jeszcze głębiej w góry. Na dole nic nie zauważyliście ciekawego, lecz tu nic nie znaleźliście, więc udaliście się na skalną półkę, łącząca jakiś kamienny most z inną półką. Jak się okazało, znajduje się tu jakaś spora jaskinia, oraz stary szyb kopalniany. Jaskinia jest czysta, zaś kopalnia... No właśnie, co z nią? Trzeba by i ją sprawdzić...
Zwiadowca odpalił swoją pochodnie i dał ją Danowi - Będziesz mi oświetlać drogę. Pójdę pierwszy. Uważajcie na głowy i przyglądajcie się belkom. Ta kopalnia jest pewnie starsza od samego króla, więc podpory pewnie już nie są takie mocne jak kiedyś... Jeżeli będziemy musieli się rozdzielać to jeżeli zobaczycie jakieś pełzacze to nie wdawajcie się za bardzo w walkę. Po prostu uciekajcie. Starczy on nam jako dowód, że nekromanci tutaj nie siedzą...
Vito:
Nastała cisza... Przez długi czas nic się nie działo, aż w końcu usłyszeliście jakieś kroki. Jak się okazało w Twoim kierunku podążał ten sam nekromanta, z którym wczoraj walczyliście. Stanął on przed Twoją celą i zapytał się, z udawaną czułością - I jak ci się podoba pierwsza noc w Twoim nowym domu, Vito? Nie zmarzłeś?
-
Vito
Spojrzał z obrzydzeniem na nekromantę. Jak człowiek mógł czerpać tak wiele radości z cierpienia innych? Skąd znasz moje imię popierdolu?
-
Dan
Chyba że będzie ożywiony..... - wyszeptał ponuro oświetlając drogę zgodnie z prośbą i bacznie rozglądając się na boki
-
Dan:
- No chyba że... Ale wtedy to będzie już nasz najmniejszy problem - odszeptał ci zwiadowca.
- Ciekawa robota mi się trafiła... - dodała szeptem Diane.
Podążaliście przez pewien czas wąskim korytarzem do przodu, aż tu dotarliście do pierwszego pomieszczenia. Jest spore i to bardzo. Widać tu pełno rusztowań i miejsc wydobycia po żyłach rudy. Uwagę waszą przyciąga również duży budynek znajdujący się na przeciwległej ścianie, wbudowanym częściowo w skałę. Na jego ścianach widać już stare, wybrudzone i poniszczone flagi królestwa Myrtany. Widać też kilka zakratowanych okiennic i balkon. Zapewne nadzorca tej kopalni urzędował tam i napawał się widokiem harujących tu więźniów. Poza tym wszystkim widać kolejne tunele, magazyny wielkie składy na rudę czy masę jakiś grzybów i dziwnego zielska...
- No to co, Dan? Ruszamy do tego wielkiego gmachu? Wygląda obiecująco... - rzuciła do Ciebie Diane, najwyraźniej nie przejmując się zbytnio jak na razie atmosferą tego miejsca... Albo sobie żartuje. Trudno stwierdzić. Zwiadowca zaś wyszedł nieco na przód, przyglądając się okolicy...
Vito:
Grzeczniej chłopcze, grzeczniej! - powiedział sadystycznym tonem jak i nieco gniewnie, po czym poruszył ręką... Jakaś nieznana siła wypchała Cię z impetem wprost na ścianę. Zabolało... - A coś ty taki ciekawy? Czarodzieje nie zdradzają swych sztuczek byle komu.
-
Vito
Uderzony o ścianę osunął się na ziemię, łapiąc się za bolącą pierś. Czego znowu od nas chcesz?
-
Vito:
Ja tu się przyszedłem przywitać... a ty mnie tak potraktowałeś? Ale dobrze, że mówisz "o nas"... przecież mamy jeszcze Twojego towarzysza! - po czym odwrócił się w jego kierunku i rzucił nim kilka razy o podłogę, kraty czy ścianę. Nieźle nim potargał. Na jego ciele widzisz kilka cieknących ran, a po jego minie widzisz, iż najchętniej teraz by chciał rozszarpać tego nekromantę na strzępy... Gdyby tylko kraty mu nie przeszkodziły, ani to, że ugina się teraz z bólu. Wymamrotał tylko - Pierdol się...
-
Vito
Odwrócił wzrok nie mogąc patrzeć na poniewieranie drugim więźniem... Nie odezwał się jednak, wolał nie naraźać się na nic podobnego.
