-
Christophe Leroy
Ale dopóki nim nie zostanę to i nie wypadałoby wpadek zaliczać, ani nie błaźnić się przed innymi, wszak dopóki dzień pasowania mnie na niego nie nadejdzie to i próba ma cały czas trwa. A że lubisz to to widać... I to od samego początku - odparł jej z uśmiechem.
-
Arathena
No jasne, że lubię gdy ciepło w nocy.... Przecie to normalne....
A w czerwieni Ci do twarzy... Wydajesz się taki niewinny. Prawda Liothanneo, że przeuroczy?
-
Alessio
Gdy obudził się i dostrzegł jak bardzo wtuliła się w niego ukochana wręcz cały się rozpromienił - Ja.....,nie wiedziałem że ona tak bardzo mnie miłuje, już wcześniej przypuszczałem że pod tą złością i kaprysami kryje się troska i potrzeba czułości ale teraz nie mam wątpliwości,tylko jak ja to błogosławieństwo uzyskam? Cóż z tego dla ojca będzie że się oboje szczerze i wielce miłujemy skoro mieczem machać nie potrafię? Ehh......,ale o to będę się martwić potem a teraz niech ta chwila trwa wiecznie - pomyślał po czym przymknął oczy nie chcąc przerywać tej cudownej dla niego chwili i całkowicie ignorując grę pomiędzy Aratheną i giermkiem.
-
Liothannea parsknęła śmiechem, po chwili jednak spoważniała Kwestia gustu i skali Aratheno. Po pierwsze, pozory często mylą. Po drugie, gdybym nazwała Christopha przeuroczym, zabrakło by mi słów po opisać urodę księcia Tyriona. Jej oczy na chwilę się zamgliły. O czym to rozmawiałyśmy... a tak, o rycerzach. Mylisz się, rzeczą rycerską nie jest nie czuć pokus, tylko je zwalczać. Wroga z którym walkę toczyć mamy zaś rozsądnie jest się obawiać. Głupcem jednak ten, który wystawia się na takie niebezpieczeństwo, którego pewny jest, że mu nie podoła uśmiechnęła się do giermka.
Wstawiajcie śpiochy! Śniadanie gotowe! krzyknęła nagle. Po czym jeszcze głośniej wrzasnęła w elfim Świt! Przyprowadź stado! Okrzykom królewskiej córki z oddali odpowiedziało rżenie.
-
Christophe Leroy
Oh, widzę, że coś mi sugerujesz tym uśmieszkiem... Zobaczymy czy nie podołam - pomyślał sobie widząc, jak wymawia ostatnie zdanie i szczerzy się do niego. Nie odwzajemnił uśmiechu, spojrzał tylko na nią, po czym usiadł na kocu i czekał, aż ryby się upieką.
-
Arathena
Skubnęła kawałek ryby i posmakowała. Z apetytem oblizała palce.... Smaczne jadło z rana, wypoczęta... czego jeszcze można wymarzyć?..... Gdy Elfka wołała konie.... O może klaczy, której nie będą ogiery napastowały.... Uśmiechnęła się radośnie
-
Anna de Loiret
Zamruczała po słowach elfki, wiedząc iż wstawać już musi. W małżeńskim łożu będziemy tak spędzać caaaałe poranki... Wyszeptała.
-
Alessio
I nie tylko poranki - odszepnął całując ją czule w usta a ręce kładąc na jej smukłym ciele
-
Anna de Loiret
Uśmiechnęła się i przewróciła ukochanego na plecy, kładąc się na nim. Uniosła głowę, pytając pozostałych dość radośnie - cóż za jadło naszykowaliście?
-
Alessio
Wydał z siebie głośne westchnięcie a męskość od razu naparła na spodnie gdy tylko ukochana się na nim położyła....., jego ręce zaś mimowolnie poczęły pieścić jej ciało a on sam nie mógł oderwać od niej oczu kompletnie ignorując głód i cały otaczający świat....