-
Vito:
Nagle coś oświetliło całe pomieszczenie, a chwilę potem usłyszałeś bolesny krzyk strażnika. Trwało to tak chwilę, aż rozbłysk ustał, a krzyk nie był już aż tak straszliwy, choć wciąż jeszcze trwał... Po tym usłyszałeś demoniczny śmiech maga, który po chwili powiedział do Ciebie - Widzisz jak możesz skończyć? Albo i gorzej? Niestety... Nie mogę się nim zająć, ani go wykończyć na Twoich oczach. Na cóż mi się przyda zwęglona kupa mięcha? Poza tym... Obowiązki wzywają.
-
Vito
Odwrócił się, by zobaczyć co nekromanta zrobił ze straźnikiem, spodziewając się najgorszego. A na co przydamy Ci się żywi? I co masz na myśli mówiąc "zająć się nim"?
-
Vito:
Strażnik leżał cały poparzony, niekiedy jego skóra była wręcz zwęglona, a skóra odeszła od kości. Jego wszystkie włosy spłonęły, pozostawiając ohydny zapach - Będziecie ładnymi ofiarami dla mego mistrza... A co miałem na myśli? Na przykład to... Ultharze! - zawołał. Coś trzeszczącego szło w Twoim kierunku, w jakiejś pordzewiałej zbroi... Chwilę potem ujrzałeś w wejściu martwego paladyna... Wgapiał się w Ciebie swoim tępym wzrokiem, stojąc na baczność przed swoim panem - Oto mój nowy sługa... Cholernie trudno było go tu sprowadzić, a jeszcze trudniej zdobyć, ale koniec końców jest tu już z nami.
-
Vito
No nie no, i co, zgwałci mnie? Spytał uśmiechając się i pokazując ręką paladyna.
-
Vito:
Skoro tak bardzo tego chcesz to nie odmówię ci spotkania z nim... Wiesz co masz z nim zrobić - nekromanta zaczął podążać ku wyjściu, a mroczny wojownik wyjął swój potężny, dwuręczny miecz. Pognał ku drzwi celi, rozwalając je kilkoma ciosami i wpadając z impetem do Twojej celi. Poczułeś, iż to był BARDZO zły pomysł, gdy zobaczyłeś co to cholerstwo zrobiło z kratami twojego więzienia... Próbowałeś się bronić, lecz monstrum z łatwością dało sobie z Tobą radę. Po kilkunastu długich chwilach leżałeś na podłodze cały obolały, posiniaczony, z wieloma ciętymi ranami, w powoli tworzącej się kałuży krwi... Mało tego, połamał ci chyba wszystkie żebra. Także kręci ci się cholernie w głowie... Potwór po spełnieniu swojej roboty jak gdyby nic po prostu odszedł, zostawiając Cię samemu sobie...
Techniczny:
10 PŻ pozostało Vitusiowi... Słabiutko :P + osłabiony mocno i go boli wszystko xD
-
Vito
Kurwa... Ale mnie pocharatał... Ale przynajmniej... Nie zgwałcił... Hehe... - wycharczał i nawet zaśmiał się na końcu, lecz okropny bół nie pozwolił mu na to. Doczołgał się do ściany i spróbował wstać, zapierając się o nią. Jeśli mu się to uda to stara się doczłapać do wiadra z wodą, napić się i przemyć twarz.
-
Vito:
Udało ci się wstać, chociaż z wielkim trudem i bólem. Udało ci się też doczłapać do wiadra, chociaż z Twym chodem nie jest najlepiej. Kręci ci się w głowie, boli Cię wszystko, a rany na Twym ciele tym bardziej ci tego nie ułatwiają... Pytanie co teraz?
-
Vito
Po wzięciu kilku łyków zasiadł na pryczy. No właśnie. Co teraz Innosie? Czy to jest ten moment? Mam otwarte drzwi. Pora uciekać? Teraz ogłupisz tych nekrofili? Po chwili położył się, głośno stękając i pojękując, starając się zasnąć mimo bólu...
-
Vito:
Nie uzyskałeś żadnej odpowiedzi od boga ognia. Po kilkunastu minutach udało ci się w końcu zdrzemnąć... Choć łatwe to nie było. Ale przynajmniej choć na chwilę zapomnisz o tym bólu...
-
Dan
Tak,chodźmy.... - odparł nieco zdziwiony cały czas jednak rozglądając się za możliwym łupem czy też bestiami które mogły by chcieć go załatwić,po chwili dodał niby to obojętnym głosem - A o czym to tak rozmawiałyście?
-
Dan:
A coś taki ciekawski? - spytała zaciekawiona, po czym dodała - Nic szczególnego... Po prostu poznawanie nowej znajomej.
-
Dan
A już nieważne.... - odparł nieco się rumieniąc,na szczęście w mroku kopalni nie mogła tego dostrzec....- Jasne,jasne,pewnie o mnie rozmawiały!
-
Dan:
Podeszliście pod schody prowadzące do gmachu. Z dołu budynek wydaje się być jeszcze większy i jeszcze bardziej upiorny niż z daleka. Żadnych ciekawych rzeczy do zabrania z sobą jak na razie nie widzisz...
No mów no pókim cierpliwa - rzuciła Diane szeptem.
-
Dan
Przecież mówię ze nieważne! - odparł szeptem,starając skupić się na otoczeniu i powoli z bronią w ręce wchodząc do gmachu
-
Dan:
Uparty muł z Ciebie... Ale jeszcze Cię o to pomęczę jak tylko wydostaniemy się z tego zadupia hehe, o ile nie zapomnę - odparła ci szeptem. Weszliście do jakiegoś sporego i długiego pomieszczenia z kamiennych cegieł. Widzicie tu stare schody prowadzące wprost na górę, oraz parę innych pomieszczeń. W oczy szczególnie rzucają się wam stare, duże, grube i żelazne drzwi naprzeciwko was. Poza tym nie widzicie tu nic ciekawego... tylko ogromne pajęczyny i masa syfu dookoła.
Chyba możemy się rozdzielić na ten moment... Sprawdzicie górę, a ja spojrzę te pomieszczenia. Spotkamy się tutaj... Albo ja do was przyjdę na górę, gdybym szybciej uwinął się z zadaniem - wyszeptał zwiadowca.
-
Dan
Dobra,ale z tymi żelaznymi poczekaj lepiej na nas,mam do nich złe przeczucia.... - odparł powoli udając się na górę po chwili dodając do Diane - Hehe,jestem ciekaw jak spróbujesz mnie skłonić do gadania....
Techniczny
Dan cały czas mówi szeptem
-
Dan:
Przekonasz się... A jak nie skłonię Cię do gadania to może spróbuje Sophie, co? - uśmiechnęła się wrednie, idąc dalej z Tobą na górę. Poziom ten wygląda jak kwatery strażników. W pomieszczeniach widać jeszcze stare meble i łóżka, jak i inne fanty... Diane od razu wzięła się do roboty i zaczęła przeszukiwać całe to miejsce.
-
Dan
Nie wahał się ani chwili i od razu dołączył do niej mówiąc żartobliwie - Zawsze możecie obie jednocześnie spróbować....
-
Dan:
Ano możemy... Ale chyba Vatras nam nie da spokoju to i okazji do wspólnego dręczenia Ciebie nie będzie... Szkoda - odparła, udając smutek.Nie znaleźliście niczego ciekawego tutaj poza zardzewiałymi mieczami, starymi pochodniami czy kilkoma monetami... albo przegniłym jedzeniem.
Fuu... Dobra, idziemy dalej. Nic tu po nas... - odparła wychodząc z pokojów i zmierzając na kolejny poziom.
Vito:
Nagle się obudziłeś, będąc złapanym za szyję. Jak się okazało to ten sam paladyn, który wcześniej zlał Cię i zostawił rannego w celi. Rzucił Tobą na glebę i dłonią pokazał ci, byś ruszył się na zewnątrz... Czyżby to już ten moment?
Techniczny:
+15 sztuk złota dla Dana :P
-
Vito
Kurwa, zero zrozumienia dla więźnia... Doszedł na czworaka do kraty i wstał zapierając się o nią. Wyszedł na zewnątrz, wolał nie sprzeciwiwać się temu chujowi...
-
Dan
Ehh,podłe kobiety,już by mnie dręczyć chciały....,tylko jedno Wam w głowie....,może byście tak wspólnie miłe były dla odmiany? - rzekł udając poirytowanie - No chodźmy,strasznie tu cuchnie i zaczynam mieć dość tego miejsca....- Chociaż nieco grosza wpadło hehe
-
Dan:
No jak to my podłe...? No wiesz co, jak możesz tak o nas mówić? Jesteśmy miłe, opiekuńcze, dbamy o was... a to, że się nas nie słuchacie i jesteście pieprzonymi niewdzięcznikami to i musimy was trochę pomęczyć - rzekła tonem naburmuszonej księżniczki. Następne poziomy były całkowicie puste, bądź nie było tam nic co mogłoby was zainteresować. Dotarliście w końcu jednak na sam szczyt budowli. Znajduje się tu spora komnata, zupełnie inaczej wyglądająca niż inne poziomy. Ściany były ładnie zachowane, przyozdobione to różnymi ornamentami i kilkoma obrazami i flagami królestwa. Na nich znajdują się między innymi obecny król - Rhobar II, czy inne osobistości, których nie rozpoznajesz. Znajduje się tu też parę biblioteczek, stół ze starymi mapami, listami czy też... sam nadzorca kopalni? A przynajmniej jego szkielet, który siedzi jeszcze to na starym, drewnianym tronie. Poza tym jest tu jeszcze jedna komnata, choć tak jak na dole stoją tam żelazne drzwi.
Vito:
Dostałeś jeszcze porządnego kopa w dupę za ten tekst. Rycerz wyprowadził od razu też Twojego "przyjaciela". Trzyma się lepiej mimo wszystko od Ciebie, choć widzisz, że kuleje i stęka z bólu. Wyszliście w końcu na zewnątrz. Jak się okazało strażnik chyba miał rację. Widzisz tu dwie wieże strażnicze i jakieś góry dookoła wraz ze starymi kopalniami, choć farmy czy znajomych ci terenów z patrolów już nie... Poza tym pełno tu szkieletów, zombie czy paru innych nieumarłych paladynów, w tym swoich starych towarzyszy, niektórzy już przemienieni... Po samych nekromantach ani widu ani słychu... Robi się nerwowo, bo nic się nie dzieje. Nikt to nie ogłupiał, ani nikt to nie walczy... Czyżby Innos Cię zostawił?
-
Vito
Nie odzywał się, wyczekując cierpliwie. Może to jeszcze nie ten moment? Rozglądał się co jakiś czas wokół, obserwując zachowanie nieumarłych, szukał wzrokiem nekromanty, lecz starał się sprawiać wrażenie człowieka "podziwiającego" to wszystko, nie chciał, żeby wyglądało to tak, jakby na coś czekał.
-
Dan
Skąd wiesz że jestem niewdzięcznikiem? To naprawdę krzywdzące....- odparł ze smutkiem,zaś gdy dotarli do komnaty zaczął ją przeszukiwać w międzyczasie mówiąc - Co oni mają z tymi cholernymi stalowymi drzwiami?
-
Dan:
Każdy facet jest taki sam... Powinieneś mnie teraz przepraszać na kolanach zresztą. A co do drzwi to pewnie coś tam trzymają ciekawego, albo trzymali... Trzeba by sprawdzić je sobie zaraz - odparła z udawaną złością, zabierając się za przeglądanie półek i tych papierzysk na stole. W samej komnacie nie widzisz niczego ciekawego. Pełno tu różnorakich książek, czy to o historii, czy jakieś powieści i wiersze. Generalnie nuda... Na dodatek wilgoć dała o sobie znać widząc stan niektórych. Diane po kilku chwilach odezwała się zaciekawionym głosem - No no... Ładne rzeczy tu widzę. Mapa górniczej doliny, raporty, notoryczne ucieczki więźniów... Nawet coś o barierze tu skrobnęli.
Vito:
Nieumarli stali to nieruchomo przyglądając się okolicy, bądź wam. Całkiem nieźle się tu zorganizowali, a wszystkie możliwe miejsca obsadzono. Gdy zmierzaliście do kopalni nagle usłyszałeś chyba krzyk, gdzieś w niebiosach. Rycerz się zatrzymał, a część trupów to spojrzała w chmury, zwłaszcza paladyni. Część po prostu stanęła wryta w miejscu. Po chwili "Ulthar" wraz z innymi rycerzami i kilkoma innymi trupami wyjął swe miecze i zaczęła walczyć z podobnymi sobie. Strażnik, który szedł za Tobą spojrzał na Ciebie z wielkim zdziwieniem i rzucił się do ucieczki.
-
Vito
To był ten plan! Krzyknął szęśliwy starając się dotrzymać tempa strażnikowi, co nie było łatwe z jego ranami, choć tamten poparzony raczej też wielkiej prędkości nie rozwinął. Innos przemówił do mnie we śnie! Co teraz? Szukamy naszych ekwipunków? Czy spieprzamy tak jak stoimy? Nie wiem czy ta dziwna furia działa też na nekromantów, chyba lepiej się na nich nie natknąć!
-
Dan
Każdy facet jest taki sam? Phi,dobre sobie,gdzie mi do naszego wybitnego żeglarza Edwarda? - odparł z uśmiechem podchodząc i zaglądając jej przez ramię na raporty